- Zahamowanie na rynku inwestycji rolniczych zaczęliśmy obserwować już 2 lata temu, a miało to związek z (delikatnie mówiąc) wysokimi kosztami tradycyjnych surowców paszowych jakimi są zboża. Ponad pół roku temu doszedł nam dodatkowy czynnik ryzyka jakim jest wojna na Ukrainie. Tym bardziej w sektorze produkcji trzody chlewnej wstrzymanie inwestycji jest spore, co w sytuacji ogromnej niepewności jest całkowicie zrozumiałe. Jest to bowiem ten rodzaj kosztów, które możemy odłożyć w czasie bez drastycznego pogorszenia wyników ekonomicznych - mówi w rozmowie z Farmerem Grzegorz Kędzierski. 

Jak dodaje odroczenie niektórych inwestycji jest racjonalne:

- Inwestycje w produkcję zwierzęcą należy podzielić na dwie grupy: pierwsza z nich, to działania mające na celu podniesienie skali produkcji. Druga zaś obejmuje inwestycje których celem jest zwiększenie efektywności produkcji, przy zachowaniu dotychczasowej skali. O ile inwestycje w zwiększanie skali produkcji często są odkładane w czasie, co w tym momencie jest jak najbardziej racjonalne, to nie warto rezygnować z inwestycji ograniczających koszty produkcji. Jeżeli ich nie poczynimy, to nakłady zaoszczędzona na modernizacji obiektu zostaną pochłonięte przez wyższe koszty utrzymania stada. Dlatego też tego rodzaju działania powinny być czynione i są czynione - podkreśla ekspert. 

Jak dodaje ostatnich miesiącach da się zaobserwować pewne odbicie, rolnicy chcąc dostosować się do realiów decydują się często na zwłaszcza na redukcję kosztów – przykładem jest tutaj coraz popularniejszy w Polsce system płynnego żywienia, który ogranicza koszty paszy o kilkadziesiąt procent. Wiadomo jednak, że nie jest to taki poziom inwestycji jak obserwowaliśmy choćby 10 lat temu.