Hodowcy trzody chlewnej zostali objęci pomocą finansową z powodu strat poniesionych w wyniku pandemii koronawirusa. Z pomocy po COVID-19 do 30 września 2020 roku, mogli skorzystać m.in. hodowcy świń, „1 sztuki zwierzęcia gatunku świnia (Sus scrofa) i do dnia 15 lipca 2020 r. zgłosił oznakowanie co najmniej 21 sztuk zwierząt tego gatunku urodzonych w siedzibie stada posiadacza tego zwierzęcia, których urodzenie nastąpiło w okresie od dnia 1 listopada 2019 r. do dnia 31 maja 2020 r.”. Priorytetowo miały być tutaj potraktowane gospodarstwa, w których urodzą się prosięta, tak by jednocześnie wesprzeć sektor produkcji, który od lat kuleje.

Warto zauważyć, że przedstawiciele branży trzody chlewnej zwracali uwagę, by pomoc nie była przyznawana wybiórczo ze względu na typ prowadzonej produkcji świń. Straty poniesione wiosną, przez rolników prowadzących tucz w cyklu otwartym były znaczące. Wynikały z wcześniejszych wysokich cen zakupu warchlaków.

Dlatego na początku grudnia nowy minister rolnictwa Grzegorz Puda postanowił rozszerzyć zakres pomocy. Poinformował, że trafi ona również do gospodarstw prowadzących tucz trzody chlewnej w cyklu otwartym. Jak stwierdził minister, w odniesieniu do hodowli świń uznano, że prowadzone dotychczas działania były niesprawiedliwe wobec tych gospodarstw, które prowadzą produkcję w cyklu otwartym.

W opinii, hodowcy i prezesa Stowarzyszenia Wieprz Polski Sławomira Homei, w ramach tej pomocy pominięto znowu gospodarstwa w cyklu zamkniętym, które również prowadzą tucz. Hodowca z kujawsko-pomorskiego mówi: W ramach pierwszego działania pomoc była kierowana do zwierząt urodzonych, nie były to ani lochy, ani tuczniki, pominięto również w innych grupach zwierząt jałowice i kaczki. Produkcja prosiąt jest trudniejsza i bardziej pracochłonna, narażona na więcej zagrożeń, a wszelkie decyzje podejmuje się w dłuższej perspektywie. Nie można z dnia na dzień zrezygnować z hodowli. Jest to część produkcji trzody chlewnej wymagająca największego nakładu i jednocześnie wsparcia. Pierwotnie, działanie wprowadzone przez MRiRW miało na celu wesprzeć te część produkcji trzody chlewnej poświęconej produkcji prosiąt urodzonych w Polsce bez względu na to, czy gospodarstwo produkuje w cyklu zamkniętym czy w otwartym. Teraz znowu mam wrażenie, że najmocniej promuje się produkcję tuczników w cyklu otwartym, ponieważ pominięto gospodarstwa zajmujące się produkcją tuczników w cyklu zamkniętym. Tam przecież też jest prowadzony tucz. Nie rozumiem też dlaczego większe dofinansowanie wprowadza się w produkcji tuczników niż w produkcji prosiąt? – pyta hodowca.

Dodaje przy tym, że w produkcji tuczników uwzględniono wszystkie zwierzęta a w produkcji prosiąt tylko prosięta, a co ze stadem podstawowym? W mojej opinii, pomoc powinna być rozszerzona, bez tworzenia podziałów na cykl otwarty/cykl zamknięty. Mogłaby być wprowadzona kontynuacja poprzedniego działania. Nie rozumiem też dlaczego rozporządzenie nie było konsultowane ze stroną społeczną – mówi.

Na koniec Sławomir Homeja podkreśla, że działanie osłabia produkcję trzody chlewnej w cyklu zamkniętym, i to stad małych i średnich, które najczęściej prowadzą ten typ produkcji. – Ma to się nijak do zapewnień i przyszłej polityki UE o zrównoważonym rolnictwie i wspieraniu mniejszych gospodarstw. Szeroko wspiera się produkcję opartą o importowanego prosiaka, wykluczając tucz oparty w pełni na polskiej produkcji cyklu zamkniętego .