Wicepremier Kowalczyk spotkał się w Kęsowie k. Tucholi z rolnikami z Kujaw i Pomorza.

- Przez wojnę w Ukrainie zmienia się nieco myślenie w Unii Europejskiej o żywności, o bezpieczeństwie żywnościowym. Przeżywamy właśnie pewne przewartościowanie. (...) To myślenie się na naszych oczach nieco zmienia, oby się zmieniało na lepsze - powiedział podczas spotkania z rolnikami minister rolnictwa.

Kowalczyk przyznał, że Polska stara się opóźnić wejście w życie wielu mechanizmów Europejskiego Zielonego Ładu, a nawet je renegocjować, zmieniać - szczególnie w obliczu zupełnie nowych wyzwań po wywołaniu przez Rosję wojny w Ukrainie.

Pytany przez jednego z rolników o opłacalność hodowli trzody chlewnej wicepremier wskazał na różne zmiany, którym podlegał w ostatnich latach ten sektor.

- To nie jest problem polski, ale ogólnoeuropejski. Trzeba patrzeć na jego przyczyny. Ceny bowiem są europejskie i w tym zakresie nie różnimy się od innych państw UE. (...) Problemy zaczęły się w czasie pandemii w związku z zamknięciem chińskiego rynku. Chińczycy zaczęli wówczas swoją produkcję i teraz trzody chlewnej nie biorą. Dlatego UE ma ogromną nadprodukcję trzody chlewnej - wyjaśnił Kowalczyk.

Dodał, że z uzasadnionych względów nie da się tej nadwyżki sprzedać m.in. do krajów arabskich - bardzo dużego rynku zbytu, ale ze względów kulturowych i religijnych niezainteresowanego takim mięsem.

- Wobec tego zostaliśmy z tym w UE. Szczerze mówiąc, w UE musi nastąpić redukcja pogłowia trzody chlewnej. Musimy produkować w UE tyle tego mięsa, ile damy radę zjeść. Oczywiście trochę możemy sprzedać na Ukrainę, ale nie po wyższych cenach niż są na rynkach światowych. Dopóki nie spadnie produkcja w Unii Europejskiej, to trudno mówić o wyższej opłacalności. Chociaż i tak w tym momencie jest lepiej niż rok temu. To już nie jest też ta cena, co pół roku temu za żywca. Oczywiście patrząc np. na ceny pasz, to opłacalność nadal jest zbyt mała - powiedział Kowalczyk.