Jakie były Pana doświadczenia zawodowe zanim otrzymał Pan nominację na stanowisko Głównego Lekarza Weterynarii?

Moja praca w Inspekcji Weterynaryjnej trwa już prawie 30 lat. W 1985 roku skończyłem studia i rozpocząłem pracę jako lekarz stażysta. Wtedy, jeszcze po odbyciu obowiązkowej służby wojskowej w Wyższej Szkole Wojsk Kwatermistrzowskich w Poznaniu, ze specjalnością weterynaria. Po szkole oficerskiej trafiłem na staż do ośrodka Naukowo-Badawczego w Puławach. Po odbyciu stażu oficerskiego wróciłem do powiatu augustowskiego, gdzie zostałem skierowany najpierw jako asystent, a później będąc już ordynatorem lecznicy w Bargłowie. Stamtąd trafiłem do powiatu, pełniłem obowiązki weterynaryjnego inspektora sanitarnego. Moja praca obejmowała między innymi badanie mięsa, pracę jako lekarz weterynarii w pogotowiu i cały czas pracę w terenie. W latach 90-tych zajmowałem się w powiecie profilaktyką i lecznictwem, była to rola inspektora plus do tego funkcja inspektora w rzeźni. Przez lata pracy przeszedłem przez szczebelki administracyjne w rejonie. Objąłem stanowisko rejonowego lekarza weterynarii, później wojewódzkiego lekarza w Suwałkach. Zmiany administracyjne w kraju i reorganizacja województw spowodowały, że objąłem funkcję powiatowego lekarza weterynarii w Augustowie. Urząd ten sprawowałem od 1 kwietnia 1999 roku do chwili obecnej, czyli 7 lipca 2014 r.

Dlaczego zdecydował się Pan kandydować na stanowisko Głównego Lekarza Weterynarii?

Różne czynniki odegrały tu rolę, na pewno też czynnik społeczno-koleżeński. Koledzy sugerowali mi, że mając dotychczasowe doświadczenie zawodowe warto by było, aby ktoś z podstawowych struktur Inspekcji Weterynaryjnej spróbował i sprawdził się w tym zadaniu. To było głównym czynnikiem, który mnie zdopingował do tego aby złożyć dokumenty i spróbować swoich możliwości. Myślę, że moje doświadczenie i znajomość pracy Inspekcji będzie się przekładać na pracę w Głównym Inspektoracie Weterynarii.

Zna Pan dobrze pracę w Inspekcji Weterynaryjnej. Czy są jakieś słabe strony pracy w Inspekcji, które teraz chciałby Pan usprawnić będąc na stanowisku Głównego Lekarza Weterynarii?

W Inspekcji zawsze były słabe strony. Musimy pamiętać, że jest to bardzo duży zespół ludzi odpowiadających za dziedzinę gospodarki, jaką jest rolnictwo. Na pewno chciałbym zmienić sposób pracy Inspekcji. Samo słowo Inspekcja z nazwy oznacza kontrolowanie. Chciałbym jednak, aby ten nadzór przebiegał na zasadzie porozumienia pomiędzy inspektorem, a producentem czy też rolnikiem. Tak, żeby oprócz typowej roli kontrolno-inspekcyjnej była też funkcja doradcza. W pewien sposób to sprawiłoby, że praca pomiędzy Inspekcją, a podmiotem kontrolowanym układałaby się bardziej pomyślnie. Mam tu na myśli sytuację, gdy w ramach kontroli można udzielić porad, pewnych instrukcji i informacji na temat konieczności wprowadzenia działań naprawczych. Tak, aby odejść od wyłącznie systemu policyjnego. Bez zapominania o bezpieczeństwie epizootycznym, produkcyjnym czy też konsumenta. Działania Inspekcji muszą być stanowcze, tam gdzie łamane jest prawo. Natomiast w ogólnym zarysie ta Inspekcja powinna być podmiotem przyjaznym rolnikowi i producentowi w ramach swojej działalności. Będę się starał aby do takiej pracy przekonać powiatowych lekarzy weterynarii i innych lekarzy pracujących w terenie.

W momencie wystąpienia pierwszych przypadków afrykańskiego pomoru świń u dzików na terenie Polski, obserwował Pan tę sytuację z bliska. Czy ówczesne procedury i plan gotowości były wystarczające, aby trzymać pełną kontrolę nad sytuacją jaka wykreowała się po wystąpieniu ASF w Polsce?

