Pod koniec minionego roku Główny Urząd Statystyczny opublikował raport "Charakterystyka gospodarstw rolnych w 2016 roku". Przygotowywane raz na trzy lata opracowanie ma na celu dokładne zbadanie poszczególnych obszarów produkcji rolniczej w naszym kraju. Z perspektywy producentów trzody chlewnej na szczególną uwagę zasługuje rozdział poświęcony produkcji zwierzęcej. Można w nim znaleźć najnowsze dane dotyczące pogłowia poszczególnych gatunków zwierząt gospodarskich oraz liczbę podmiotów zajmujących się chowem różnych gatunków zwierząt gospodarskich. Jak czytamy w cytowanym opracowaniu, w latach 2013- 2016 pogłowie trzody chlewnej zmieniło się nieznacznie. Populacja świń w 2016 roku wyniosła 10,98 mln sztuk, i była tym samym o nieco ponad 400 tys. zwierząt mniejsza niż trzy lata wcześniej, co oznacza spadek o niespełna 4 proc. Zaskoczyć mogą jednak dane dotyczące liczby podmiotów zajmujących się w naszym kraju chowem trzody chlewnej. O ile w połowie 2013 r. w kraju funkcjonowało ponad 278 tys. podmiotów utrzymujących świnie, to w czerwcu 2016 roku liczba ta wyniosła ok. 172 tys. Oznacza to, że w ciągu zaledwie 3 lat z naszego kraju "wyparowało" ponad 100 tys. gospodarstw, w których utrzymywano świnie. Wydarzenia ostatnich lat sprawiły, że takiego przebiegu wydarzeń można było się spodziewać, nikt chyba jednak nie przewidywał, że zniknie aż tak wielu producentów trzody. Skąd wziął się tak potężny spadek i jak należy oceniać zmiany, które nastąpiły w ciągu ostatnich trzech lat?

KRYZYS I ASF

Łatwo domyśleć się, że w omawianym okresie działalność zakończyły głównie drobne gospodarstwa. Opisanej powyżej sytuacji nie towarzyszył bowiem większy spadek liczebności populacji świń. Spadek liczby gospodarstw utrzymujących trzodę chlewną wiąże się zatem ze wzrostem obsady zwierząt w statystycznym gospodarstwie. O ile w roku 2013 utrzymywano w nim

41 świń, o tyle w 2016 r. wartość ta wzrosła do 64. To jednak wciąż niezwykle mało w porównaniu z wiodącymi producentami świń w Europie. Przykładowo w 2016 r. w Niemczech statystyczne gospodarstwo trzodowe utrzymywało ok. 1150 świń. W Danii wartość ta oscylowała w tym czasie w granicach 3000 sztuk.

Przyczyn obserwowanych w ciągu minionych trzech lat trendów doszukiwać należy się przede wszystkim w opłacalności produkcji żywca wieprzowego, która załamała się w latach 2014-2016. Dwa lata dzielące połowę 2014 roku od połowy 2016 były czasem upadku wielu gospodarstw. Także tych większych. O ile jednak duże gospodarstwa mają na ogół zasoby pozwalające im przetrwać trudny czas, o tyle dla wielu drobnych podmiotów ostatni kryzys wiązał się z zaprzestaniem produkcji trzody chlewnej.

Nie bez znaczenie pozostaje również problem afrykańskiego pomoru świń. To nie tylko ponad 100 gospodarstw, w których wykryto ogniska choroby, lecz także tysiące gospodarstw, które zrezygnowały z produkcji wobec niespełnienia wymogów bioasekuracji, a także na skutek problemów ze zbytem wyprodukowanych tuczników w strefach ASF. Problem pomoru narasta. W ciągu 2017 r. potwierdzono ponad 700 nowych przypadków choroby u dzików. Część z nich wystąpiła w regionach wolnych dotychczas od choroby (okolice Warszawy, północ województwa podlaskiego, fragment województwa warmińsko-mazurskiego). Wiąże się to z objęciem kolejnych terenów strefami bioasekruacji, co prawdopodobnie sprawi, że liczba gospodarstw, które zrezygnują z chowu trzody w związku z niemożnością spełnienia przepisów ochrony biologicznej, będzie stale wzrastała.

