Mija już 6 lat, kiedy to wystąpił pierwszy przypadek ASF na terenie Polski, od tego czasu znaczna część wschodnich województw kraju została objętych strefą niebieską lub czerwoną, gdzie odpowiednio notowane są ogniska ASF u świń, lub przypadki dzików. Dlatego z wielkim niepokojem przyglądamy się poszerzaniu strefy czerwonej na zachodzie kraju. Nowym przypadkom lokalizowanym blisko krajowego zagłębia trzody chlewnej w Wielkopolsce, ale i coraz bliżej niemieckiej granicy, co dosłownie przypomina już odliczanie. Ostatni przypadek ASF u dzików potwierdzony w odległości zaledwie 12 km od granicy z naszymi zachodnimi sąsiadami, w woj. lubuskim, w pow. żagańskim.

Dla części zachodniej Polski strefy z ograniczeniami w chowie i przemieszczaniu świń to zupełna nowość. W rozmowie z redakcją farmer.pl, Adam Zdanowski przypomina, jak to wyglądało w momencie szerzenia się tej choroby na wschodzie Polski. - Największe problemy na początku pojawienia się ASF polegały na tym, że nie wiadomo było dokładnie, kto i co ma robić - od rolników, po zakłady i weterynarię. Przepisy były i obowiązywały, ale ich wdrożenie nie zawsze było jednolite i jasne dla każdej ze stron tego łańcucha. Na pewno dzisiaj wszystko jest już znacznie lepiej i sprawniej wykonywane, niż w momencie, gdy pojawiały się pierwsze ogniska na wschodzie kraju. Przez niektóre rzeczy i niejasności udało się już przebrnąć.

W tym wszystkim współwłaściciel ZM Wierzejki podkreśla,  że zawsze wszelkie działania  muszą być prowadzone w zakresie prawa, jak chociażby kwestie przeprowadzenia badań zwierząt pod kątem ASF i dotrzymywania ich terminów.

Zwraca też uwagę na konieczność zapewnienia odpowiedniego zaplecza laboratoryjnego w zachodniej Polsce, które obsłuży badania zwierząt pod kątem ASF, wymagane przy przemieszczaniu świń z gospodarstwa. Do tej puli dochodzą próbki padłych i odstrzelonych dzików, więc liczba próbek do przeprowadzenia analiz jest duża i prawdopodobnie z czasem będzie rosła. - Dzisiaj dla branży mięsnej w zachodniej Polsce ważne jest, by jak najwięcej laboratoriów z tamtego regionu uzyskało uprawnienia do przeprowadzania badań na ASF, bo ich brak może okazać się sporym utrudnieniem. W momencie, gdy termin ważności próbek pod kątem ASF skrócił się w zeszłym roku z 15 do 7 dni, należy przeprowadzać to sprawnie, by zakupy i transporty zwierząt mogły być szybko realizowane, w określonym terminie. Jeżeli to miałoby się opierać głównie o badania w Instytucie Weterynaryjnym w Puławach to 5 dni będzie trwała sama procedura przemieszczenia i badania próbek – mówi Adam Zdanowski.

Z punktu widzenia bezpieczeństwa zakładu mięsnego, skrócenie okresu ważności próbek to dobra zmiana – podkreśla przy tym Zdanowski, dodając - teoretycznie, rolnik jest dzisiaj chroniony przez państwo, jeżeli choroba się pojawi w stadzie, to z reguły dostaje odszkodowanie. Natomiast, jeśli zakład kupi chore zwierzęta, to nie dostaje nic. Musi zutylizować całą produkcję, zdezynfekować zakład, a za mięso musi zapłacić. Ten okres odzwierciedla rzeczywisty czas inkubacji choroby. Wcześniejszy termin ważności, czyli 15 dni gdy choroba rozwija się w ciągu 6 dni był oderwany od realiów choroby. Można było pobrać próbkę, a w tym czasie zwierzęta już mogły zacząć zdychać w gospodarstwie, przy czym miałyby dobre badania. Zmiana terminu na 7 dni nie zachwiała naszych zakupów, cały czas kupujemy.

Adam Zdanowski zachęca też do konsultowania się lekarzy weterynarii z zachodu Polski z lekarzami ze wschodniej części kraju. - Wiele rzeczy zostało już wypracowanych przez te lata. Wiadomo, że problemy z przemieszczaniem zwierząt są i będą, to nie są rzeczy wygodne, ale jak najbardziej do zrealizowania. Oczywiście lekarze muszą okrzepnąć również w nowej sytuacji, czasami boją się podejmowania nowych decyzji, na terenach, gdzie tak naprawdę dopiero zaczyna się praca w realiach ASF. Momentami dziwi mnie to, że doświadczenia ze wschodniej Polski nie są bezpośrednio przekazywane na zachód. To jest ta sama choroba, te same problemy, te same gospodarstwa.

- A same zakłady muszą dzisiaj przede wszystkim pilnować dokumentów, które dostają ze zwierzętami od rolników i później nie ma żadnych komplikacji, w innym wypadku może się to skończyć poważnymi problemami, jeśli zakład otrzymuje niepełne informacje i dokumenty, to niestety zwierzęta muszą wrócić, trudno. Nie wpuszczamy za bramę żadnego, nawet lekko pomylonego dokumentu – podkreśla.

Na utrudnienia związane z przemieszczaniem zwierząt pomiędzy nowymi strefami w zachodnich województwach kraju zwraca uwagę Branżowe Porozumienie ds. Walki, które zawiązało się pod koniec 2019 r. Jak czytamy w ich komunikacie - Niezrozumiałe są praktyki niektórych Powiatowych Lekarzy Weterynarii (PLW) wstrzymujące takie przemieszczania. Przemieszczanie świń ze strefy czerwonej do białej stanowi obecnie narastający problem dla branży, który powinien zostać szybko rozwiązany.

I przypomina, że - blokowanie przez IW takich przemieszczeń dezorganizuje rynek, generuje duże straty finansowe zarówno wśród producentów świń jak i przetwórców. Umożliwienie przemieszczania świń i ich materiału biologicznego ze strefy czerwonej do strefy białej powinno odbywać się na podstawie świadectwa wystawionego przez PLW fermy wysyłającej.