Podlasie kojarzone jest głównie z chowem bydła. Tymczasem na pograniczu Podlasia i Mazowsza znajduje się sporo gospodarstw wyspecjalizowanych w produkcji prosiąt lub tuczników w cyklu otwartym. Jednym z nich jest ferma, której właścicielem jest Grzegorz Chomka, mieszcząca się w miejscowości Suchodół Szlachecki, około 10 km na północ od Sokołowa Podlaskiego.

Produkcją żywca wieprzowego Grzegorz Chomka zajmuje się od 2000 roku. Początkowo świnie utrzymywał w niewielkiej chlewni przekazanej przez rodziców. Po kilku latach podjął decyzję o budowie nowej tuczarni o obsadzie 700 zwierząt, a w 2013 roku oddano do użytku kolejny obiekt. W nowoczesnej tuczarni znajduje się 2000 stanowisk tuczu. Od momentu rozpoczęcia działalności skala produkcji zwiększyła się zatem wielokrotnie. Początkowo rolnik sprzedawał rocznie 100-200 tuczników, dziś roczna produkcja sięga 7500 zwierząt. Od samego początku swojej przygody z produkcją trzody rolnik współpracuje z firmą "SOKOŁÓW" SA. Jest także jednym z pierwszych uczestników programu "Razem w przyszłość", realizowanego przez firmę od kilkunastu lat wspólnie z najlepszymi producentami trzody z całej Polski.

RECEPTA NA SUKCES

Gospodarstwo prowadzi produkcję tuczników w cyklu otwartym. Sukces działalności producenta jest kombinacją kilku czynników: doskonałej genetyki, żywienia idealnie dopasowanego do potrzeb zwierząt, dobrych warunków chowu oraz rzetelnego partnera, jakim jest firma "SOKOŁÓW" SA.

Do tuczu przeznaczone są warchlaki pochodzące z gospodarstwa współpracującego z firmą "SOKOŁÓW" SA - fermy Agro-Tymianka, która od kilku lat jest wyłącznym dostawcą warchlaków. Pod kątem genetycznym są to mieszańce ras: loszka Landrace x Yorkshire i knur Duroc. Materiał hodowlany pochodzi z fermy Agro Sokołów F1 w Pieckach, a wywodzi się z genetyki duńskiej. Warchlaki o tym genotypie charakteryzują się bardzo dobrym wykorzystaniem paszy oraz szybkim tempem wzrostu. W gospodarstwie okres tuczu trwa przeciętnie 90-100 dni (zwierzęta osiągają w tym czasie przyrost ok. 1000g na dobę), przy czym może on ulegać pewnym odchyleniom w zależności od masy warchlaków w momencie wstawienia i masy końcowej tuczu. Wykorzystanie paszy waha się w granicach 2,6-2,8 kg/kg przyrostu.

Kolejny filar sukcesu to warunki utrzymania zapewniające wysoki poziom dobrostanu zwierząt. Chów odbywa się w systemie bezściołowym. Obiekt oddany do użytku w 2013 roku od razu projektowany był w tym systemie. Starsza tuczarnia była natomiast poddana modernizacji, między innymi została wyposażona w ruszt. Zdaniem rolnika w chowie bezściołowym można osiągnąć lepsze wyniki produkcji i lepszą jakość mięsa niż w przypadku utrzymywania zwierząt na słomie.

- W chowie ściołowym trudniej jest uzyskać zadowalające wyniki produkcji, zwłaszcza tempo wzrostu, oraz wysoką mięsność tuszy. Ściółka sprawdza się w chowie zwierząt młodych, prosiąt i warchlaków, jednak w przypadku większych zwierząt lepszym rozwiązaniem jest chów na ruszcie - tłumaczy rolnik.

W starszym z obiektów pewnym problemem są wysokie temperatury panujące w okresie letnim. W tym czasie można zaobserwować pewne spadki tempa przyrostów związane z wysokimi temperaturami panującymi w obiekcie. Dlatego też nowa tuczarnia została wyposażona w system zamgławiania, który pozwala kontrolować temperaturę we wnętrzu.

Elementem niezbędnym do osiągnięcia dobrych rezultatów tuczu jest również żywienie mieszanką o składzie dopasowanym do potencjału wzrostowego zwierząt. W swojej produkcji Grzegorz Chomka bazuje na gotowych mieszankach pełnoporcjowych dostarczanych przez firmy paszowe. Działanie takie ma naturalnie swoje uzasadnienie. Po części wynika z ograniczonych zasobów gruntów ornych.

