- W świetle działań organów ścigania w naszym powiecie, to wszyscy rolnicy hodujący trzodę w całej Polsce są przestępcami. Wszyscy bowiem muszą się kontaktować z lekarzami weterynarii i wszyscy potrzebują świadectw zdrowia dla sprzedawanych z gospodarstw zwierząt - mówi Janusz Terka, rolnik i szef powiatowej izby rolniczej oraz Solidarności RI powiatu piotrkowskiego, którego córka również została wczoraj zatrzymana przez policję.

- Piotrkowskim rolnikom zarzuca się bowiem, że telefonowali do urzędowych lekarzy weterynarii, aby ci wystawili potrzebne do sprzedaży tuczników świadectwa - twierdzi znany związkowiec. - W ten niby sposób mieli nakłaniać lekarzy do popełniania przestępstw. A przecież rolnicy nie mają wpływu na pracę weterynarzy, nie do nas należy nadzorowanie ich pracy, nie mamy kompetencji, aby oceniać, czy działają zgodnie z przepisami.

Jak się dowiadujemy, w całej sprawie chodzi o przypadki wystawiania świadectw zdrowia przez urzędowych lekarzy weterynarii zza biurek, bez badania zwierząt. Policja zatrzymała ponad 20 piotrkowskich rolników, by w piotrkowskiej prokuraturze usłyszeli zarzuty nakłaniania lekarzy do popełniania przestępstw. Do sprawy zatrzymanych zostało również trzech urzędowych lekarzy weterynarii.

- Służby państwowe, zrzucając winę na rolników, same w naszym odczuciu popełniają przestępstwo i my z pewnością tak tego nie zostawimy - mówi Janusz Terka. - Wiceminister Kowalczyk zapewnił, że poinformuje Ministra Sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro o naszych skargach na działania podległych mu służb i organów. Uważamy, że policja i prokuratura wykazały się tu szkodliwą nadgorliwością. Karanie rolników za coś takiego jest ohydne.

- Patrzyłem na to, co dzieje się w naszym domu, jakbym oglądał film gangsterski - mówi Jacek Wlaźlak, inny piotrkowski rolnik z dzisiejszej delegacji do Ministra Rolnictwa. - Do zatrzymania mojej żony, która jest sołtyską, potrzeba było aż trzech policjantów. Nie zakuli jej w kajdanki przed domem, zrobili to przed wejściem do piotrkowskiej prokuratury. Pani prokurator stwierdziła, że żona, telefonując do lekarza weterynarii, nakłaniała go do popełnienia przestępstwa, a ona mówiła tylko, że potrzebne będzie świadectwo dla świń. W dodatku ten lekarz często bywał w naszym gospodarstwie, bo opiekował się stadem.

- Chciałbym teraz uzmysłowić prokuraturze, że to ja płaciłem za druki urzędowe wypisane przez weterynarza, tymczasem zatrzymali moją żonę. Teraz ona ma postawione zarzuty, do których się nie przyznaje i pewnie będzie musiała zrzec się funkcji sołtysa - opowiada Jacek Wlaźlak. - W dodatku policja zabrała nam całą dokumentację dotyczącą stada, a jeszcze w tym lub w przyszłym tygodniu mamy mieć kontrolę z ARiMR. Jeśli tych dokumentów nie zwrócą, to wniosek na bioasekurację pójdzie do kosza.

- Narracja była taka, żeby maksymalnie przestraszyć rolnika, aby ten się przyznał i pogrążył weterynarza. A jeśli się przyznał i dobrowolnie poddał karze, to ma zapłacić 1200 zł i jeszcze dostanie wyrok w zawieszeniu. To nie mieści się w głowie, by angażować takie siły i środki do zatrzymania niczemu niewinnych ludzi. Ktoś powinien odpowiedzieć za to, co się stało i przeprosić. My nie mieszkamy w stolicy, gdzie każdy może być anonimowy - stwierdza piotrkowski rolnik.

Jak zapowiada Janusz Terka, w przyszłym tygodniu przed Prokuraturą Okręgową w Piotrkowie Trybunalskim odbędzie się rolniczy protest.