SARS-CoV-2 to nie jedyny wirus siejącym spustoszenie w Europie. ASF jest znacznie „silniejszy”, ponieważ „może przetrwać w środowisku lub przetworzonym mięsie przez tygodnie, a nawet miesiące” zaznacza w rozmowie z magazynem „The Guardian” Dirk Pfeiffer, profesor nauk weterynaryjnych na Uniwersytecie w Hongkongu, ekspert ds. ASF. Wirus afrykańskiego pomoru świń choć jest niegroźny dla człowieka, wobec zwierząt jest bezlitosny: zabija prawie wszystkie zarażone świnie. Mimo że pojawił się ponad 100 lat temu, nadal nie opracowano skutecznej szczepionki.

W związku z pandemią COVID-19 eksperci obawiają się, czy kraje dotknięte ASF w wystarczającym stopniu skupiają się na powstrzymaniu rozprzestrzeniania się wirusa, dokładają wszelkich starań, by monitorować zasady bioasekuracji, a także, czy raportują o nowych ogniskach wśród trzody chlewnej lub nowych przypadkach u dzików. 

Pandemia ASF

ASF to wirus, który od wielu lat stanowi problem producentów trzody. Kiedy dotarł do Chin jesienią 2018 roku nastąpił prawdziwy wybuch epidemii, a oficjalna liczba padłych świń, według szacunków Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) wyniosła 1,1 miliona w 2019 roku. Nieoficjalnie jednak w pierwszym roku epidemii poddano ubojowi prawie 200 mln świń. W lipcu ubiegłego roku Rabobank oszacował, że co najmniej 40% z 360 milionów świń w tym kraju mogło zostać poddanych ubojowi, a to 140 mln zwierząt. Szacunki holenderskiego banku potwierdza Światowa Organizacja Zdrowia Zwierząt (OIE). 

–  Myślę, że można już mówić o pandemii – powiedział w rozmowie z „Guardianem” Timothée Vergne, profesor Krajowej Szkoły Weterynaryjnej w Tuluzie. Jak dodał, w związku z kryzysem spowodowanym wybuchem COVID-19, spodziewał się spadku doniesień o wybuchach epidemii ASF. Tymczasem liczba zgłoszonych nowych ognisk jest zdecydowanie wyższa od tego, co zostało odnotowane do końca maja 2019. 

Eksperci obawiają się również o to, czy Chiny przekazują wszystkie dotychczasowe dane za rok 2020. Wątpliwości te potwierdza Wayne Johnson, weterynarz w firmie Enable Agricultural Technology Consulting, z siedzibą w Pekinie: – Przypadki ASF widzimy tu codziennie, prowincjom z kolei mówi się, żeby ich nie zgłaszały, zatem Chiny z pewnością nie raportują wszystkich przypadków występowania ASF - zaznacza. 

Korzyści z ASF?

Chińska produkcja świń, stanowi prawie jedną czwartą światowej podaży wieprzowiny. Jako główny światowy importer i producent, po wybuchu epidemii ASF nastąpił w Chinach wzrost inflacji, ceny wieprzowiny w Chinach wzrosły o ponad 110%, a wskaźnik cen konsumpcyjnych (CPI) wzrósł w grudniu 2019 r. o 4,5%. 

Wspomniany już profesor Vergne wraz z innymi badaczami w 2017 roku na łamach magazynu „Veterinary Record” ostrzegał przed globalnymi skutkami przedostania się wirusa ASF do chińskiej populacji świń. Jak zauważa, Chiny przeszły od masowego ubijania świń w początkowej fazie do „życia” z tą chorobą, a wręcz czerpania ogromnych korzyści finansowych z wysokich cen wieprzowiny, zwłaszcza przez największych krajowych producentów. W styczniu 2020 roku ceny wieprzowiny były o 116 proc. wyższe niż przed rokiem. Obecnie rząd próbuje walczyć z deficytem wieprzowiny poprzez wprowadzone od września 2019 r. aukcje. Działania te mają na celu ratowanie krajowego rynku trzody, ponieważ od zeszłego roku obserwuje się gwałtowny wzrost cen wieprzowiny i prosiąt. –  Celem chińskiego rządu jest nie tylko reanimacja chińskiej produkcji świń, lecz także globalne stymulowanie zmiany cen wieprzowiny – ocenił z kolei Jacek Strzelecki w rozmowie z naszym portalem. 

Zyski największych chińskich graczy, takich jak WH Group, Wens i Muyuan, nadal rosną, ale żadna z firm nie chciała udzielić komentarza „Guardianowi” na temat wdrożonych zasad bioasekuracji. 

Niepewność w branży

Wśród światowych producentów trzody chlewnej rosną obawy. Uważają oni, że niekontrolowane ogniska w Azji i Europie Środkowo-Wschodniej (niestety mowa tu także o Polsce), to chorobowy rozsadnik. Spodziewają się, że dotarcie wirusa do USA i pozostałych europejskich krajów jest nieuniknione. – Od granicy polsko-niemieckiej ASF dzieli zaledwie 10 km, a przypadki wśród dzików są nadal zgłaszane w wielu krajach Europy, Azji i Afryki. Wirus ten kilka dni temu został po raz pierwszy zgłoszony w Indiach.

W Polsce, ku zdziwieniu branży, pierwsze w tym roku ognisko ASF potwierdzono już w marcu. Do tej pory w Polsce nie notowano ognisk tak wcześnie, a rozwój epidemii następował wraz z cieplejszymi porami roku. Dodatkowo ze względu na pandemię COVID-19 polowania na dziki zostały ograniczone do minimum. Eksperci spodziewają się zatem większej presji wirusa w środowisku, zwłaszcza, że nieubłaganie zbliżamy się do newralgicznego okresu letniego. 

–  Gdy międzynarodowe podróże powrócą do normalności, ryzyko dalszego rozprzestrzeniania się wirusa ponownie wzrośnie – zaznacza Zoe Davies z Brytyjskiego Stowarzyszenia Trzody Chlewnej (NPA).