Procedury były wystarczające, mam tu na myśli nasze plany gotowości. Świadczy o tym działanie powiatowych lekarzy weterynarii, szczególnie powiatowego lekarza weterynarii z terenu, gdzie wystąpił wirus u dzików, czyli z powiatu sokólskiego. Lekarz podjął typowe działania jakie powinny być podjęte w sytuacji pojawienia się przypadku ASF u dzików. Trudno jest mi dzisiaj powiedzieć, czy wszystkie działania były słuszne. Na pewno część decyzji była zbyt restrykcyjnie podjęta. Chodzi mi o wielkość wyznaczonej wówczas strefy zagrożenia w obrębie określonych działań, gdzie były przypadki dzików z dodatnim wynikiem na ASF.

Teraz planowany jest odstrzał trzech tysięcy dzików?

Nie jestem pewnie ile tych dzików będzie. Jest to odstrzał redukujący pogłowie dzików. Decyzja została podjęta na podstawie danych, które podały nam koła łowieckie z tych regionów i Polski Związek Łowiecki. Aktualnie populacja dzików jest zbyt duża. Badania naukowe i doniesienia ekspertów zajmujących się biologią dzika mówią o tym, że jeżeli populacja dzika jest na stosunkowo niskim poziomie to wirus wycisza się na danym terenie, a jednocześnie łatwiejszy do kontrolowania jest rozród zwierząt. Natomiast w ostatnim okresie ze względu na ograniczenia w tym rejonie i lekką zimę populacja dzików rozrosła się. Zdecydowałem się wydać takie dyspozycje i ma to być odstrzał redukujący populację do poziomów bezpiecznych. Nie możemy tutaj mówić o strzelaniu bez sensu, bo nie chcemy naruszyć równowagi gatunkowej. Pierwotnie w tych rejonach populacja dzika wynosiła według danych do 1 szt./km2 i chcemy ten poziom osiągnąć. Jest to poziom, który zapewnia, że wirus nie będzie się dalej rozprzestrzeniał i nie będzie powodował nadmiernych strat w rolnictwie.

Te trzy tysiące dzików do odstrzału, to nie jest za mało?

To są szacunkowe dane podane przez PZŁ i koła łowieckie, nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć, bo my opieramy się na danych przygotowanych właśnie przez te jednostki. Przypomnę tylko, że prowadzenie odstrzału, to nie ma być depopulacja tylko przywrócenie poziomu równowagi biologicznej zwierzęcia i tym powinni się zająć myśliwi.

Czy ta decyzja o odstrzale nie była wydana zbyt późno?

Można było przeprowadzić taki odstrzał wcześniej. Ta decyzja została przeze mnie podjęta w drugim dniu urzędowania na stanowisku Głównego Lekarza Weterynarii.

Czy nie istnieje zagrożenie, że po przeprowadzeniu odstrzału dzików odnotujemy nadmierny napływ dzików z Białorusi, a przez to wzrośnie ryzyko szerzenia ASF?

Istnieje taka obawa. Niemniej jednak jesteśmy w stałym kontakcie ze służbami straży granicznej, które przekazują nam informacje na temat tego, gdzie są kanały migracyjne dzików. Służby straży granicznej mają świetnie rozpoznaną granicę i doskonale wiedzą gdzie są miejsca „newralgiczne". My będziemy się starali, aby te kanały zablokować. Jeszcze raz podkreślam, że odstrzał ma być tak prowadzony aby nie doprowadzić do nagłego napływu dzików z Białorusi.

Jakie warunki muszą być spełnione przy tym odstrzale dzików?

Myśliwi w ostatnim czasie ograniczyli odstrzał dzików ze względu na fakt, że mogli prowadzić odstrzał wyłącznie na własny użytek, a dziki musiały być zbadane pod kątem ASF. Stąd ta decyzja o planowanym odstrzale i utylizacji dzików. Po takim odstrzale musi zostać przeprowadzona dezynfekcja miejsca, które miało kontakt z krwią dzika. Myśliwi o tym wiedzą i znają instrukcję postępowania. Powiatowi lekarze weterynarii wydają decyzje dla kół łowieckich, będą też przekazywać informacje na temat bioasekuracji i utylizacji.

Jak wygląda sytuacja w zakresie ASF w krajach sąsiadujących z Polską?

