Po dość korzystnym dla producentów żywca wieprzowego roku 2017 przyszedł niestety czas na kryzys. Ów kryzys jest niestety najpotężniejszy od lat, wielu producentów nie zetknęło się jeszcze z tak trudną sytuacją, z jaką obecnie mierzyć musi się branża. Głównym, aczkolwiek nie jedynym problemem jest dramatycznie niska opłacalność produkcji. Oznaki kryzysu obserwowaliśmy co prawda już w ostatnim kwartale 2017 roku, niemniej jego apogeum przypadło na ostatnich 12 miesięcy. W tym okresie były zaledwie dwa krótkie momenty, w czasie których ceny żywca osiągnęły zadowalający poziom. Przez większą część roku ceny skupu żywca utrzymywały się na poziomie nie zapewniającym opłacalności produkcji.

Jeszcze na początku września wydawać się mogło, że najgorsze już za nami. W tym czasie ceny podskoczyły do zupełnie przyzwoitego poziomu. Za półtusze w klasie E płacono wówczas w granicach 6,20 zł netto za kilogram, za żywiec zaś średnio 4,70 netto za kilogram. Sezonowy spadek cen jaki zaobserwowano jesienią, a zwłaszcza wzrost importu mięsa wieprzowego sprawił jednak, że pod koniec roku sytuacja producentów jest dramatyczna. Nie spadły one wprawdzie do tak niskiego poziomu jaki obserwowaliśmy podczas ostatniej „świńskiej górki” (na początku 2015 roku ceny żywca spadły poniżej 3,50 zł netto za kilogram), niemniej biorąc pod uwagę bardzo wysokie ceny zbóż paszowych, można zaryzykować stwierdzenie, że od wielu, wielu lat opłacalność nie znajdowała się na tak niskim poziomie jak obecnie.

Do tego dochodzi szereg innych problemów. Oczywiście największym z nich jest afrykański pomór świń. W ciągu ostatnich 12 miesięcy opanował on praktycznie całą północną część Warmii i Mazur, południowo - wschodnią Lubelszczyznę, oraz fragment Podkarpacia. Pomór szaleje również wokół aglomeracji Warszawskiej, jak i w samej stolicy. Według najnowszych danych, wirus znajduje się obecnie w odległości zaledwie 20 km od granic województwa łódzkiego, które znajduje się na trzecim miejscu w kraju pod względem produkcji żywca wieprzowego.

Rok 2018 był rekordowy zarówno pod względem liczby ognisk, jak i przypadków pomoru. Do dziś potwierdzono w kraju 109 ognisk choroby w stadach świń (ponad połowa wszystkich ognisk potwierdzonych w Polsce od 2014 roku), oraz 2286 przypadków pomoru w populacji dzików (ponad 70 proc. wszystkich przypadków dotychczas potwierdzonych w naszym kraju). Pod względem liczby przypadków choroby w populacji dzików jesteśmy w Europie niechlubnym liderem. Jeśli chodzi zaś o liczbę ognisk afrykańskiego pomoru świń, na Starym Kontynencie wyprzedza nas tylko Rumunia…

Prawdziwy problem z ASF rozpocząć się może jednak dopiero w momencie dotarcia wirusa do potężnych skupisk produkcji trzody chlewnej, jakimi są Wielkopolska, Kujawy, Ziemia Łódzka, a także północna – zachodnia część Mazowsza. Jakie będą konsekwencje takie rozwoju wypadków? Dziś chyba nikt nie potrafi sobie tego wyobrazić.

Duże zamieszanie wzbudziło również wstrzymanie importu polskiej wieprzowiny przez USA, co związane było z zaniedbaniami ze strony dwóch krajowych zakładów posiadających uprawnienia eksportowe na tamtejszy rynek. Choć embargo trwało zaledwie tydzień, wywołało spore tąpnięcie na krajowym rynku, którego konsekwencje obserwujemy do dziś.

W 2018 roku w branży wiele działo się również w skali globalnej. Dwa najważniejsze wydarzenia to wystąpienie afrykańskiego pomoru świń w Belgii, oraz w Chinach. Pomór w pierwszym z wymienionych państw doprowadził niestety do potężnego tąpnięcia cen żywca w naszym kraju. Z kolei rozwój choroby w Chinach budzi w europejskich producentach pewne nadzieje związane z możliwościami zwiększenia eksportu mięsa na tamtejszy rynek.

Niestety Unijna wieprzowina wciąż przegrywa konkurencję ze znacznie tańszym surowcem pochodzącym choćby z USA, Kanady, czy Brazylii. Jednocześnie cały kontynent obawia się rozwoju epizootii ASF. Już dziś szaleje ona w Polsce, Rumunii, czy krajach bałtyckich. Przypadki choroby potwierdzono w Belgii, w niewielkiej odległości od granic Niemiec i Francji. Ewentualne pojawienie się wirusa w którymś z tych państw wywoła kryzys, po jakim europejska produkcja żywca wieprzowego długo się nie pozbiera.

Czy w całej tej beczce dziegciu znajdzie się choć łyżka miodu? Pocieszeniem są dane KE dotyczące pogłowia świń w Unii Europejskiej. Wskazują one na wyraźny spadek pogłowia stada podstawowego u wiodących producentów świń w Europie. Sugeruje to, że w następnych miesiącach następował będzie stopniowy spadek podaży wieprzowiny na wspólnym rynku, co pociągnie za sobą powolny wzrost cen. Czy jednak przy szeregu niesprzyjających okoliczności pozwoli on na realna poprawę opłacalności produkcji? Tego nie wiemy, mamy jednak nadzieję, że zbliżający się powoli 2019 rok będzie dla całej branży o wiele lepszy niż minionych 12 miesięcy. Tego życzymy zarówno sobie, jak i wszystkim producentom żywca.