- Aktualnie mam ok. 40 ha ziemi ornej. Przeznaczam ją jednak pod uprawę pszenicy konsumpcyjnej, rzepaku i kukurydzy przeznaczonej na sprzedaż. Przy obecnej obsadzie tuczarni zużywam rocznie ok. 2 tys. ton paszy. Aby wyprodukować taką ilość zbóż paszowych, musiałbym gospodarować na ok. 300 hektarach. Ważne jest również to, że koszt zakupu instalacji do produkcji pasz o zadowalającej jakości byłby bardzo wysoki. Taka inwestycja nie jest uzasadniona ekonomicznie. Najważniejsze jednak, że stosując gotowe mieszanki produkowane przez firmę paszową, mogę utrzymać bardzo dobre i stabilne parametry wzrostu zwierząt oraz jakości mięsa. Firmy paszowe mają zaawansowane technologicznie instalacje, a przede wszystkim specjalizują się w produkcji pasz. Dzięki temu udaje mi się uzyskać wysokie wskaźniki mięsności i wydajności poubojowej. Przy tak dużej skali produkcji jest to dla mnie wyraźny zysk - wyjaśnia Grzegorz Chomka.

Pomimo relatywnie niewielkiej powierzchni gruntów ornych rolnik nie ma problemu z zagospodarowaniem nawozów naturalnych powstałych podczas produkcji. W okolicy funkcjonuje bowiem niewiele gospodarstw wyspecjalizowanych w produkcji zwierzęcej, tak więc gnojowica jako doskonały nawóz jest chętnie odbierana przez lokalnych rolników prowadzących wyłącznie produkcję roślinną.

RZETELNY PARTNER TO PODSTAWA

Od samego początku współpracy rolnik związany jest z firmą "SOKOŁÓW" SA. Współpraca nie ogranicza się jedynie do sprzedaży tuczników. Zaczyna się już na etapie produkcji warchlaków. Agro Sokołów dostarcza materiał hodowlany do gospodarstw wyspecjalizowanych w produkcji prosiąt, a "SOKOŁÓW" SA koordynuje współpracę pomiędzy rolnikami prowadzącymi produkcję prosiąt i tucz trzody. Firma zapewnia również profesjonalne doradztwo, kontrolę jakości surowca na każdym z etapów produkcji oraz transport zwierząt z gospodarstwa do ubojni. W przypadku lokalnych rolników możliwy jest transport zwierząt wyspecjalizowanym środkiem transportu zorganizowanym przez producenta. Jak mówi Grzegorz Chomka współpraca z firmą "SOKOŁÓW" SA to przede wszystkim większy dochód w momencie dekoniunktury na rynku.

- Współpracuję z firmą "SOKOŁÓW" SA ponad 15 lat. Przebieg współpracy zależy naturalnie od sytuacji na rynku. Niepodważalne jest jednak to, że jest to pewny partner. Nigdy nie było problemów z realizacją płatności czy zbytem zwierząt. Ważne jest również to, że firma premiuje jakość sprzedawanych tuczników. Im lepiej rolnik wyspecjalizuje się w produkcji, tym więcej dostanie za sprzedane zwierzęta - tłumaczy rolnik.

Barbara Tomczuk, zastępca kierownika w dziale programu i kontraktacji firmy "SOKOŁÓW" SA, wskazuje natomiast na korzyści dla firmy wynikające ze stałej współpracy.

- Naszą współpracę można opisać jako swojego rodzaju symbiozę. Z naszej strony staramy się premiować producentów współpracujących z nami przez lata. Mają oni zapewnione lepsze warunki cenowe, a w momencie nadpodaży świń na rynku, w pierwszej kolejności skupujemy zwierzęta od nich. Jednocześnie w sytuacji, gdy na rynku brakuje tuczników, wiemy, gdzie ich szukać. Rolnicy mogą również podpisać z nami umowy zawierające element gwarantowanej ceny minimalnej, co zapewnia im pewnego rodzaju stabilizację w czasach niepewnych pod względem rentowności produkcji - tłumaczy Barbara Tomczuk.

Jak mówi Grzegorz Chomka współpraca z firmą "SOKOŁÓW" SA jest korzystna szczególnie w momencie dołków cenowych. O ile bowiem przy dobrej koniunkturze każdy odbiorca jest w stanie zapłacić nam dobrą cenę, to w chwili nadejścia kryzysu współpraca z firmą odbija się wyraźnie na poprawie dochodowości produkcji.

O idei programu „Razem w przyszłość” i jakości obecnie produkowanej wieprzowiny opowiada w rozmowie z „Farmerem” Barbara Tomczuk, zastępca kierownika w dziale programu i kontraktacji firmy SOKOŁÓW SA.

 „Farmer”: Jakie korzyści daje Państwa firmie program „Razem w przyszłość”?