Jesteśmy w kontakcie z Głównym Lekarzem Weterynarii Litwy i Białorusi. Będziemy podejmować wspólne działania w tym zakresie. Spory problem z ASF jest też na Łotwie. Pojawia się tam coraz więcej przypadków, są to również ogniska w stadach świń, na Białorusi podobnie.
Teraz przygotowywane są również krajowe akty prawne dotyczące zmniejszenia populacji świń w rejonie zagrożonym. Rolnicy będą mieli możliwość zlikwidowania swojej produkcji i otrzymania odszkodowania. Jest to dość duża liczba małych gospodarstw, a liczebność jest w nich niewielka do 5 szt. świń. Rolnicy będą otrzymywać rekompensaty. Podobną procedurę przeprowadziła strona litewska i uważam, że to u nas w kraju można było zrobić wcześniej.

Naciskałem, aby te prace w zespole legislacyjnym zostały przyspieszone. Na razie będzie to dotyczyło rejonu z ograniczeniami.

Na jednej z ferm świń na Litwie, której właścicielami są Duńczycy wystąpił w ostatnim czasie przypadek ASF, zlikwidowano tam około 18 tys. świń, a sytuacja na Litwie jest bardzo poważna. Czy istnieje możliwość, że jakieś zwierzęta z tego stada trafiły na teren Polski?

Tak, był taki transport. Były to tuczniki, które wyjechały z tamtej fermy jeszcze przed wybuchem choroby. Dlatego przypuszczamy, że te zwierzęta nie były jeszcze zakażone. Mimo tego, ten transport został zablokowany i teraz przeprowadzamy badania w celu potwierdzenia lub wykluczenia ASF. Litwa prowadzi odpowiednie postępowanie zgodne z procedurami. Eksport żywej trzody chlewnej, mięsa wieprzowego i jego przetworów został wstrzymany.

Czy służby weterynaryjne są przygotowane na to, że dziki z ASF pojawią się poza regionem z ograniczeniami?

Obserwując sytuację epizootyczną i to co się dzieje w tym miejscu nie przypuszczam, że dziki na terenie polski są zakażone. Największym niebezpieczeństwem zakażenia dzików jest pokarm, gdy np. człowiek wyrzuci resztki przy drodze i będzie to kawałek zakażonego mięsa z wirusem. A tak może być bo np. w Rosji z jednego z dużych zakładów mięsnych obejmującego 4 proc. produkcji wieprzowiny w tym kraju wyszły wędliny zakażone wirusem. Rozpoczęto tam intensywne badania produktów w sklepach. Na 16 próbek, 13 zawierało fragmenty wirusa. Tu istnieje największe niebezpieczeństwo. Dlatego tak ważna jest świadomość rolników ale i wszystkich konsumentów na temat zagrożenia jakie może nieść ze sobą ASF. Chodzi tu o nie przewożenie zza naszej wschodniej granicy mięsa, kanapek, czy innych produktów, które nie są wysoko przetworzone. I proszę mi wierzyć, mając doświadczenie z klasycznym pomorem świń, bo brałem udział w zwalczaniu tej choroby w latach 90-tych w Polsce, głównym źródłem zakażenia były resztki pokarmowe, pokarm zakażonych świń, który został w jakiś sposób wwieziony do nas. W ten sposób zakażały się tak samo dziki, jak i świnie.

Według danych OIE wirus przesuwa się o 300 km/rok w kierunku zachodniej Europy, aby go wykryć w gospodarstwie na terenie UE potrzeba 60 dni. Jakie to stwarza zagrożenie dla naszego kraju?

To wygląda w ten sposób, że te 300 km/rok to jest wtedy, gdy wirus przemieszcza się normalnie. Na dzień dzisiejszy wirus, który się znalazł się w Polsce to nie jest wirus, który wędruje zgodnie z danymi OIE. On znalazł się nagle na Białorusi i trafił na wrażliwą populację dzików. Wirus trafił na podatny grunt. Strona białoruska utrzymywała w tajemnicy przez rok sytuację zakażeń zwierząt ASF w tym kraju.

Jeżeli dzik chory na ASF zostanie znaleziony w rejonie poza obszarem z ograniczeniami, to jak duża zostałaby wyznaczona wówczas strefa z ograniczeniami?

