Minister rolnictwa mówił podczas spotkania z rolnikami w Gminnym Ośrodku Kultury w Kęsowie k. Tucholi (Kujawsko-Pomorskie) m.in. o staraniach rządu w zakresie pomocy hodowcom trzody chlewnej, którzy ucierpieli w okresie pandemii SARS-CoV-2 w obliczu załamania się łańcuchów sprzedaży na rynki azjatyckie.

- Wiadomo było, że od kilkunastu miesięcy wieprzowina - po załamaniu się chińskiego rynku sprzedaży trzody chlewnej - była produkowana siłą rozpędu poniżej kosztów. Wobec tego jasne stało się, że znaczna część rolników UE będzie likwidować hodowle. Nie chcieliśmy, aby w tym gronie byli polscy rolnicy. Wprowadziliśmy więc system dopłat - od listopada do końca marca. Teraz odbywa się realizacja wniosków. Wypłacane są pieniądze - powiedział Kowalczyk.

Zwrócił uwagę na przekroczenie zakładanego limitu 400 mln zł na ten cel, gdyż wydane zostanie 450 mln zł.

- Ceny odbiły się w marcu znacząco, więc ten program stracił nieco na aktualności. Wiedząc jednak, że ta branża produkcji rolnej poniosła największe straty przez kilkanaście ostatnich miesięcy, szykujemy się do tego, aby ten program w jakiejś części przedłużyć o jeszcze kilka tygodni. Nie w tej kwocie co wcześniej, ale chcemy, aby ci rolnicy, którzy przetrwali, mieli jeszcze odrobinę pomocy przez następne miesiące - dodał wicepremier.

Zaznaczył, że od 17 grudnia nie mamy w Polsce żadnego ogniska ASF (afrykański pomór świń) w hodowli trzody chlewnej. - To jest rekordowy czas od pojawienia się w naszym kraju tej choroby - podkreślił wicepremier Kowalczyk.

Przestrzegał, aby nadal być jednak bardzo czujnym, bo choroba jest w środowisku wśród dziko żyjących zwierząt. Zachęcał do - coraz popularniejszych w Polsce - praktyk bioasekuracyjnych. - Przez ostatnich kilka miesięcy bioasekuracja stała się rzeczywiście skutecznym narzędziem walki z ASF - ocenił.

W spotkaniu w Kęsowie uczestniczyli także szef Komitetu Stałego Rady Ministrów minister Łukasz Schreiber i wojewoda kujawsko-pomorski Mikołaj Bogdanowicz.