Argumenty Słowaków mogą szokować naszych czytelników. Najwyraźniej w kraju, w którym Afrykański Pomór Świń oficjalnie jeszcze nie zawitał, społeczeństwo nie zdaje sobie sprawy z ogromnych konsekwencji, jakie powoduje wirus. Tamtejszy resort rolnictwa właśnie wprowadził całoroczny odstrzał, ale ma wątpliwości czy przyniesie on efekty.

- Aby odstrzał był skuteczny, myśliwi muszą czuć w nim interes. Istnieją obawy, że myśliwi nie będą mieli aż tak dużego zapotrzebowania na dzikie mięso. Ostatecznie może to wpłynąć na niską intensywność polowań - powiedziała Zuzana Peiger Ačjáková rzeczniczka prasowa słowackiego Ministerstwa Rolnictwa. Warto przy tym wyjaśnić czytelnikom, że słowaccy myśliwi zgodnie z obowiązującym tam prawem, po przeprowadzeniu badań upolowanej zwierzyny, mogą ją sprzedać usługowo, na przykład do restauracji.

Według Ministerstwa Rolnictwa kolejną wadą masowych polowań w kraju, który słynie z potraw z dziczyzny będzie nagły spadek wartości tego mięsa. Resort potwierdził także, że rząd nie ma instrumentów prawnych do tego aby zmusić myśliwych do polowań. Co ciekawe, władze Słowacji prowadząc monitoring dzików stwierdziły, że w ich kraju występuje nadpopulacja tych zwierząt. Szczególnie przy granicy z Ukrainą.

Trzeba przyznać, że podejście Słowaków do ochrony granic przed ASF-em jest bardzo lekkomyślne. Choć państwo graniczy z Ukrainą i Czechami, w których potwierdzono wirus, to przez granicę bez większych problemów można przewieźć mięso niewiadomego pochodzenia. Jest to nagminne, szczególnie w przypadku mieszkańców Ukrainy, którzy przyjeżdżając na Słowację do pracy często biorą ze sobą domowe przetwory mięsne. Przypomnijmy, że to właśnie tą drogą wirus dotarł do Czech.