Chów i hodowla świń w Polsce jest w zapaści, z której wiele gospodarstw już nie wyjdzie. Powodem są niskie ceny skupu, bardzo wysokie koszty pasz, ale i od 8 lat ciągnąca się w Polsce epidemia afrykańskiego pomoru świń (ASF). Na domiar złego, swego czasu rynkiem trzody chlewnej zachwiała też pandemia Covid-19, czyli zerwanie łańcuchów dostaw ale i blokada i ograniczenia działalności sektora HoReCa, które w zależności od momentu walki z pandemią miały różne nasilenie.

Dlatego podczas dzisiejszego protestu hodowcy świń mówią głośno o problemach w ich branży. Od wielu miesięcy dokładaja do produkcji tucznika, otrzymując w skupach minimalne ceny za zwierzęta. Sytuacja na rynku ale i w poszczególnych gospodarstwach jest bardzo złożona.

Łukasz Naglak, hodowca świń z Wielkopolski, który bierze udział w proteście, publikuje komunikat opisujący dzisiejszą sytuację gospodarstw utrzymujących się z chowu świń:

"Kondukt żałobny ruszył❗
Prosimy o zrozumienie.

Powodów strajku jest wiele. Koszty w rolnictwie wzrosły o ponad 60% rok do roku.

Wiele gałęzi produkcji znajduje się w opłakanym stanie albo upada. Szczególnie sytuacja w hodowli trzody chlewnej jest od ponad roku dramatyczna.

Słyszymy wiele głosów, że skoro się nie opłaca, to po co produkujecie. To złożona sytuacja. Od pokrycia lochy do sprzedaży tucznika mija rok. Przez ten czas on generuje najwyższe w historii koszty i jeden z najmniejszych przychodów. Nie możemy zawiesić sprzedaży i odłożyć kabana na półkę czekając na lepszą cenę.

Hodowcy w akcie rozpaczy wycinają nawet prośne lochy bo nie mają z czego ich wykarmić.

Przepraszamy za utrudnienia i jeszcze raz prosimy o zrozumienie.
Jeśli nic się nie zmieni, za rok nie będzie polskiego tucznika 😔."