Ostatnie dwa lata, a nawet dłużej, przebiegły pod znakiem rosnącego dramatu w zakresie opłacalności produkcji świń. Dotknęło to w pierwszym rzędzie producentów pracujących w systemie tzw. cyklu otwartego, i to zarówno tych wyspecjalizowanych w produkcji warchlaków, jak i tuczarnie, jednak bardzo szybko rentowność straciły także fermy pracujące w cyklu zamkniętym. Specyfika systemów spowodowała, że część przyczyn braku opłacalności była różna i dlatego cykl zmian rentowności też dla różnych systemów przebiegał odmiennie. Jest też grupa czynników uniwersalnych, które działają na wszystkie systemy produkcyjne tak samo i w tym samym czasie. Jakkolwiek by nie próbować analizować tematu, jedno jest pewne – w roku 2020 zaczął się trzeci poważny kryzys branży trzody chlewnej od momentu przystąpienia Polski do UE i wydaje się, że podobnie jak poprzednie dwa, przyczyni się on do kolejnego drastycznego spadku pogłowia świń i konieczności zwiększenia importu żywca lub produktów wieprzowych. W sposób oczywisty okres kryzysu jest czasem szukania oszczędności, których skuteczność może być warunkiem przetrwania. Fakt, że w relatywnie krótkim okresie jest to już trzeci taki kryzys i polscy producenci wypracowali pewne mechanizmy obronne. Oto ich krótka charakterystyka. 

Ograniczenie produkcji – redukcja strat

Krótkotrwałe okresy ograniczenia rentowności lub całkowitego braku opłacalności produkcji zdarzają się dość często zarówno w Polsce, jak i we wszystkich innych krajach Europy. Zwykle powodują wzmożenie czujności, ale nie generują żadnych gwałtownych reakcji zmierzających do poszukiwania i wdrażania działań naprawczych. Kiedy jednak okres kryzysowy zaczyna się nadmiernie wydłużać, pojawia się silna potrzeba redukcji strat i wówczas jedną z pierwszych pojawiających się koncepcji jest ograniczenie produkcji poprzez zmniejszenie jej skali i/lub intensywności. O ile to pierwsze może być krótkotrwale skuteczne, o tyle to drugie w zdecydowanej większości przypadków prowadzi docelowo do pogłębienia strat. Sama koncepcja, szczególnie w początkowym okresie kryzysu, dotyczy zwykle gospodarstw mniejszych, a jej wdrażanie zazwyczaj zaczyna się w stadach prowadzących tucz otwarty, gdzie manipulowanie wielkością grup produkcyjnych jest dużo łatwiejsze i nie wykazuje długofalowego wpływu na funkcjonowanie gospodarstwa. Można bowiem pominąć jeden rzut produkcyjny w sytuacji, kiedy koszty zakupu zwierząt i pasz są tak wysokie, że nie dają realnej możliwości ich nadrobienia wartością sprzedaży żywca. W sposób oczywisty jest to działanie, które też musi mieć wyznaczone granice czasowe, ponieważ pusty budynek też generuje koszty, które trzeba zrekompensować z innej działalności. Jednak to, co relatywnie łatwe i bezpieczne w tuczu otwartym, staje się zadaniem trudnym i bardzo ryzykownym w cyklu zamkniętym. Trudnym, ponieważ ograniczenie produkcji związane jest ze zmniejszeniem liczby loch krytych, a zatem czas, jaki upływa od podjęcia działania do realnie widocznego efektu, jest bardzo długi. Ryzykownym, ponieważ bardzo często okazuje się, że podejmując takie działanie, wstępujemy na ścieżkę jednokierunkową. Pozornie zakładamy, że kiedy sytuacja ekonomiczna się poprawi, to rozpoczniemy odbudowę stada, jednak i te działania wymagają bardzo dużo czasu i są kosztowne, co oznacza, że może nie wystarczyć środków i determinacji, aby przywrócić początkową wielkość stada. I to jest główną przyczyną gwałtownych, notowanych w okresach kryzysowych spadków pogłowia, które zwykle idą w parze ze zmniejszaniem się liczby gospodarstw utrzymujących świnie.

Czy należy zatem taką strategię rozpatrywać jako błędną? Odpowiedź nie jest oczywista. Każdorazowy kryzys, jaki dotknął branżę trzodową w ostatnich kilkunastu latach, powodował spadek pogłowia i liczby gospodarstw, ale jednocześnie przyczyniał się do znaczącej poprawy średnich krajowych wyników produkcyjnych, świadcząc o eliminacji z rynku producentów o niskich kompetencjach i potencjale, a pozwalając przetrwać tym lepiej zorganizowanym i wydajniejszym. W skali makroekonomicznej miało to zatem zalety do momentu osiągnięcia granicy bezpieczeństwa zaopatrzenia rynku krajowego w polską wieprzowinę. Ta granica została przekroczona dość dawno i od tego czasu wzrost wskaźników produkcyjnych nie rekompensuje strat związanych z poważnym zaburzeniem relacji importu do eksportu, która w naszym kraju jest skrajnie niekorzystna.

