Rynek żywca wieprzowego charakteryzuje się dużą zmiennością. Po okresach dobrej koniunktury następują zawsze długie miesiące (niekiedy nawet lata) fatalnej opłacalności produkcji. Niestety w ostatnim czasie okresy dekoniunktury są coraz dłuższe, a w przerwach pomiędzy nimi producenci za wszelką cenę próbują zrekompensować poniesione w czasie kryzysu straty. Nic więc dziwnego, że niezależnie od bieżącej sytuacji na rynku staramy się jak najbardziej ograniczyć koszty produkcji. Właśnie tej tematyce poświęcone było wystąpienie Pawła Wróbla, lekarza weterynarii specjalizującego się w chorobach trzody chlewnej, które wygłosił podczas tegorocznej edycji konferencji „Nowoczesna Produkcja – Świnie”. W swoim wykładzie specjalista omówił możliwości ograniczenie kosztów tuczu trzody chlewnej.

Jak wskazywał we wstępie do swojego przemówienia, koszt produkcji żywca wieprzowego w Europie jest znacznie wyższy niż u innych wiodących producentów:

- Według danych Komisji Europejskiej za 2016 rok, koszt wyprodukowania jednego kilograma tuszy wieprzowej wynosił w UE 1,27 euro. Dla porównania, w Brazylii wartość ta wynosiła 0,91 euro, a w Kanadzie – 1,01 euro. Nie mamy niestety szans konkurować z tymi krajami, stosują one bowiem wiele rozwiązań niedopuszczonych do użytku w krajach Unii Europejskiej. Jako przykład należy tu wymienić chociażby raktopaminę – tłumaczył podczas konferencji specjalista.

Jak wskazywał, w produkcji żywca wieprzowego istnieje szereg czynników na które nie mamy większego wpływu:

- Nie mamy praktycznie żadnego wpływu na cenę w której sprzedamy wyprodukowane tuczniki. Również na koszt warchlaków, czy paszy wpływ mamy mocno ograniczony. Poprzez dbałość o warunki klimatyczne, stan wyposażenia, zdrowie zwierząt i optymalne żywienie możemy jednak w skuteczny sposób kontrolować wyniki produkcji, dzięki czemu ograniczymy choćby zużycie paszy czy koszt opieki weterynaryjnej – tłumaczył w czasie spotkania Paweł Wróbel.

W pierwszej kolejności specjalista omówił znaczenie optymalnego mikroklimatu panującego wewnątrz tuczarni:

- Dla tuczników optymalna temperatura to 18 – 19 °C. Dość często spotkać można się z przegrzaniem obiektów, które skutkuje gorszym pobraniem paszy. Potężnym błędem jest również zamknięcie dopływu świeżego powietrza w okresie mrozu. Pamiętajmy, że wentylacja służy przede wszystkim do wymiany powietrza, nie do regulacji temperatury. Duże większą szkodę niż niska temperatura wyrządzi nam wysokie stężenie szkodliwych gazów w atmosferze. U trzody dochodzi wówczas do niedotlenienia. Wiele obiektów wyposażonych jest również w sterowniki, których działanie polega na intensywnym wietrzeniu obiektu w chwili przekroczenia zadanej temperatury. Gwałtowne spadki temperatur niosą ze sobą wzrost ryzyka kanibalizmy, ale także częstsze występowanie różycy – tłumaczył podczas spotkania specjalista.

Uwagę zwrócić należy również na odpowiednie zaopatrzenie zwierząt w wodę. Zdaniem Pawła Wróbla, często zdarza się, że poidła charakteryzują się niewystarczającym przepływem wody lub niewłaściwą wysokością montażu. Ważne również, aby w kojcu były przynajmniej dwa poidła, na każdy smoczek przypadać powinno maksymalnie 10 świń.

W swoim wystąpieniu specjalista wskazał również na konieczność zachowania optymalnej obsady zwierząt. Paradoksalnie jednak, również zbyt niskie zagęszczenie może nieść ze sobą negatywny efekt. Zwierzęta mają wówczas większą swobodę ruchu, przez co spada wykorzystanie paszy. Najlepiej, aby obsada zwierząt utrzymywana była w górnej granicy normy. Ważne jednak, by tuczniki były w takich warunkach utrzymywane od samego początku – wówczas ich organizmy dostosują się do znacznego zagęszczenia.

Wiele czasu Paweł Wróbel poświęcił również kwestii żywienia zwierząt.

- Znaczne straty mogą wynikać z niewłaściwego rozdrobnienia surowców paszowych. Dochodzi wówczas do takich problemów jak wypadanie odbytów czy wrzody żołądka. Z kolei ta ostatnia dolegliwość znacząco zwiększa ryzyko wystąpienia upadków na skutek infekcji beztlenowcami. Ryzyko ich wystąpienia zwiększa także niska strawność paszy, związana choćby z użyciem wywarów gorzelnianych czy tzw. czarnych śrut (słonecznikowa, rzepakowa). Nie oznacza to oczywiście żeby komponentów takich nie stosować w żywieniu świń, pamiętajmy jednak o przestrzeganiu dopuszczalnych udziałów w recepturze paszy – tłumaczył podczas spotkania specjalista.