Rozmowy odbyły się dziś w Ministerstwa Rolnictwa. Rozpoczęły się o godz. 12, gdy na ulicach Warszawy trwał rolniczy protest najpierw przed siedzibą PiS, a potem przed Sejmem.

- Okazało się, że rozmowy na które nas dziś zaproszono odbędą się w ramach obrad tzw. Porozumienia rolniczego, czyli zespołu doradczego resortu rolnictwa - mówi Janusz Terka, przywódca producentów trzody z powiatu piotrkowskiego w woj. łódzkim, którzy protestowali w ubiegłym tygodniu przeciwko pominięciu ich sektora przy rozdziale wsparcia w ramach tarczy antykryzysowej.

- Wysłuchano naszych racji, po czym nastąpiło głosowanie, które miało rozstrzygnąć o ewentualnym przyznaniu pomocy producentom w cyklu otwartym - opowiada rolnik-związkowiec z woj. łódzkiego.-Głosować mogli jednak tylko członkowie wspomnianego zespołu, który tworzą przedstawiciele związków i organizacji rolniczych.-Większość była przeciwna równemu potraktowaniu właścicieli tuczarni przy podziale wsparcia. Muszę tu zauważyć, że sprawę rozstrzygnęli na naszą niekorzyść również przedstawiciele rolniczej "Solidarności". Jako członek tego związku i szef struktur w powiecie piotrkowskim czuję głęboki żal z tego powodu i nie znajduje zrozumienia dla postaw tych związkowców, którzy mają przecież walczyć o interesy rolników i reprezentować ich w sytuacjach kryzysowych. Nikt jednak za nami nie stanął, nikt się o nas nie upomniał - ubolewa Janusz Terka.

W związku z obrotem spraw producenci trzody z regionu łódzkiego rozważają kolejne akcje protestacyjne na dużo większą skalę, również w stolicy.