- Przyjechaliśmy wesprzeć rolników. Szkoda nam, że jak my strajkowaliśmy, to ich nie było. Jesteśmy z Podlasia spod samej granicy. Kiedy to się zaczęło, to nikt nas nie słuchał. Uważano, że Podlasie to jest coś zacofanego, że to się samo skończy i wystarczy wprowadzić bioasekurację, i wtedy nie będzie problemu. U nas troszeczkę się ustabilizowało, może dlatego, że nie ma już tylu gospodarstw, wobec tego jest mniejsze prawdopodobieństwo zarażenia. Jak nie ma świń, to nie ma również zarażeń. Być może jest trochę mniej dzików ale one są i cały czas boimy się o swoje gospodarstwa. Nadal nie przebiega odstrzał sanitarny, nie ma jakichś zasad, że jeśli w promieniu kilku kilometrów od gospodarstwa znajduje się dzik, to trzeba go odstrzelić mówił Mariusz Nackowski przedstawiciel producentów trzody chlewnej z Podlasia podczas protestu w Srocku, zorganizowanego przez AGROunię.

Pytamy naszego rozmówcę, jak przez lata funkcjonują gospodarstwa trzody chlewnej w strefach ASF?

- Sytuacja ustabilizowała się, my się do tego troszeczkę przyzwyczailiśmy się. Musieliśmy poczynić pewne kroki jako gospodarstwo produkujące warchlaka, bo mieliśmy problem, by go sprzedać. Natomiast w tej chwili jesteśmy nękani przez sądy, jesteśmy oskarżani o wprowadzanie zagrożenia, wybuchem choroby, którą sprowadziło na nas państwo.

- Weterynaria stwierdziła, że nie mamy maty wystarczająco długiej, natomiast nikt jej nie zmierzył i do dzisiaj wszyscy uważają, że ta mata była za krótka i za wąska, pomimo tego, że nikt jej nie zmierzył, a ja wykazałem, że ona była wystarczająca. (...) Męczymy się po sądach, od kilku lat nie mamy odszkodowania za wybite zwierzęta. Najważniejsze, aby zlikwidowano źródło afrykańskiego pomoru, czyli dzika. Jeżeli dzika nie zdejmiemy z okolicy ferm, to będziemy się zarażać.

Jak wygląda handel trzodą chlewną na terenach ASF?

- Ceny w ogóle są dziwne i nieopłacalne, dzieje się również dlatego, że zboża są stosunkowo drogie. Natomiast wykorzystując sytuację, że są strefy, zakłady obniżają ceny o 50-60 gr. Nie chcą brać, te tuczniki, które tutaj są, będą poprzerastane. One będą nic niewarte dla przemysłu. Co wyrośnie powyżej 150 kg, będzie zapłacone po bardzo niewielkich cenach - podkreślał Mariusz Nackowski.