Po kilkunastu dobrych miesiącach, ostatni czas przyniósł drastyczne załamanie sytuacji na rynku trzody chlewnej. O ile jeszcze w pierwszym półroczu opłacalność produkcji nie wyglądała źle, to obecnie ceny tuczników znajdują się na rekordowo niskim poziomie. O przyczynach obecnego kryzysu rozmawiamy z doktorem Marianem Kamyczkiem, dyrektorem Zakładu Doświadczalnego Instytutu Zootechniki – PIB w Pawłowicach. Zdaniem specjalisty na obecną sytuację w wpłynęły przede wszystkim dwie epidemie – ASF i COVID:

- Pierwsza połowa roku była okresem w którym opłacalność produkcji utrzymywała się na przyzwoitym poziomie, jednak już pod koniec lipca ceny tuczników stopniowo zaczęły spadać. Później było już tylko gorzej. Moim zdaniem główny problem krajów UE to to, że nastawiły się one na duży eksport wieprzowiny do krajów Azji południowo-wschodniej. Rynki te faktycznie kupowały od nas ogromne ilości wieprzowiny, jednak wystarczyło wystąpienia ASF w Niemczech by na unijnym rynku pojawiać zaczęły się duże nadwyżki tuczników. Do tego dochodzą problemy związane z COVID-19: część zakładów z krajów wolnych od ASF straciła możliwości eksportu w związku z wystąpieniem ognisk choroby wśród personelu zakładów ubojowych. – mówi dr Kamyczek.

Zdaniem specjalisty, Chiny będą zmierzały w kierunku dalszego zwiększania swojej samowystarczalności pod względem wieprzowiny. Nie ułatwi to życia unijnym producentom:

- Na odbudowę produkcji trzody chlewnej Chiny przeznaczają ogromne środki finansowe, dodatkowo w kraju tym nie występuje problem ASF w populacji dzików, które w Europie stanowią główny wektor wirusa. Biorąc pod uwagę krótki czas trwania cyklu produkcji trzody chlewnej Chiny są w stanie dość szybko odbudować produkcję do poziomu sprzed wystąpienia ASF. Na rynek europejski zadziała to podwójnie negatywnie: nie tylko stracimy ważny  rynek zbytu, ale wzrost produkcji trzody w Chinach stworzy również wysoki popyt na białko sojowe. Pociągnie to za sobą wzrost światowych cen poekstrakcyjnej śruty sojowej – mówi w rozmowie z naszym portalem dr Marian Kamyczek.

Specjalista odniósł się także do zmian w eksporcie wieprzowiny z Polski, jakie obserwujemy w ostatnich miesiącach:

- Straciliśmy bardzo atrakcyjny rynek jakim są Stany Zjednoczone. O ile jeszcze w zeszłym roku kraj ten był największym importerem polskiej wieprzowiny, to dziś zajmuje on pod tym względem odległą pozycję.  Sytuacja w Niemczech wypiera nas również z niektórych rynków unijnych: przykładem jest tu choćby Słowacja. Kraj ten coraz częściej wybiera tańszą wieprzowinę pochodzącą z Niemiec kosztem polskiego mięsa – tłumaczy ekspert.

Zdaniem specjalisty obecna sytuacja sprawia, że czasy w których na produkcji trzody można było zarabiać duże pieniądze (tak jak miało to miejsce w zeszłym roku, czy pierwszych miesiącach roku obecnego) szybko nie wrócą. Za jakiś czas rynek z pewnością ustabilizuje się, trudno jednak liczyć, że opłacalność produkcji powróci do poziomu sprzed obecnego kryzysu.