Sesję zdominował temat optymalizacji kosztów produkcji żywca wieprzowego; temat jak najbardziej aktualny w dobie rekordowo wysokich cen środków produkcji i pozornie tylko wysokich cen tuczników. Wykład na ten temat poprowadził prof. dr hab Benedykt Pepliński z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. Wykład rozpoczął się omówieniem globalnej sytuacji w produkcji trzody chlewnej:

- Zanim w ogóle zaczniemy mówić o optymalizacji kosztów, warto nadmienić, że na dzień dzisiejszy na świecie mamy około 8 miliardów ludzi. W ciągu najbliższych 2 lat dojdą nam kolejne dwa miliardy, które trzeba będzie wyżywić. Ważne, że wyżywienie to będzie miało charakter nie tylko ilościowy, ale też jakościowy, co wywoła znaczący wzrost zapotrzebowania świata na mięso. Europa być może nie odczuje wyższego zapotrzebowania, jednak w Chinach, czy Afryce mięso wciąż pozostaje synonimem luksusu. Perspektywa wzrostu spożycia mięsa jest zatem realna, niestety nie będzie to mięso wieprzowe. Największe perspektywy malują się dziś dla mięsa drobiowego, ze względu na niższą cenę, jak i lepszy wizerunek wśród konsumentów – tłumaczył prof. Pepliński.

Europa traci konkurencyjność

Jak dodał, dystans pomiędzy produkcją wieprzowiny a drobiu jest duży. Produkcja pierwszego z omawianych gatunków mięsa w Europie praktycznie od lat 80-tych minionego wieku stanęła w miejscu. Kolejne wymagania co do produkcji, w tym założenia „zielonego ładu” powoduje, że zastój w produkcji jest nieunikniony. Niektórzy szacują nawet, że nowe przepisy ograniczą produkcję wieprzowiny o 20 proc. Dziś jedyne kraje w Europie, które rozwijają produkcję to Hiszpania i Rosja.

Jak mówił w czasie wykładu prof. Pepliński, produkcja wieprzowiny w Polsce wygląda dziś bardzo źle. Pogłowie kurczy się, a zdaniem wykładowcy, może ono spaść do poziomu 8 mln świń, i to w perspektywie kilku lat. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja związana z pogłowiem macior – tu nigdy nie zaobserwowaliśmy jeszcze stabilizacji, a przewidywana jest dalsza redukcja pogłowia.

Dlaczego Europa przegrywa konkurencję z innymi producentami na świecie? Dlatego, że tylko nieliczne kraje UE potrafią pokryć koszty produkcji. Hiszpania generuje na kilogramie tucznika nadwyżkę rzędu kilku eurocentów, gdy Holandia traci na nim blisko 30 eurocentów. Tymczasem USA czy Brazylia generuje potężne nadwyżki. Niezbędne jest zatem obniżenie kosztu produkcji tucznika. Niestety ze względu choćby na ograniczanie ilości substancji aktywnych w ochronie roślin rośnie przede wszystkim koszt zbóż, a co za tym idzie wyżywienia zwierząt.

Nie ma zysku bez odpowiedniej skali i dobrej genetyki

W dalszej części wykładu prof. Benedykt Pepliński omówił najważniejsze punkty, które mogą poprawić opłacalność produkcji żywca wieprzowego w Polsce. Pierwszą wymienioną rzeczą jest – paradoksalnie – wiedza i znajomość nowoczesnej technologii produkcji tucznika. Drugim ogniwem pozostaje wysoka skala produkcji. Różnica w kosztach produkcji jednego zwierzęcia w stadzie 200 i 2000 tuczników wynieść może aż 30 proc., co wynika z jednej strony z niższych kosztów stałych, z drugiej zaś z możliwości zakupu większych partii środków produkcji w niższych cenach, zaś większe partie tucznika pozwolą nam na negocjację stawki z zakładem mięsnym. Dochodzimy do tego, że według niektórych szacunków stada o liczebności 500 sztuk mogą nie przetrwać najbliższych 10 lat, mimo że kilkukrotnie przewyższają one średniej wielkości stado w Polsce.

Kolejnym czynnikiem jest tutaj integracja pozioma producentów, co podobnie jak w stadach o większej liczebności pozwala negocjować choćby ceny zakupu środków produkcji. Niestety – zdaniem prof. Peplińskiego, czynnik ten sprawdzi się przede wszystkim w podmiotach o wielkości kilku tysięcy tuczników. W małych stadach oszczędność będzie ograniczona.

Nie do przecenienia jest też wybór wysokowydajnej genetyki:

- Hodowcy decydują się często na zakup najtańszego nasienia, licząc na to iż zaoszczędzą pewną sumę pieniędzy. Tymczasem oszczędność ta jest pozorna – nie pokryje bowiem potencjalnie wyższego zarobku związanego choćby z lepszym wykorzystaniem paszy, czy podwyższoną mięsnością tuczników wyprodukowanych na bazie bardziej wydajnej genetyki – mówił specjalista.
Jak dodał, ma to szczególne znaczenie w dobie bardzo drogich zbóż i innych surowców paszowych. Każda oszczędność na paszy może tu być na wagę złota.

Kolejnym czynnikiem, o którym mówił prelegent, jest wybór odpowiedniego systemu produkcji. W naszych realiach jest to cykl zamknięty, lub ewentualnie produkcja prosiąt. W dzisiejszej dobie tucz w cyklu otwartym, ze względu na wysokie ceny warchlaków nie gwarantuje stabilnej opłacalności produkcji.