W myśl obecnie obowiązujących przepisów został nam niemal dokładnie rok, do momentu w którym z rynku zniknie poekstrakcyjna śruta sojowa pochodząca z roślin GM. Trudno wprawdzie wyobrazić sobie, by odkładany od wielu lat przepis faktycznie wszedł w życie, warto jednak zastanowić się – choćby hipotetycznie – nad tym, jakie surowce mogłyby w przyszłości zastąpić importowane białko sojowe. Jakiś czas temu obszernie rozpisywaliśmy się na temat możliwości skarmiania śruty rzepakowej:

>>>>> Czytaj więcej: Kiedy rzepak może zastąpić soję.

W najbliższym czasie skoncentrujemy się natomiast na nasionach roślin bobowatych grubonasiennych. Pod tą nieco tajemniczą nazwą kryją się doskonale znane większości rolników rośliny strączkowe takie jak bobik, groch i trzy gatunki łubinów. Na pierwszy ogień warto z pewnością omówić nasiona grochu. Spośród uprawianych w kraju gatunków „strączków” to właśnie ten surowiec znajduje bowiem najszersze zastosowanie w żywieniu świń.

W składzie chemicznym nasion grochu dominuje skrobia, która stanowi blisko połowę masy nasion. Z tego też powodu surowiec ten jest dobrym źródłem energii. Wartość energii metabolicznej grochu wynosi około 13,7 MJ, co stawia go pod tym względem na równi z pszenżytem. Jednak mówiąc o grochu koncentrujemy się przede wszystkim na białku. Jak na surowiec wysokobiałkowy, pasza ta zawiera go stosunkowo mało: w nasionach grochu znajduje się przeciętnie 21 – 23 proc. białka ogólnego. Dla porównania, nasiona łubinu żółtego zawierają niemal dwukrotnie więcej tego składnika.

Mocną stroną nasion grochu jest jednak stosunkowo niska zawartość związków antyżywieniowych. Zawierają one wprawdzie pewne ilości inhibitorów proteaz i tanin, jednak zawartość tych związków jest znacznie niższa niż choćby w bobiku. Dzięki temu nasiona grochu można stosować w wyraźnie wyższych dawkach niż inne gatunki strączkowych.

Krajowe zalecenia żywieniowe określają dopuszczalne dawki nasion grochu w paszach dla poszczególnych grup wiekowych świń na następującym poziomie:

  • prosięta – 5 proc.
  • początek tuczu – 10 proc.
  • koniec tuczu – 15 proc.
  • lochy – 10 proc.

Praktycy mają jednak na ten temat nieco inne zdanie. Wielu rolników rezygnuje ze stosowania nasion grochu (jak i innych roślin strączkowych) w żywieniu prosiąt i warchlaków. Jak wskazują, tak wczesne skarmianie tego rodzaju pasz wiązać się może z gorszym wzrostem młodych zwierząt i wyższym ryzykiem wystąpienia biegunek. Spotkać można natomiast rolników, którzy w tuczu (zwłaszcza jego końcowej fazie) stosują dawki grochu wyraźnie przekraczające zalecane 10 – 15 proc. Precyzyjne zbilansowanie składu paszy opartej o nasiona grochu nie jest jednak zadaniem prostym. Głównie ze względu na niestabilny skład chemiczny surowca: w zależności od odmiany, warunków wegetacji, czy poziomu agrotechniki może on być silnie zróżnicowany, dlatego przed ustaleniem receptury mieszanki, nasiona warto poddać analizie na zawartość najważniejszych składników odżywczych.

Nasion grochu nie można też traktować jako jedyne źródło białka w paszy. Dobre efekty daje równoległe zastosowanie grochu (bogatego w lizynę) i śruty rzepakowej (bogatej w aminokwasy siarkowe).

Jedno jest pewne. Jeżeli produkujemy pasze na własnych gruntach, z pewnością warto włączyć groch do płodozmianu, a jego nasiona do „jadłospisu” świń. Nie tyle ze względu na uniezależnienie się od importowanej soi (choć to również), ale przede wszystkim na niższy koszt żywienia i zbawienny wpływ jaki uprawa roślin strączkowych wywiera na właściwości gleby.