- Jak Pan ocenia szanse producentów świń na dalszy rozwój i funkcjonowanie na rynku w sytuacji utrzymywania się długotrwale niskich cen żywca i zagrożenia ASF?

Jacek Jagiełłowicz: Od kilkunastu lat notujemy systematyczny spadek pogłowia trzody chlewnej w Polsce, przy jednoczesnym wzroście produkcji wśród europejskich liderów – Hiszpanii, Niemiec ale także Rosji czy Chin. Niestety część polskich rolników nie jest w stanie sprostać wyzwaniom jakie stawia rynek trzody chlewnej. Wysokie koszty, niewystarczająca skala produkcji, brak środków na modernizację chlewni niespełniających minimalnych wymagań utrzymania zwierząt  skutkuje rezygnacją wielu hodowców z tej aktywności rolniczej. Pozostają najmocniejsi – osiągający wysokie wskaźniki produkcyjne przy niskich kosztach wytworzenia. ASF jest oczywiście bardzo dużym zagrożeniem dla całego przemysłu rolnego i gospodarki kraju. Paradoksem jest sytuacja w której najwięcej mogą stracić najlepiej uświadomieni,  przygotowani i zabezpieczeni przed wirusem. Tylko bardzo zdecydowane, bezkompromisowe działania Państwa mogą pomóc w ograniczeniu skali zarażeń stad trzody. Przykład krajów, które zmagały się z wirusem ASF pokazuje, że można skutecznie z nim walczyć.

 - Jaka skala produkcji w gospodarstwach może pozwolić na opłacalne utrzymanie się w branży - przy produkcji tucznika, czy można jeszcze mówić o opłacalnej produkcji świń?

J.J. : Aktualnie opłacalność jest na minimalnym poziomie. Jeszcze 3-4 kwartały temu opłacalność produkcji trzody chlewnej była na wysokim, zadowalającym poziomie. To już tradycja i zarazem cecha charakterystyczna naszej branży. Zarabiamy przez pół roku aby w kolejnym kwartale nie zarabiać w ogóle lub dokładać do każdego sprzedanego tucznika. Ponieważ nie mamy wpływu na cenę warchlaków i tuczników musimy skupić się na kosztach produkcji. A te są różne i zależą od wielu czynników. Stąd też trudno jednoznacznie określić skalę produkcji gwarantującą opłacalność. Poza tym co znaczy opłacalność? Czy nasz zysk pozwala tylko na przeżycie? Czy myślimy o godziwym zysku, dzięki któremu będziemy mogli modernizować, rozwijać produkcję.  Analizując marże ostatnich kilku lat wydaje się, że minimalna skala dla tuczu to ponad 1000 szt. sprzedanych w roku.     

W ub. roku uruchomiliśmy w Gobarto program integracji tuczu – Gobarto 500. Jego głównym celem jest odbudowa pogłowia trzody chlewnej w Polsce. Proponujemy rolnikom współpracę w ramach której pomożemy rolnikowi zrealizować inwestycje w budowę budynku inwentarskiego na 2000 szt. trzody chlewnej. Jest to liczba, która pozwala rolnikowi na uzyskanie bardzo dobrych wyników finansowych gospodarstwa. Stałe wynagrodzenie za obsługę tuczu zwierząt, wykluczające wahania związane ze spadkami cen żywca czy też wzrostami cen pasz i warchlaków skłania wielu rolników do przystąpienia do tego programu.

- Jakie są wyniki programu Gobarto 500?

J.J.: Program systematycznie rozwija się, do końca 2017 mieliśmy 43 rolników, którzy podjęli z nami współpracę. Grupa ta każdego tygodnia rośnie. Cieszy nas duże zainteresowanie programem i zauważalna chęć hodowców do współpracy.

- Czy jest jeszcze szansa na odbudowę i ustabilizowanie krajowej produkcji świń, czy z biegiem czasu będzie następowało powolne jej wygaszanie?

J.J.: Tak. Uważam, że obecny kryzys w branży należy traktować jako szansę na wprowadzenie niezbędnych zmian. Systematyczne ograniczanie hodowli w Polsce jest bardzo szkodliwe, nie tylko dla producentów trzody, ale przede wszystkim dla polskiej gospodarki.

Szacuje się, że jest to rynek warty ok. 20 mld zł. Jeśli nie ustabilizujemy krajowej produkcji świń zyski te trafią do naszych zachodnich sąsiadów – Duńczyków, Niemców, Holendrów, którzy już teraz eksportują do Polski warchlaki na poziomie ok. 5-6 mln sztuk. Mamy bardzo duży potencjał, którego nie możemy zaprzepaścić. Chciałbym podkreślić, że branża nie potrzebuje wielkich dotacji. Potrzebuje wsparcia w procesie przeprowadzania inwestycji a także skutecznej walce z ASF. Brak rozwoju, zwiększania skali produkcji, eliminacja – nawet urzędowa – niespełniających wymogów biobezpieczeństwa spowoduje sytuacje w której  konsument kupując wieprzowinę będzie musiał mieć świadomość, że de facto utrzymuje niemieckich, duńskich czy hiszpańskich producentów trzody.  

- Jak Pan ocenia propozycję kompartmentu w zakresie produkcji świń, czy jest to realny pomysł, co może być największą trudnością przy wprowadzaniu tego programu?

J.J.: Kompartment jest przede wszystkim dla dużych i bardzo dużych producentów. Wymaga zainwestowania wielu środków, niemniej uważam że należy traktować to jako jedną z szans na funkcjonowanie w dobie ASF. Prace w UE trwają – powinniśmy być na bieżąco aby móc przygotowywać się do tego procesu.  Oczywiście kompartment nie rozwiąże problemu wirusa w kraju – musimy ciągle pracować nad zabezpieczeniem naszych stad, eliminacją zagrożeń a także nad zdecydowanym wzrostem świadomości społeczeństwa.     

Jeśli interesują Cię te zagadnienia, to spotkaj się z nami już 1 marca w Licheniu, podczas konferencji "Nowoczesna produkcja - Świnie".

ZAREJESTRUJ SIĘ JUŻ DZIŚ!