Według "GPC" sytuacja ta ma związek z ASF, którego jeszcze nie ma w Niemczech, a które jest problemem w Polsce, gdzie od czterech lat toczy się naukowa debata o tym, czy zabijać dziki. "To, co u nas budzi niekończące się spory i emocjonalną dyskusję o losie dzików, w Niemczech nie wzbudza żadnych kontrowersji" - czytamy.

Decyzję o odstrzale dzików - pisze dziennik - niemieccy politycy podjęli natychmiast, gdy wirus ASF pojawił się na terenie Polski i Czech. "Jest to dla Niemców powód do dumy. Jak podaje niemiecki odpowiednik PZŁ, według wyliczeń Wyższej Szkoły Weterynaryjnej w Hanowerze myśliwy potrzebuje średnio co najmniej 20 godz. na ustrzelenie dzika" - czytamy.

"Całościowo odstrzelenie wszystkich dzików, czyli ponad 800 tys. sztuk, zajęło myśliwym łącznie 14,4 mln godz. Oczywiście wartość tej usługi wyceniono. Kosztowała ona 145 mln euro (ponad 600 mln zł)" - podaje gazeta.

Jak cytuje, wiceprzewodniczący Niemieckiego Związku Łowiectwa dr Wolfgang Bethe podkreślał, że myśliwi wcielili w życie zalecenia polityczne. "Stwierdził również, że to dzięki działaniom myśliwych ASF nie występuje w Niemczech" - dodaje dziennik.

Według "GPC" rosnący za Odrą odstrzał dzików jest problemem dla Polaków. "Jak się bowiem okazuje, ceny w skupach nigdy nie były tak niskie. Dzisiaj za kilogram mięsa dzika skup płaci ok. 2 zł. Dochód z tytułu sprzedaży trafia do koła łowieckiego" - podaje gazeta.