Czy zapowiedziana pomoc 1000 zł do lochy pozwala myśleć o utrzymaniu stada loch?

Dopłata 1000 zł do loch będzie na pewno wielką ulgą dla wszystkich hodowców, którzy mają jakiekolwiek zobowiązania, jak np. modernizacja gospodarstw. Jest to nadzieja na to, że nie będą musieli się „licytować”. Natomiast dla tych, którzy takich zobowiązań nie mają, to ta pomoc już za wiele nie wnosi. Wiem, że u niektórych hodowców zapowiedź pomocy 1000 zł do lochy wstrzymała podjęcie decyzji o redukcji stada loch. Przy tym dotyczy to głównie hodowców produkujących prosięta, rzadziej tych, którzy prowadzą pełny cykl zamknięty. Tam sprawa produkcji jest bardziej złożona i trudniejsza. Jeśli chodzi o odwleczenie składania wniosków i wypłat w czasie, też po części to rozumiem. Ma to motywować te gospodarstwa, które faktycznie nadal chcą produkować, a nie te, które produkowały i zaczęły już likwidować stado. W dłuższej perspektywie istotne jest, by tego typu pomoc została utrzymana na dłużej i była wypłacana cyklicznie, a nie tylko jednorazowo.

Bartosz Czarniak, woj. kujawsko-pomorskie, gmina Lubraniec, miejscowość Gołębin.
Bartosz Czarniak, woj. kujawsko-pomorskie, gmina Lubraniec, miejscowość Gołębin.

Jakie są Pana plany na utrzymanie się w branży?

W moim przypadku zapadła już decyzja o redukcji stada, przy czym nie jestem zobowiązany żadnymi projektami. Podjąłem ją na początku stycznia, chociaż wiem, że ta pomoc będzie w końcu wypłacona. Obecne wzrosty kosztów produkcji i stabilizacja skupu tuczników, na stosunkowo niskim poziomie w porównaniu do wysokich kosztów, powodują, że postanowiłem nieco zmienić rodzaj produkcji. Prawdopodobnie będę dążył do tzw. programu dobrostanowego. Wszystko po to, by bardziej uniezależnić się od zakupu pasz z zewnątrz. Mam dosyć dużą hodowlę w stosunku do uprawianej ziemi. Przed decyzją o ograniczeniu produkcji miałem 70 loch, a docelowo będę chciał utrzymywać do 45 macior przy 30 ha gruntów ornych. Teraz przy większym stadzie pokrywam jakieś 30 proc. zapotrzebowania na paszę. Natomiast po zmniejszeniu stada ten udział może sięgnąć 50-60 proc., więc jednocześnie będę już mniej zależny od wahań rynkowych, przynajmniej jeśli chodzi o zboża.

Szukasz tańszej paszy? Sprawdź oferty w portalu Giełda Rolna! 

Jak dziś handluje się z zakładami mięsnymi?

Dziś zakłady, które bazują na własnych tucznikach, choćby z tuczu kontraktowego lub są powiązane handlowo i sprowadzają elementy lub półtusze, nie dają wysokich cen, nie potrzebują tak bardzo lokalnego tucznika. Z drugiej strony zakłady, które nastawiły się na ściąganie tucznika z rynku, nie są w stanie dać więcej ni` 20-30 gr właśnie dlatego, że koncerny utrzymują cenę na niskim poziomie.

Jakich zmian oczekiwałby Pan w związku chociażby z nową WPR?

Patrząc w przyszłość i na plan strategiczny, który trafił teraz do Komisji Europejskiej, mogę powiedzieć, że w ramach związków i organizacji apelowaliśmy o to, by środki na dobrostan wypłacać na zasadzie degresywności lub ograniczenia górnej liczebności stada. Tak, by faktycznie wspomóc tych, którzy są rolnikami, a nie tych, którzy idą już w produkcję przemysłową. W krajowej dyskusji nad planem ten temat niestety zaginął, teraz czekamy na uwagi komisarza Wojciechowskiego i liczymy, że uda się to uszczegółowić.

POLSUS, który reprezentuję, a także #PTR Partia Twiterowych Rolników, z którą również współpracuję, zaproponowały zarówno w krajowym planie strategicznym, jak i w rozmowach z politykami utworzenie dopłat do kupowanego materiału hodowlanego świń w formie cyklicznej. Pozwoliłoby to zarówno na wymianę loch w stadach na bardziej plenne, zgodne z zasadą postępu genetycznego, a do tego wsparłoby samych hodowców w sprzedaży sztuk hodowlanych. Taka dopłata byłaby limitowana ilością zakupionych sztuk, tak by mogła wspomóc przede wszystkim małe i średnie chlewnie.

Więcej w lutowym wydaniu miesięcznika "Farmer"