Wojna w Ukrainie stanowi duże wyzwanie dla sektora zbożowo-paszowego. Czego potrzebuje ten sektor, aby odnaleźć się w obecnej sytuacji? Jakie działania powinni zostać podjęte? Na pytania te odpowiedział Adam Zaleski, dyrektor generalny De Heus Polska.

– Głównym przekazem płynącym z debaty na ten temat jest to, że chcemy współpracować z Ukrainą, chcemy pomagać. Jedną z form pomocy jest umożliwienie eksportu zboża, głównie kukurydzy, oraz śruty słonecznikowej i jakiejś części pszenicy – mówił Zaleski.

Zboże z Ukrainy a zyski polskich rolników

Jak dodał nasz rozmówca, głosy rządzących oraz praktyków ścierają się w toczących się dyskusjach na temat tego, co powinno zostać zrobione, żeby skala pomocy Ukrainie była większa, efektywniejsza i korzystna społecznie, ponieważ pojawiły się głosy wskazujące, że napływ tańszej kukurydzy z Ukrainy może powodować obniżenie zysków polskich rolników.

– Rozumiem te obawy, natomiast to są zawsze spadki lokalne. Z perspektywy lokalnych społeczności jest to problem, więc powinniśmy szukać rozwiązań. Jest na to kilka sposób, chociażby starania, aby relokować te wolumeny sprowadzane z Ukrainy, ponieważ 400 km dalej też jest zapotrzebowanie na tę kukurydzę. Rolnicy mogą też korzystać z kontraktów długoterminowych. Zawsze staramy się nawiązywać umowy kontraktacyjne z rolnikami, oczywiście w oparciu o pewne modele cenowe. W tym roku modele te zostały wielokrotnie zmodyfikowane i podążyły za rynkiem. Zawsze staramy się być elastyczni i rozumieć sytuację drugiej strony – stwierdził Zaleski. – Namawiam do kontraktowania, do wiązania się z firmami skupującymi, jak chociażby nasza, które chcą oferować pewną stabilność nie tylko sobie, ale i rolnikom. Jak pokazuje przykład tego roku, ta stabilność jest ważna – dodał.

Czy jest szansa na poprawę opłacalności na rynku trzody?

W ostatnich miesiącach gwałtownie rosnące ceny pasz dodatkowo pogorszyły sytuację na rynku trzody chlewnej. Opłacalność produkcji jest zerowa, a ceny mięsa nie rekompensują wzrostów kosztów produkcji. Czy jest szansa na poprawę rentowności w sektorze trzody? Jak zaznacza nasz rozmówca, jest to rynek globalny i hodowcy będą musieli zmierzyć się z nową rzeczywistością, w tym również z rosnącą konkurencją ze strony mięsa drobiowego.

– Polska od kilku lat jest częścią rynku globalnego i musimy nauczyć się obserwować co dzieje się w światowym handlu mięsem. Występuje wiele zmienności, w przypadku wieprzowiny są to zdarzenia związane z Chinami, Hiszpanią, Niemcami, ASF i barierami eksportowymi. Dodatkowo konkurujemy też międzygatunkowo. Dzisiaj produkcja drobiu jest efektywniejsza - mniejsza konwersja paszy i zużycie wody, krótszy cykl produkcyjny. Dodatkowo mięso drobiowe postrzegane jest jako chudsze i zdrowsze. W tym wszystkim hodowcy trzody muszą się odnaleźć – tłumaczył Zaleski.

Żywienie na mokro sposobem na obniżenie kosztów?

Jak stwierdził nasz rozmówca, sytuacja w sektorze trzody jest trudna również ze względu na to, że produkcja trzody w Polsce była od lat silnie rozproszona, prowadzona w małych gospodarstwach rodzinnych, a dziś taka skala produkcji odchodzi do lamusa. Zmianie ulega również żywienie świń.

– Kolejną kwestią jest sposób utrzymania świń, czyli żywienie i sposób utrzymania. To też ewoluuje. Pojawiają się nowe technologie, chociażby wracamy do technologii żywienia płynnego, czyli używamy ubocznych produktów, które są bardzo tanie, więc jest to sposób na obniżenie kosztów – mówił Zaleski. – Dzisiaj tradycyjne żywienie jest drogie, ale te alternatywne surowce, których można użyć w żywieniu na mokro, są relatywnie tanie. Technologia ta, choć na początku wydaje się droga, bo instalacja wymaga sporych nakładów, to nadal zapewnia opłacalność tuczu świń – dodał.  

Czy może komponentów paszowych?

W tym roku wiele się mówi o zawirowaniach na rynku pasz. Czy istnieje ryzyko, że w związku z wojną w Ukrainie zabraknie pasz lub poszczególnych surowców? Zdaniem Zaleskiego nie dotyczy to surowców strategicznych.

– Jest kilka surowców, głównie mineralnych, które były sprowadzane za pośrednictwem Rosji i Białorusi, myślę o fosforanach, i jest pewna obawa o ich dostępność, natomiast to nie są surowce strategiczne. Dodatkowo są inne kierunki i prawdopodobnie fosforany będą dostępne, może będzie trudniej i drożej, ale będą dostępne. Natomiast wszystkie główne surowce, czyli zboża, śruty i oleje, są dostępne i nie sądzę, aby było zagrożenie w kwestii ich dostępności. Oczywiście całkiem inną kwestią pozostaje sprawa ceny – tłumaczył nasz rozmówca.

Czy należy spodziewać się horrendalnych cen zbóż?

– Obecne notowania na giełdach pokazują pierwsze wyceny nowego zbioru na aktualnym poziomie lub nieco gorszym, ale nie są to duże różnice. Jednak moim zdaniem zbyt optymistyczne jest oczekiwanie radykalnego spadku cen. Trzeba być przygotowanym na to, że ceny będą się utrzymywały na wysokim poziomie, ponieważ utrzymują się na nim również ceny środków do produkcji. Wszystko podrożało, więc taniej pewnie nie będzie – stwierdził Zaleski.