Trudno dzisiaj powiedzieć. Zależy jak wyglądałaby tam sytuacja epizootyczna i jaki rejon by objęła. Musielibyśmy się zastanowić, czy wyznaczyć strefę większą, czy mniejszą. Czy będzie wystarczające 10 km wokół ogniska. To wszystko jest zależne od sytuacji, w której byśmy się znaleźli.
Przy wystąpieniu pierwszego przypadku ASF zarzucano służbom weterynaryjnym, że został wyznaczony zbyt duży obszar zagrożenia.
Nie mieliśmy i nie mamy precyzyjnych przepisów, które określałyby postępowanie w przypadku ASF u dzików, ale podobnie jest też w innych krajach. Dyrektywa nie daje nam konkretnych zapisów. ASF miały takie kraje jak Belgia, Holandia, Hiszpania, cały czas jest też stacjonarnie we Włoszech. Nie ma jednoznacznych i mądrych rozwiązań, pracujemy nad tym aby takie rozwiązania stworzyć. To wszystko wymaga czasu i określonych działań. Nawet jeśli chodzi o kwestię redukcji dzików.

Co dzieje się z gospodarstwem, w którym zostanie wykryty ASF i co będzie z okolicznymi producentami?

W takiej sytuacji świnie zawsze zostają ubite, a następnie są utylizowane. Wyznacza się strefę 3 km jest to strefa zapowietrzona i następnie obszar zagrożony w strefie 7 km. W strefie 10 km wykonywane są określone działania. W strefie 3 km będziemy likwidować stada świń i prowadzić badania, czy wirus się rozprzestrzenił. Poszczególne kroki będą wykonywane zgodnie z rozporządzeniem Ministra Rolnictwa w sprawie zwalczania ASF. Likwidacja zwierząt będzie przeprowadzana za rekompensatą.

Czy później rolnik może powrócić do produkcji świń?

Po określonym okresie. Po likwidacji zwierząt jest prowadzona dezynfekcja i następuje okres tzw. „wyciszenia wirusa". Później trzeba wprowadzić zwierzęta wskaźnikowe i sprawdzić czy one nie zaszczepiły wirusa. Niedokładna dezynfekcja może doprowadzić do tego, że wirus będzie bytował w danym środowisku. Zazwyczaj jest to okres od 4 do 6 miesięcy. Te terminy mogą się przesuwać ze względu na dodatnie wyniki badań u zwierząt wskaźnikowych.

Co z gospodarstwami ekologicznymi i utrzymaniem w nich świń, czy nie tworzą większego ryzyka szerzenia się ASF w kraju?

Rozporządzenie Ministra Rolnictwa mówi o tym, że świnie nie mogą być trzymane na zewnątrz w rejonie z ograniczeniami. Nie mogą mieć żadnego kontaktu z dzikimi zwierzętami. Jeżeli świnie są utrzymywane na zewnątrz w innych rejonach Polski, to ogrodzenie powinno być tak zrobione, aby nie było kontaktu ze zwierzęciem dzikim. Świadomość zwyczajnego rolnika jest w tym temacie bardzo istotna.

Jak wygląda sytuacja odnośnie możliwości eksportu do Unii Celnej i krajów trzecich?

Do Unii Celnej nie wysyłamy w ogóle wieprzowiny. Szansa na zmianę jest znikoma bo Unia Celna nie importuje na razie wieprzowiny z żadnego kraju UE. Jest to zamknięty rynek. Jeśli chodzi o kraje trzecie trwają rozmowy, mieliśmy misję Japońską. Efekty są pozytywne. Dla Japończyków działania podjęte przez polską stronę są wystarczające jeżeli chodzi o walkę z ASF. Po wystąpieniu ogniska ASF u świń w gospodarstwie na razie nie zmieniają się nasze warunki eksportu do krajów trzecich.
Ostatnio odblokował się rynek ukraiński. Strona ukraińska kupuje od nas wieprzowinę, z wyłączeniem mięsa i przetworów wieprzowych pochodzących z całego województwa podlaskiego. Tutaj te rynki zaczynają się w jakiś sposób odblokowywać. Jeżeli pomór nie będzie się szerzył, to te rynki zostaną odblokowane szczególnie będą to rynki krajów trzecich.
Minister Rolnictwa spotkał się z ambasadorem Singapuru. Kraj jest mały ale o dużym potencjale. Jest to główny rynek zaopatrzenia całej Indonezji, dlatego jest to bardzo ważny partner strategiczny w sensie eksportu. Musimy zrozumieć to, że kraje dalekiego wschodu, kraje azjatyckie nie mają pomoru, stąd ich duża obawa przed przedostaniem się choroby na ich teren
Przypominam, że wszystkie świnie które wyjeżdżają ze strefy z ograniczeniami, są badane przed wywozem na koszt państwa nawet jeśli one jadą do zakładu ubojowego to wiemy, że są to świnie zdrowe. Mięso jest oznakowane, a zakłady mogą wykonywać segregację takiego mięsa.