Tańsze rozwiązania żywieniowe

Drugim rozwiązaniem branym pod uwagę w ramach poprawy rentowności jest poszukiwanie alternatywnych rozwiązań w zakresie kosztów bezpośrednich, z których najważniejszym jest zakup pasz lub surowców do ich produkcji. W zależności od systemu produkcji żywienie szacowane jest na 50 do 75. proc. sumy kosztów bezpośrednich, więc ten kierunek rozumowania wydaje się najracjonalniejszy i dający największe nadzieje na skuteczność. Na temat alternatywnych sposobów żywienia powstało bardzo dużo opracowań, z których wyłania się klarowny obraz zasad, jakimi należy kierować się przy doborze surowców paszowych. Podstawowa zasada to ograniczanie ryzyka. Wprowadzanie niestandardowych, tańszych surowców paszowych może takie ryzyko generować i musi być ono wzięte pod uwagę. Z tego powodu najlepszy surowiec alternatywny to taki, który jest podobny do standardu, tylko od niego tańszy. Druga zasada to maksymalizacja efektu pozytywnego, który możliwy do osiągnięcia jest tylko wówczas, kiedy zmiana jest ilościowo i jakościowo znacząca. Biorąc pod uwagę proporcje występowania surowców w paszach, najlepszego efektu należy oczekiwać przy wprowadzaniu alternatywnych zbóż, ponieważ to one stanowią największy udział w mieszance, a jednocześnie poszczególne gatunki są do siebie podobne w zakresie składu chemicznego ziarna, więc ryzyko zmiany jest stosunkowo niewielkie. Oczywiście, podjęcie decyzji w zakresie zmiany musi zostać poprzedzone analizą uwarunkowań rynkowych, ponieważ relacje kosztów zastosowania są wartością zmienną w czasie. Należy pamiętać, że z ekonomicznego punktu widzenia zamiana nigdy nie jest efektywna w stosunku 1:1. Tańsze zboże to tańsza pasza, ale być może nieco gorsze wyniki produkcyjne, co też w kalkulacji musi zostać uwzględnione. Podobnie należy podejść do alternatywnych surowców białkowych, jednak w tym przypadku konieczne jest też uwzględnienie znacznie większych różnic w wartości pokarmowej i strawności pomiędzy stanowiącą standard śrutą sojową a potencjalnymi surowcami alternatywnymi. Znacznie mniejszy udział surowców białkowych w paszy powoduje, że rozwiązania alternatywne są też ekonomicznie mniej efektywne niż w przypadku zbóż, a ryzyko zamiany może być większe. Ostatnia grupa surowcowa, czyli MPU i dodatki, stanowi niewielki udział w paszy i dlatego ich zamiana zwykle niesie za sobą niewielki efekt ekonomiczny przy jednocześnie bardzo wysokim ryzyku wygenerowania poważnych niedoborów witamin czy substancji mineralnych. Z tego powodu szukanie oszczędności poprzez zakup tańszych MPU może okazać się nieracjonalne i docelowo bardziej kosztowne niż zakup droższych, ale lepszych.

Oszczędności w kosztach pośrednich

Jak każda forma działalności gospodarczej rolnictwo generuje zestaw kosztów, które można podzielić na dwie podstawowe kategorie. Koszty zwierząt, paszy czy obsługi weterynaryjnej należą do kategorii bezpośrednich, ale oprócz nich pozostają liczne pozycje kosztów pośrednich, do których należą media, paliwa, ubezpieczenia, amortyzacja budynków itp. Niektóre z tych pozycji kosztowych można w znaczący sposób ograniczyć w działalności bieżącej, wymaga to jednak poniesienia wysokich kosztów inwestycyjnych. Istnieją liczne rozwiązania techniczne i technologiczne pozwalające generować oszczędności w zakresie ogrzewania budynków inwentarskich, poczynając od krzyżowych rekuperatorów, poprzez gruntowe wymienniki ciepła, panele solarne i pompy ciepła. Pomimo iż są to rozwiązania znane od wielu lat, wciąż na etapie inwestycyjnym są bardzo kosztowne, zatem ich zastosowanie musi zostać rozliczone na wieloletni okres amortyzacji. Fotowoltaika rozwiązuje problem kosztów energii elektrycznej, ale i tu konieczne są duże inwestycje. Jeszcze wyższe koszty inwestycyjne związane są z założeniem biogazowni, przy czym jest to inwestycja uzasadniona tylko w przypadku dużych obiektów albo grupy mniejszych ściśle współpracujących. Koszty inwestycyjne stanowią zaporę, która byłaby nie do przejścia dla większości gospodarstw, jednak w tym zakresie można uzyskać znaczącą pomoc z różnych funduszy strukturalnych pochodzenie UE lub krajowego. Być może warto po nie sięgnąć w ramach szukania oszczędności, należy jednak pamiętać, że są to działania w długiej perspektywie, a nie bieżące mikrooszczedności, aby przetrwać.