Nie można także pominąć czynnika, który dotyka całe rolnictwo w naszym kraju - starzenie się społeczeństwa i brak następców. Prawdopodobne jest, że z tego względu z chowu świń zrezygnowała spora część ze wspomnianych 100 tys. gospodarstw.

SAME PLUSY?

Nie od dziś wiadomo, że produkcja trzody chlewnej w naszym kraju jest bardzo rozdrobniona. Czynnik ten jest często wymieniany jako podstawowa przyczyna niskiej opłacalności chowu świń w naszym kraju. W małych stadach dużo trudniej o uzyskanie zadowalających wyników produkcyjnych, zwłaszcza tych dotyczących rozrodu. Dużym fermom łatwiej także kontrolować koszty produkcji, a wyprodukowanie jednego tucznika zazwyczaj kosztuje w nich mniej. Patrząc na zaistniałą sytuację przez pryzmat ekonomiczny, wzrost koncentracji produkcji należy ocenić jednoznacznie pozytywnie.

Zaistniałą sytuację można również ocenić pozytywnie w kontekście problemów weterynaryjnych, wśród których niepodzielnie prym wiedzie afrykański pomór świń. Nie jest żadną tajemnicą, że w małych gospodarstwach znacznie trudniej o wysokie standardy bioasekuracji - rolników utrzymujących kilkadziesiąt czy nawet kilkaset świń często nie stać na kosztowne ogrodzenie chlewni czy inne środki ochrony biologicznej. Nie bez przyczyny większość dotychczasowych ognisk pomoru pojawiła się w drobnych, często przyzagrodowych gospodarstwach.

Obserwowane tendencje mają jednak także swoje wady. Podstawową z nich jest aspekt społeczny. Spośród ponad 100 tys. gospodarstw, które w latach 2013-2016 zrezygnowały z chowu świń, znaczną część prowadziły zapewne osoby, dla których rolnictwo było tylko dodatkowym zajęciem. Pewien odsetek ze wspomnianej liczby gospodarstw prowadzony był jednak przez osoby zawodowo zajmujące się rolnictwem. Części z nich udało się przebranżowić, co jednak z pozostałymi? Czy ostatnie zmiany nie niosą ze sobą polaryzacji zamożności mieszkańców wsi, a w konsekwencji nie prowadzą do ubóstwa?

To jednak tylko cząstka problemów, które dotykają całe rolnictwo w naszym kraju. Chcąc konkurować z sąsiadami zza miedzy, krajowe rolnictwo musi się rozwijać, a nierozłącznym elementem rozwoju jest właśnie wzrost koncentracji i spadek odsetka ludności zatrudnionej w rolnictwie. Wydaje się jednak, że w przestrzeni naszego kraju powinno znaleźć się miejsce zarówno dla przemysłowych ferm, jak i dla drobniejszych gospodarstw. Może warto, aby rolnicy, którzy z różnych przyczyn nie chcą lub nie mogą zwiększać skali produkcji, poszukali niszy, która pozwoli na zwiększenie wartości dodanej produkowanej wieprzowiny? Może nią być chów ekologiczny, produkcja bez antybiotyków czy pasz pochodzących z roślin modyfikowanych genetycznie. Możliwości jest kilka, ale jak na razie tylko producenci mięsa ekologicznego lub pochodzącego ze zwierząt ras rodzimych mogą liczyć na wyższy zysk. Pozostałe gałęzie chowu niekonwencjonalnego dopiero się rozwijają. W przyszłości bez wątpienia mogą być jednak traktowane jako szansa na przetrwanie drobnych gospodarstw.

Artykuł ukazał się w numerze 2/2018 miesięcznika "Farmer"