O kolejnej „wielkiej aferze” w hodowli zwierząt usłyszeliśmy na początku października. Wówczas to w publikacjach umieszczonych m.in. na portalach wp.pl i onet.pl podano informację o tym, iż firma z województwa wielkopolskiego sprzedawała wytwórniom pasz „olej techniczny” zamiast paszowego czy też jadalnego. Hasło „olej techniczny” nie bez przyczyny wzięliśmy w cudzysłów, ale o tym w drugiej części artykułu. Później zajmiemy się także krótkim omówieniem narracji wspomnianych artykułów, najpierw jednak kilka faktów na temat afery. 

Na przełomie września i października agenci Centralnego Biura Śledczego Policji przeprowadzili kontrolę 66 zakładów produkujących pasze dla zwierząt. W wyniku śledztwa zatrzymano małżeństwo przedsiębiorców z Wielkopolski, które było dostawcą olejów paszowych. Ich spółka miała jako oleje paszowe sprzedawać kontrahentom oleje techniczne. 

Zatrzymani przedsiębiorcy to Maciej i Monika J. z Poznania. Małżonkowie prowadzą polski oddział niemieckiej firmy Berg+Schmidt i są udziałowcami firmy. Siedziba spółki mieści się w Poznaniu, ale zakład produkcyjny ulokowany jest w Pomarzanowicach, w gminie Pobiedziska. Firma zaopatruje w oleje paszowe największych w kraju producentów pasz, szczególnie dla drobiu.

Tłuszcze do zakładu w Pomarzanowicach sprowadzane były w cysternach m.in. z Ukrainy, Rumunii, Rosji i Malezji. Jako komponenty dla branży spożywczej powinny na granicy przechodzić kontrole weterynaryjne. Przedsiębiorcy z Poznania deklarowali jednak na przejściach granicznych, że są to oleje techniczne, które z kontroli weterynaryjnej były zwolnione. Do odbiorców te same oleje spółka sprzedawała już jako tłuszcze paszowe.

GIW swoje…

Już sam powyższy akapit sugeruje, że sprowadzane oleje mogły, ale wcale nie musiały stanowić zagrożenia dla zdrowia i życia konsumentów. Fakt ten został potwierdzony kilka dni po wykryciu afery, w wyniku działań Głównego Inspektoratu Weterynarii: 

„W zakładach objętych działaniami CBŚP Inspekcja Weterynaryjna pobrała do dziś 352 próbki materiałów paszowych będących przedmiotem zainteresowania, a także gotowych pasz zawierających w składzie te materiały. Pobierane próbki są poddawane analizom w laboratorium Państwowego Instytutu Weterynaryjnego – PIB w Puławach oraz laboratoriach Zakładów Higieny Weterynaryjnej, działających w strukturach Inspekcji Weterynaryjnej. Kierunki badań określono w oparciu o analizę ryzyka przeprowadzoną we współpracy z PIWet-PIB. Kierunkami tymi są: dioksyny, PCB – polichlorowane bifenyle, metale ciężkie, pestycydy. Wyniki badań spływają do GIW sukcesywnie. Ponadto, w ramach Krajowego Planu Urzędowej Kontroli Pasz w bieżącym roku, pobierano do badania próby paszy pełnoporcjowej dla indyków IB4, która zawierała w swoim składzie tłuszcze pochodzące m.in. z zakładu będącego przedmiotem prowadzonego postepowania, do badań w kierunku dioksyn. Uzyskany wynik badania wskazywał na brak przekroczeń w zakresie dioksyn i dioksynopodobnych PCB” – mogliśmy przeczytać 5 października w komunikacie GIW-u. 

… branża swoje…

Światło na całą aferę rzucają też wyjaśnienia Adama Stępnia, dyrektora generalnego Polskiego Stowarzyszenia Producentów Oleju. Jak mówił w rozmowie z farmer.pl, od strony technologicznej nie ma takiego produktu, jak olej techniczny.

– Nie ma dwóch osobnych procesów produkcyjnych, na co zwracaliśmy jako branża uwagę kilka lat temu w kontekście możliwości stosowania preferencyjnej stawki VAT na olej rzepakowy. Nomenklatura „techniczna” to raczej kwestia podatkowa niż jakościowa. Nie znam szczegółów sprawy, ale wydaje się, że producenci drobiu i pasz nie mieli prawa wiedzieć, jak skategoryzowano olej, zanim do nich trafił, a cała ta „afera drobiowa” koncentrować się powinna nie na kurczakach, a na sprawach finansowych – tłumaczy Adam Stępień.

Oczywiście, do sprawy odniosła się także branża mięsna. Niemal natychmiast po publikacjach medialnych dotyczących „oleju technicznego” Unia Pracodawców Przemysłu Mięsnego UPEMI wydała stanowisko, w którym wskazuje, że branża mięsna jest w tej aferze nie sprawcą, ale stroną poszkodowaną: 

– Uważam, że branża mięsna jest tu ofiarą i nie można bezpośrednio jej za to winić. Niestety, w przeważającej większości komunikatów na dalszy plan schodzi proceder fałszowania dodatków do olejów niezbędnych do produkcji pasz, a na pierwszym są producenci mięsa – kolejność powinna zostać odwrócona – informował prezes UPEMI Wiesław Różański. 

Podkreślał również, aby z ferowaniem wyroków wstrzymać się do czasu wyjaśnienia sprawy i zbadania faktycznego zagrożenia dla bezpieczeństwa konsumentów. 

… a media swoje…

Czy zatem od strony mediów, które wytropiły „kolejną aferę” dotyczącą polskiej żywności, doczekaliśmy się sprostowania? A jeżeli nawet takowe było, to czy promowano je na równi z artykułem? Odpowiedzi na to pytanie nie trzeba chyba udzielać. 

Tymczasem w artykułach opisujących aferę popełniono już na początku wiele nadużyć. Wystarczy przeczytać tylko kilka cytatów:

„Zwierzęta – drób i trzoda chlewna – dostawały więc do jedzenia pasze z substancjami, które mogły być bardzo szkodliwe dla nich i dla ludzi. Potem takie mięso trafiało na nasze stoły”.

„Z nieoficjalnych informacji wynika, że w tzw. tłuszczach technicznych była znacznie zawyżona ilość szkodliwych pestycydów. Jednak pewności nie ma”.

Prawda ekranu

Oczywiście, nie sposób autorom artykułów zarzucić kłamstwa. Wszak nigdzie nie powiedziano wprost, że żywność wyprodukowana przy udziale „oleju technicznego” była skażona i szkodliwa, wszędzie użyto trybu przypuszczającego. Jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że narracja została tu z góry ustalona, a do końcowego odbiorcy materiału po raz kolejny dotrze przekaz na temat niskiej jakości czy wręcz szkodliwości produkowanej w naszym kraju żywności. Mamy tylko nadzieję, że jest to ślepa i nieprzemyślana pogoń za liczbą odsłon, a nie świadoma próba zaszkodzenia wizerunkowi polskiej żywności. 

I żeby było jasne – nie jesteśmy za tym, by afery zagrażające bezpieczeństwu żywności zamiatać pod dywan. Jeżeli faktycznie istnieje zagrożenie, koniecznie musi być ono zidentyfikowane, a sprawcy pociągnięci do odpowiedzialności. Jednak od ogólnodostępnych mediów, które trafiają do przeciętnego Polaka, oczekujemy przede wszystkim rzetelności.