Barbara Tomczuk: Największą korzyścią jest to, że współpracując z producentami w ramach programu poprawy jakości surowca, mamy zapewnione dostawy tuczników o optymalnej genetyce, co przekłada się na dobrą jakość mięsa i wyrównane duże partie surowca. Jednocześnie mamy też kontrolę nad jakością surowca już od momentu produkcji materiału hodowlanego. Współpracujemy nie tylko z rolnikami nastawionymi na tucz, lecz także z producentami prosiąt. Mamy gospodarstwa wyspecjalizowane w produkcji materiału hodowlanego, który przeznaczany jest do zasiedlania i remontu stad towarowych. Następnie kontaktujemy producentów prosiąt z ich odbiorcami. Mamy zatem możliwość koordynacji produkcji na każdym z jej etapów.

 „Farmer”: Ilu rolników bierze obecnie udział w programie „Razem w przyszłość”? Czy są to wyłącznie duże, wyspecjalizowane gospodarstwa czy również drobni producenci?

B.T.: Obecnie w programie bierze udział około 1000 rolników. Są to nie tylko lokalni producenci, lecz także rolnicy z całej Polski. Mamy trzy ubojnie trzody chlewnej: w Sokołowie Podlaski, w Jarosławiu (woj. podkarpackie) i w Robakowie pod Poznaniem. Dzięki temu mogą z nami współpracować rolnicy z dowolnego regionu kraju. 

Jeśli chodzi o wielkość gospodarstw, jest ona zróżnicowana. Najwięcej jest gospodarstw o rocznej skali produkcji na poziomie 1000-1500 sztuk. Są naturalnie większe fermy utrzymujące jednorazowo po kilka tysięcy tuczników, są jednak i małe chlewnie o rocznej skali produkcji 200-300 sztuk. Nie dyskryminujemy drobnych producentów, natomiast staramy się mobilizować ich do rozwoju zarówno pod względem skali, jak i jakości produkowanego żywca.

„Farmer”: Jak wygląda kontrola jakości surowca na każdym z etapów produkcji?

B.T.: Kontrola jakości rozpoczyna się już na etapie produkcji materiału hodowlanego. Następnie nasi pracownicy terenowi prowadzą serię audytów zarówno w gospodarstwach produkujących prosięta, jak i tych nastawionych na tucz. Każde gospodarstwo ma przygotowany harmonogram audytów. Gospodarstwa kontrolowane są pod kątem spełniania wymogów weterynaryjnych, takich jak obecność ogrodzeń, niecek wjazdowych i innych elementów bioasekuracji. Kontrolujemy także warunki produkcji i składowania pasz oraz przestrzeganie zasad higieny. Stada loch są ponadto kontrolowane pod kątem kondycji zwierząt, remontu stada i osiąganych wyników rozrodu. Kontrole wyników produkcyjnych są także prowadzone w tuczarniach. Jeżeli w danym stadzie dzieje się coś złego, nasi pracownicy terenowi na bieżąco są o tym informowani i mogą osobiście lub z przedstawicielami innych firm współpracujących w programie zaproponować właścicielowi fermy działania naprawcze.

Naturalnie kontrola jakości odbywa się również na etapie uboju i przetwórstwa. Pierwsza kontrola pracowników ubojni i weterynarii odbywa się już w magazynie przyjmowania zwierząt do uboju. Jeżeli na tym etapie pojawią się zwierzęta z widocznymi uszkodzeniami transportowymi, są one od razu przeznaczane do uboju sanitarnego, tak aby nie stwarzać im dodatkowych cierpień. Na linii ubojowej lekarze weterynarii kontrolują zdrowotność zwierząt i tylko półtusze spełniające wymagania jakościowe trafiają do przetwórstwa. Jeżeli są wątpliwości co do jakości półtusz (np. nastąpią różnego rodzaju przyczyny chorobowe), takie półtusze trafiają do utylizacji. Prowadzone są badania, czy w mięsie nie ma substancji niedozwolonych, a także np. ciał obcych – wykrywanie detektorami metali. Wszystkie te działania pozwalają na uzyskanie wysokiej jakości produktów bezpiecznych dla konsumenta.

„Farmer”: Jak przedstawiają się jakość i walory prozdrowotne współcześnie produkowanej wieprzowiny?

B.T.: Obecnie produkowana wieprzowina charakteryzuje się znacznie mniejszym otłuszczeniem niż jeszcze kilkanaście lat temu. Dawniej boczek składał się w głównej mierze z tkanki tłuszczowej z niewielkimi przerostami mięśni. Dziś te proporcje zostały odwrócone. Na chwilę obecną osiągamy mięsność tusz rzędu 58-60 proc. Poziom ten należy ocenić jako zadowalający, dalsze zwiększanie mięsności zwierząt mogłoby negatywnie odbić się na walorach smakowych mięsa.

Wbrew obiegowej opinii mięso wieprzowe charakteryzuje się niską zawartością cholesterolu – zawiera go mniej niż mięso drobiowe. Znajduje się także na trzecim miejscu pod względem zawartości białka. Mięso wieprzowe jest smaczne, zdrowe i ma przystępną cenę. 

 

Artykuł ukazał się w numerze 8/2016 miesięcznika "Farmer"