Mykotoksyny, to wtórne metabolity grzybów m.in. z rodzajów: Aspergillus, Penicillium, Fusarium. Ich większa obecność w paszy zazwyczaj powoduje, w zależności od rodzaju mykotoksyny, np.: problemy w sekcji rozrodu, obniżenie wskaźników tuczu oraz pogorszenie statusu zdrowotnego.

Mykotoksyny okiem weterynarza
Podczas debaty obrad „okrągłego stołu” na temat mykotoksykoz w produkcji trzody chlewnej, w trakcie 17. Międzynarodowej Konferencji  dot. Praktycznych aspektów zwalczania ważnych aktualnie chorób świń w Puławach, prof. Zygmunt Pejsak pytał lekarzy weterynarii i naukowców jak sobie radzą i jak należy postępować, aby skutecznie walczyć z tym trudnym problemem.

Według lek. wet.  Krzysztofa Sieradzkiego, w praktyce objawy skażenia paszy mykotoksynami najczęściej poznamy po problemach w rozrodzie.  

- Pierwsze podstawowe objawy działania mykotoksyn na zwierzęta w gospodarstwie trzody chlewnej, to obniżenie wskaźników rozrodu. Jeżeli wchodzę na chlewnię i widzę, że świeżo wprowadzone do gospodarstwa loszki mają zaczerwienione sromy. To nie mam wątpliwości, że jest to efekt działania mykotoksyn z grupy zearelenonu.

Mykotoksyny  z grupy zearalenonu działają estrogennie, co oznacza, że działają jak hormony rozrodcze. Wytwarzają je grzyby z rodzaju Fusarium. Mogą powodować objawy ciągłej rui nawet u niedojrzałych płciowo loszek w wieku 60 dni.

Doktor Sieradzki zwrócił również uwagę na niekorzystne działanie mykotoksyn w obrębie tuczarni – W tym sektorze rozpoznamy zwiększoną obecność mykotoksyn po przypadkach wypadnięcia odbytu oraz wypadnięcia macic u macior. Za każdym razem, gdy pojawią się takie objawy zalecam stosowanie preparatów wiążących mykotoksyny z paszy. Objawy kliniczne wówczas ustępują i stan zwierząt poprawia się. Nie ma też problemu z utrzymaniem dobrego stanu zwierząt do końca tuczu, jeżeli producent regularnie będzie stosował taki preparat.  


Wątpliwe badanie paszy
- Na początku swojej praktyki wysyłałem materiały paszowe do analizy pod kątem mykotoksyn. Jednak te wyniki są obarczone bardzo dużym błędem, ponieważ wynik ujemny nic nam właściwie nie mówi. Pobranie próbki paszy do analizy jest bardzo trudne, ponieważ mykotoksyny występują punktowo. Nie ma wątpliwości, że błąd przeprowadzonego badania jest bardzo duży. Dlatego w praktyce opieram się na objawach klinicznych – tłumaczył doktor Sieradzki.

- Musimy pamiętać, że mykotoksyny dają głównie swój objaw, szczególnie w obrębie jelita grubego – okrężnicy. Ciągle zapominamy, że okrężnica jest świetnym polem do działania diagnostycznego. Z reguły jest tak, że dioksyniwalenol, niwalenol, czy T2 powoduje uszkodzenie nabłonka jelit i otwarcie naczyń krwionośnych. Zawsze powtarzam, że mykotoksyny nie działają nigdy same działają co najmniej w duecie, a zdiagnozowanie wszystkich, zależy wyłącznie od możliwości badawczych laboratorium, które ma ocenić dana próbkę - mówił profesor Maciej Gajęcki z Wydziału Medycyny Weterynaryjnej, Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego.
 
Profesor podkreślał, że nie jest to proste, ani tanie badanie, dlatego trzeba wiedzieć co chcemy znaleźć w danej analizie.

 - Tu się nasuwa wiele tematów – oznaczenie jakiej ilości mykotoksyn i kogo na to stać? Jeżeli jedna mykotoksyna w jednej próbce to jest koszt około 220-250 zł, a jeżeli ktoś robi to taniej, to moim zdaniem możemy mieć wątpliwości co do jakości takich analiz.
 
Dlatego według profesora do badań powinna być pobierana krew z naczyń krwionośnych jak najbliżej przewodu pokarmowego.

- Mam świadomość, że nie jest to proste zadanie.  Dodatkowo lekarze weterynarii kierując próbkę na badania zawsze muszą pytać laboratorium o metabolity mykotoksyn.   Bo macierzystej substancji, czyli mykotoksyn może już tam w ogóle nie być. Jeżeli w chlewni są problemy z rozrodem to nie znajdziemy już zearalenonu, tylko powinniśmy szukać jego metabolitu, czyli alfa-zearalenonu lub beta-zearalenonu.

Do badań laboratoryjnych niezbedna jest surowica krwi w ilości 3 cm, czyli lekarz weterynarii powinien pobrać 6cm krwi do analizy.

Jakie preparaty wybierać?
Nie możemy zwalczyć mykotoksyn, możemy związać jedynie mykotoksyny występujące w paszy. Dlatego, głównym pytaniem przy walce z mykotoksynami, nie jest - czy stosować preparaty do paszy wiążące mykotoksyny - tylko w jakich dawkach dodawać do paszy taki preparat i jakiego rodzaju?

Według ekspertów, co potwierdzają  badania naukowe najmniej skuteczne okazują się preparaty oparte na bentonitach.

- Trzeba pamiętać, że bentonity wyłapują wszystko co napotkają na swojej drodze. Trzeba zwracać na to uwagę, bo większość preparatów zawiera je w swoim składzie. Przy stosowaniu takich produktów, musimy liczyć się z pewnymi konsekwencjami. Bentonity oprócz wyłapywania mykotoksyn mogą wiązać niezbędne dla organizmu  substancje biologicznie czynne np. witaminy. Wówczas efekt tuczu może być mizerny – podkreślał profesor Maciej Gajęcki.

Dlatego warto szczegółowo analizować skład preparatów przeciwko mykotoksynom, przed ich zakupem i dodaniem do paszy.

- Są preparaty, które nie tylko wiążą mykotoksyny grzybicze ale również je enzymatycznie rozkładają. Jest to bardzo ważna uwaga, same związanie to nic, bo mykotoksyny mogą się uwolnić w dalszej części przewodu pokarmowego. Przy wybieraniu preparatu trzeba się kierować porównywaniem ich działania w przewodzie pokarmowym – czy mykotosyny tylko zostają związane, czy też są rozkładane w przewodzie pokarmowym – mówił  lek. wet. Krzysztof Sieradzki.

 - Na rynku są również obecne preparaty zawierające w swoim składzie związki chelatowe, czyli w tym przypadku rozbite ściany drożdży. Są to najbardziej zaawansowane preparaty pod kątem technologii produkcji, ale nie są też tanie. Jednak ich działanie ocenia się  jako najbardziej skuteczne – mówił profesor Maciej Gajęcki.