Rolnicy swoje obawy wyrazili na spotkaniu dotyczącym ASF, które z inicjatywy lokalnych związkowców z rolniczej „Solidarności” przed kilkoma dniami odbyło się w Grabicy, w powiecie piotrkowskim. Obecni na nim byli przedstawiciele resortu rolnictwa i środowiska, sejmowej komisji rolnictwa, izb rolniczych, lokalnych samorządów i służb. Rafał Romanowski – podsekretarz stanu w ministerstwie rolnictwa - zaprezentował wówczas rządowe propozycje zaostrzenia przepisów bioasekuracyjnych i wprowadzenia ich w całym kraju. Zapowiedzi te właśnie stają się faktem – nowe rygory zaczynają obowiązywać od marca br. Producenci tuczników z woj. łódzkiego krytykują forsowane przez rząd restrykcje. Uważają, że są nieprzemyślane, a ich jedynym efektem będzie ekonomiczne „pogrzebanie” tysięcy gospodarstw.

- To wszystko dzieje się poniewczasie, tak jak budowa płotu na wschodniej granicy, gdy ASF zalał już połowę kraju – uważa Janusz Tarka, producent trzody z Trzepnicy, w gminie Łęki Szlacheckie. – W naszym powiecie mamy wielkotowarową produkcję - duże, nowoczesne chlewnie, a rolnicy od dawna stosują zasady bioasekuracji. Wzmożone kontrole są w tych gospodarstwach zbyteczne, to niepotrzebne angażowanie sił i środków inspekcji, które i tak (przynajmniej u nas) mają problemy kadrowe.

- Ci, którzy nie mieli porządnych ogrodzeń wokół chlewni, zbudowali je nie oglądając się na obietnice rządowego wsparcia. Już jesienią były problemy z nabyciem betonowych prefabrykatów do budowy ogrodzeń, rolnicy zapisywali się na listy. Doszło do tego, że na dostawę czekać było trzeba trzy miesiące – dodaje Katarzyna Wocheń z Cisowej w gminie Grabica. - Rolnicy musieli zamawiać płoty w firmach oddalonych o kilkadziesiąt kilometrów.

Rolnicy są zdania, że bardziej przydałyby się ostre kontrole ciężarówek, którymi odbiorcy transportują świnie. Rzadko bowiem noszą one ślady jakiekolwiek dezynfekcji czy chociaż umycia po poprzednim transporcie, więc stają się groźnym wektorem przenoszenia wirusa do kolejnych gospodarstw. Kontrole w opinii producentów trzody wskazane są również w wytwórniach pasz.

Wiele kontrowersji wzbudziła też zapowiedź wprowadzenia obowiązkowej 30-dniowej karencji dla ziarna z własnych zbiorów przeznaczonego na paszę , i jeszcze bardziej restrykcyjne potraktowanie słomy używanej do ścielenia w chlewniach.

- Jeśli rolnik nie będzie mógł po żniwach zrobić paszy z własnego zboża, to będzie musiał to zboże kupić lub korzystać z gotowych pasz. To oznacza zaś drastyczne zwiększenie kosztów produkcji, co przy obecnych cenach skupu jest nie do przyjęcia. Już teraz produkujemy na progu opłacalności – mówi Jacek Miksa, producent trzody z gminy Wolbórz.

Dla wszystkich też jest jasne, że gdy zboże z naszych pól będzie „uwięzione” przepisami magazynach, na rynku popyt przerośnie podaż, a więc ceny pasz wzrosną. Braki na rynku wypełni importowane ziarno, zapewne ze Wschodu, gdzie ASF też szaleje i nikt nad nim nie panuje. Trudno znaleźć zrozumienie dla takich rozwiązań, bo one wcale polskiemu rolnictwu nie służą.

Zażenowanie piotrkowskich gospodarzy wzbudziły również zapowiedzi kontroli liczebności stad i obowiązku rejestracji zwierząt.

- Okazuje się, że resort środowiska ma w lasach dziki policzone co do 1/10 sztuki, choć nie noszą kolczyków, a nikt nie wie ile hodujemy świń. Jesteśmy chyba jedynym takim krajem na świecie - zauważa Jacek Miksa.

Komentarze rolników po spotkaniu z wysłannikami rządu w Grabicy nie pozostawiały cienia wątpliwości.

- Rząd przerzuca na nas i koszty i odpowiedzialność za walkę z ASF, nie dając żadnych gwarancji rekompensaty w razie klęski. Zaostrzanie przepisów służy jedynie ochronie budżetu, który w razie pojawienia się wirusa na obszarach wielkotowarowej produkcji byłby zagrożony. Mnożenie nakazów i zakazów ograniczy możliwość uzyskania odszkodowań i tylko o to rządzącym chodzi – ubolewali zgromadzeni pod remizą w Grabicy gospodarze.

Niedosyt gospodarzy powodował również fakt, iż od przybyłych dygnitarzy oczekiwali odpowiedzi na wystosowane w grudniu ub. r. postulaty. Większość z nich wciąż pozostaje w sferze mglistych obietnic, a o niektórych strona rządowa rozmawiać najwyraźniej nie chce. Chodzi m.in. o zapewnienie skupu interwencyjnego zdrowych świń, w przypadku wystąpienia choroby w hodowli, większej pomocy państwa przy spłacie zobowiązań kredytowych czy leasingowych rolników, równego traktowanie wszystkich hodowców, których świnie będą znajdować się w strefie zapowietrzonej.

Z powiatu piotrkowskiego pochodzi co 20 świnia, która trafia na rzeź w kraju, co stanowi 5% polskiego rynku. W powiecie tym zarejestrowanych jest 7.060 stad, posiadających łącznie pół miliona sztuk świń.