Pierwsze dni nowego roku to dobry czas na podsumowanie tego, co działo się w ciągu minionych 12 miesięcy. Niedawno pisaliśmy o tym jak 2021 rok wspominany będzie przez producentów trzody chlewnej.

Warto jednak pójść o krok dalej i skupić się na tym co w ciągu minionego roku działo się w kontekście sprawy najbardziej interesujących rolników wyspecjalizowanych w chowie świń – rozwoju epizootii ASF w Polsce. Działo się wiele, niestety w ostatnim roku jak na lekarstwo było dobrych wiadomości. Miniony rok był rekordowy pod względem liczby ognisk ASF świń: wystąpiły ich aż 124. Oprócz województw w których choroba występowała już wcześniej dołączyły nowe – ogniska pomoru potwierdzono w chlewniach Małopolski, województwa łódzkiego i świętokrzyskiego.

Swinie01.png
Swinie01.png

Nieco mniej było natomiast ognisk ASF w populacji dzików, niestety zasięg choroby rozlał się na jeszcze większą część kraju.

ASF.png
ASF.png

ASF w centrum kraju

Niewątpliwie najgłośniejszym wydarzeniem tego roku było pojawienie się ognisk choroby w centrum kraju. Najpierw w drugiej połowie czerwca choroba pojawiła się w powiecie piotrkowskim, później zaś na zachodzie województwa łódzkiego – w powiecie wieruszowskim.

Szczególnie duże znaczenie miało wystąpienie choroby w pierwszej z omówionej lokalizacji: objęcie części powiatu piotrkowskiego, łódzkiego wschodniego i pabianickiego czerwoną strefą niemal natychmiast wpłynęło na rynek tuczników, ale także na ceny warchlaków – w tym czasie zaobserwowano znaczący spadek zwierząt do tuczu wynikający z spadającego popytu.  Trudna sytuacja producentów w regionie była przyczyną głośnych protestów, które w lipcu przetoczyły się przez centrum kraju.

Jednak nie województwo łódzkie to nie jedyna newralgiczna okolica, w której w tym roku pojawiły się ogniska ASF. W pierwszej połowie lipca ognisko pomoru potwierdzono również w powiecie żuromińskim, który jest obecnie w naszym kraju powiatem o największej liczbie utrzymywanych świń. O ile w przypadku województwa łódzkiego strefę czerwoną udało się relatywnie szybko zdjąć, to w powiecie żuromińskim obowiązuje ona do dziś.

ASF na Podkarpaciu

Pewnym zaskoczeniem jest z pewnością to, co w ciągu minionego roku działo się w województwie podkarpackim. A właściwie nie w całym województwie, tylko w jego części. Chodzi konkretnie o powiat mielecki, w którym to potwierdzono ponad 50 ze 124 tegorocznych ognisk ASF świń. Jest to pewnego rodzaju powtórka z zeszłego roku, kiedy to podobne zjawisko obserwowaliśmy na południu Lubelszczyzny. Tak duża liczba ognisk ASF na danym terenie wynika przede wszystkim ze struktury tamtejszych gospodarstw (duże rozdrobnienie produkcji), ale również w przypadku wielu ognisk zawiniły niskie standardy ochrony biologicznej.

ASF w Świętokrzyskiem

Pod koniec października, gdy wydawało się, że „sezon ognisk ASF świń” już się kończy, i przynajmniej do maja nie powinniśmy mieć większego problemu z pomorem w gospodarstwach, jak grom z jasnego nieba padła wiadomość o wystąpieniu pierwszych ognisk ASF świń w Świętokrzyskiem. O ile pierwsze z nich dotyczyły południa regionu, czyli obszarów położonych blisko granicy wspomnianego powiatu mieleckiego, to wkrótce choroba pojawiła się również w centrum regionu -  w powiatach kieleckim i włoszczowskim. Tym samym niemal połowa województwa znalazła się w strefie czerwonej.

Strefy ASF niemal w całym kraju

Nieco lepiej niż przed rokiem wydaje się rysować sytuacja związana z występowaniem ASF dzików. Liczby nie kłamią – o ile w 2020 roku na obszarze Polski potwierdzono 4156 ognisk ASF dzików, tak w poprzednim roku liczba ta zmalała o blisko 1000. Według stanu na dzień 10 stycznia, w 2021 roku potwierdzono 3161 ognisk ASF dzików. Liczba ta może jeszcze minimalnie wzrosnąć – być może nie spłynęły jeszcze pełne dane za ostatnie dni roku, niemniej spadek jest zauważalny. Niestety fakt ten niewiele zmienia w sytuacji, kiedy to coraz większy obszar Polski objęty jest występowaniem ASF dzików, a nawet w regionach w których przetoczyła się już pierwsza fala ognisk, choroba wciąż występuje w postaci endemicznej. Patrząc na poniższą animację widzimy, że na przestrzeni roku zasięg strefy różowej (związanej z ASF dzików) rozszerzył się znacząco zwłaszcza na zachodzie kraju (woj. lubuskie, dolnośląskie, zachodniopomorskie, wielkopolskie, opolskie). Jednocześnie jak na lekarstwo jest gmin, w których udało się znieść strefę różową. Oznacza to, że rolnicy z coraz większej połaci naszego kraju zmuszeni są funkcjonować w warunkach dużej presji choroby w środowisku, i nie znają dnia ni godziny, kiedy to choroba może pojawić się na ich fermie. Jako smutne podsumowanie minionego roku należy wymienić to, że na dzień dzisiejszy nie mamy w kraju województwa, które w całości byłoby wolne od którejś ze stref ASF, a tylko w województwach kujawsko-pomorskim i śląskim nie wystąpiły jeszcze ogniska ASF świń lub dzików.

 

Trudno o optymizm

Czy w wydarzeniach ostatnich dwunastu miesięcy można szukać jakichkolwiek pozytywów? O optymizm trudno. Bardzo trudno jest mówić obecnie o uwolnieniu naszego kraju (lub choćby jego znaczącego fragmentu) od ASF. W tym kontekście pozytywną wiadomością jest uznanie przez władza Chin zasad regionalizacji w przypadku wieprzowiny pochodzącej z Francji.

Być może stanie się to pierwszym krokiem do wprowadzenia takich zasad również w przypadku naszego kraju. Bo to, że z ASF przyjdzie nam żyć jeszcze długie lata jest praktycznie pewne. Uznanie regionalizacji byłoby szansą na poprawę opłacalności produkcji w regionach jeszcze wolnych od choroby. Niestety takich regionów w naszym kraju jest coraz mniej.