Nikt nie ma wątpliwości, że producenci trzody mocno ucierpieli w związku z epidemią COVID-19, co dotyczy szczególnie właścicieli chlewni produkujących w cyklu otwartym. Ceny warchlaków drastycznie wzrosły, stanął eksport, tymczasem niejako wbrew logice sytuacji, stawki oferowane w skupach zwariowały i pojawiły się problemy ze zbytem żywca. Kolejne przedstawiane przez rząd rozwiązania w ramach tarczy antykryzysowej nie objęły jednak branży, mimo apeli środowisk rolniczych.

- Nastroje producentów trzody od wielu miesięcy sukcesywnie się pogarszają, adekwatnie do ich sytuacji ekonomicznej. Nie ma dziś właściciela chlewni w cyklu otwartym, który by nie ponosił strat – mówi Janusz Terka, producent trzody, a zarazem przewodniczący „Solidarności” RI i przewodniczący Powiatowej Izby Rolniczej w powiecie piotrkowskim.

- Sytuacja groziła wybuchem już wcześniej, ale rolnicy nie chcieli, by wplątano ich w polityczne rozgrywki związane z kampanią wyborczą. Zarówno piotrkowska rolnicza „Solidarność”, jak i powiatowy rolniczy samorząd wystosowały jednak w lipcu apele do rządu o wsparcie dla naszej branży. Te pisma wciąż jednak pozostają bez odpowiedzi. Apelowaliśmy też o pomoc do posłów z naszego regionu, ale nic to nie dało. W ciągu kilku minionych miesięcy gospodarstwa zajmujące się opasem świń znalazły się w dramatycznej sytuacji, z której wyjścia nie widać. Dlatego pozbawionym nadziei rolnikom nie pozostaje już nic innego, jak wyjść na ulice.

- Nie domagamy się specjalnego traktowania, tylko równego traktowania – zastrzega Janusz Terka. - Rząd pozostawił nas zwyczajnie na pastwę losu. Nikt z nas nie potrafi zrozumieć, dlaczego na pomoc liczyć mogą przedsiębiorcy czy inne rolnicze branże, ale nie producenci trzody w cyklu otwartym. Czym nasze gospodarstwa różnią się od mikroprzedsiębiorstw? Przecież tak samo mamy poważne problemy z utrzymaniem produkcji, znalezieniem zbytu i zachowaniem swoich miejsc pracy. Tak samo, jak inni płacimy podatki. Nasza branża od początku epidemii COVID-19 ponosi ogromne straty. Dlaczego więc właśnie my jesteśmy wykluczani z możliwości uzyskania pomocy?

Z naszej rozmowy z szefem piotrkowskich związków i izby wynika, że pominięcie w rozwiązaniach tarczy antykryzysowej to nie jedyny powód niezadowolenia rolników w regionie. Nasz rozmówca wylicza także inne niespełnione obietnice polityków i przedstawicieli resortu rolnictwa, które padały na spotkaniach w regionie, tj: zlikwidowanie tuczu nakładczego, powstrzymanie niekontrolowanego importu i skuteczna walka z ASF.

Piotrkowscy rolnicy jeszcze kilka dni zaczekają na odpowiedź na swoje apele ze strony rządu. Jeśli się nie doczekają – zapowiadają protesty już w przyszłym tygodniu.