Czy pojawienie się ogniska ASF u świń w gospodarstwie w powiecie białostockim zmienia cokolwiek w zasadach eksportu wieprzowiny z Polski?

Nie, zasady się nie zmieniają. Ognisko, w gospodarstwie liczącym osiem świń znajduje się na wcześniej wyznaczonym obszarze z ograniczeniami, co uniemożliwia szerzenie się wirusa. Dlatego dotychczasowe zasady eksportu pozostają bez zmian.

Jak aktualnie wyglądają świadectwa zdrowia?

Zostały one zmienione z odpowiednią adnotacją z wyłączeniem strefy województwa podlaskiego.
Jeżeli pomór pojawi się w kolejnych województwach, to będziemy odpowiednio negocjować i przygotowywać nowe wzory świadectw. Wszystkie kraje UE kupują od nas wieprzowinę. To mięso jest w Anglii, w Niemczech, z tym że kraje UE mają strefy zamknięte. Dzisiaj jeśli chodzi o Ukrainę to tutaj jest podobnie jak w całej UE, bo Ukraina podpisała umowę stowarzyszeniową z Unią Europejską. Jeżeli zakład jest certyfikowany i uznany przez UE to jest uprawniony do wysyłki swoich produktów również na Ukrainę, oczywiście z wyłączeniem wspomnianego województwa.

Jakie ma Pan przesłanie dla zakładów mięsnych w zakresie kierunków eksportu swoich produktów?

Na pewno utrzymać te kierunki, które mają. Utrzymywać również standardy, które będą im gwarantować osiągnięte relacje. Zakłady musza dbać o to aby np. standardy rosyjskie w zakresie badań, ich certyfikacja, była cały czas utrzymana. Chodzi tu o odpowiednie poziomy związków chemicznych, czy badania mikrobiologiczne. Eksporterzy oczywiście o tym wiedzą i to jest ich oczko w głowie. My niestety nie mamy odpowiednio akredytowanych laboratoriów w tym zakresie. Dlatego podjęliśmy już rozmowy z Dyrektorem PIWet-PIB w Puławach, prof. Krzysztofem Niemczukiem w celu stworzenia takiego miejsca o określonym standardzie, którego badania będą w 100 proc. honorowane przez Unię Celną. Na razie Unia Celna honoruje w 100 proc. wyniki z Puław. Nigdy nie podważa tego wyniku, stąd też nasze rozmowy z Instytutem w Puławach, aby ta placówka pełniła główną rolę doradczą przy tworzeniu takiego laboratorium. Jeżeli Unia Celna uważa, że jest to najbardziej autorytatywna jednostka, to jest potrzeba takiej współpracy celem potwierdzania działań, które są wykonywane.

Drugie laboratorium badania ASF zostanie otwarte w niedługim czasie. Będzie to miejsce ze strefą trzecią, czyli z największymi zabezpieczeniami. Powstanie w Zduńskiej Woli w oparciu o zakład badania pryszczycy. Tam są stworzone odpowiednie do tego warunki. Wirus jest bardzo niebezpieczny więc musimy mieć najwyższą strefę bezpieczeństwa, żeby podczas badań wirus nie wydostał się z laboratorium. Musi być zabezpieczony odpowiednio teren i budynki, łącznie z podciśnieniem w strefie wykonywania badań z odpowiednimi filtrami.

Panie Doktorze co dalej z programem „Zero tolerancji"?

Ten program niedługo się zakończy. Uważam, że jest niepotrzebny, bo Inspekcja ma wykonywać swoją pracę. Jeżeli źle pracuje powiat, to od tego jest wojewódzki lekarz weterynarii, który jest merytorycznym przełożonym powiatowego lekarza weterynarii, aby odpowiednio to zmienić. Jeżeli źle pracuje województwo, to ja jestem merytorycznym przełożonym od tego, aby to zmienić i wydaje mi się, że te działania powinny być wzięte pod uwagę. Inspekcja ma pełnić rolę kontrolną i policyjną, gdy dochodzi do łamania prawa. A program „Zero tolerancji" to działanie sprawozdawcze. Tolerancji nigdy nie powinno być w momencie, gdy łamane jest prawo związane z zagrożeniem epizootycznym, epidemiologicznym, czy bezpieczeństwem zdrowotnym konsumenta.

W zakresie informowania o działaniach, będziemy też zmieniać stronę internetową, nie tylko szatę graficzną ale też rozkład strony. Tak, aby była bardziej przejrzysta, czytelna i aby łatwo można było znaleźć na niej wszystkie informacje.