Produkcja kontraktowa

Brak stabilności ekonomicznej rynku skłania wielu producentów do poszukiwania rozwiązań alternatywnych o zwiększonym poziomie bezpieczeństwa. Przy braku systemu regulacji funkcjonowania rynku na poziomie krajowym powstały liczne lokalne rozwiązania formalnoprawne wiążące producenta z dostawcami zwierząt i paszy oraz odbiorcami żywca, przy z góry określonym wynagrodzeniu za odstawioną do zakładów mięsnych sztukę. Niewątpliwą zaletą tego rozwiązania jest eliminacja ryzyka rynkowego i ustabilizowanie dochodu, niezależnie od wartości kosztów bezpośrednich i aktualnej ceny żywca. Wadą jest konieczność akceptacji mniejszego niż w produkcji wolnorynkowej dochodu, w sytuacji dobrej koniunktury rynkowej. Wobec faktu, że w ostatnich latach w Polsce okresy kryzysu trwają znacznie dłużej niż dobrej koniunktury, łatwo zrozumieć, dlaczego popularność systemu kontraktowego systematycznie rośnie. Ten wzrost dla wielu stanowi niepojący sygnał destabilizacji polskiego rynku trzodowego i jego silnego uzależnienia od podmiotów zagranicznych, jednak brak innych skutecznych rozwiązań zagłusza te opinie i coraz więcej producentów decyduje się na ścisłą współpracę kontraktową, aby zapewnić sobie bezpieczeństwo albo przynajmniej przetrwanie. 

Integracja

Od momentu przystąpienia do UE w Polsce bardzo dużo mówi się o poziomej integracji producentów rolnych, której celem jest obniżenie kosztów i zwiększenie efektywności produkcji grupy w porównaniu do pojedynczych gospodarstw. Preferowaną i efektywnie dofinansowywaną formą integracji było zakładanie grup producentów rolnych, jednak pomimo że idea sama w sobie była bardzo dobra, to jej realizacja w naszym kraju okazała się w większości przypadków nieskuteczna. Inną formą integracji jest działanie na szerszą skalę poprzez zakładanie związków producentów działających nie lokalnie, jak grupy producentów, ale na terenie całego kraju. Obecnie w Polsce działają trzy związki zrzeszające hodowców i producentów świń i żaden z nich nie ma dominującej pozycji. Biorąc pod uwagę, że w kraju działa też ogromna rzesza gospodarstw niezrzeszonych, należy uznać, że system integracji poziomej jest bardzo upośledzony, co jest zjawiskiem bardzo negatywnym z punktu widzenia stabilności i przewidywalności rynku. Jest to też jedna z przyczyn popularności i powszechności produkcji kontraktowej, która w innych krajach UE w zasadzie nie istnieje albo ma bardzo ograniczony zasięg i znaczenie. Dlaczego? Ponieważ w większości tych krajów działają prężne związki zrzeszające wszystkich albo zdecydowaną większość krajowych producentów. Są też one profesjonalnie zarządzane i poprzez rozwinięty system kontaktów i bieżących negocjacji zapewniają stabilność rynku i ograniczenie amplitudy wahań rentowności produkcji. 

A może pomoc polityczno-administracyjna?

Rolnictwo polskie wiązało duże nadzieje z przystąpieniem naszego kraju do wspólnoty europejskiej. W wielu przypadkach nadzieje te się spełniły, ale były też gałęzie produkcji, które na akcesji do UE ucierpiały. Jedną z nich jest produkcja świń. Przyczyn takiego efektu było wiele, ale bez wątpienia znaczne trudności finansowania inwestycji z funduszy strukturalnych, ogromne problemy w lokowaniu nowych obiektów i brak silnej organizacji lobbującej wysuwają się na czoło. Moment pojawienia się specjalnej kategorii wydzielonego funduszu na wsparcie produkcji świń w ramach PROW był zdecydowanie spóźniony i nadmiernie obwarowany różnymi ograniczeniami, więc jego skuteczność była niewystarczająca. Czy da się to zmienić? Potrzebna byłaby dobra wola, żeby poszukać efektywnych i zgodnych z prawem UE rozwiązań. Zachowawczość w tej kwestii w Polsce jest ogromna i na większość monitów w tym zakresie pada znana i jakże frustrująca odpowiedź: „Unia nie pozwala”. Bardzo często jest to odpowiedź na wyrost, wygodna i chociaż niezgodna z prawdą, to dająca względne bezpieczeństwo i komfort temu, kto jej udziela. Taka pomoc ze strony klasy rządzącej i urzędników byłaby bardzo cenna, ale liczyć na nią mogą tylko branże zdolne do silnego i efektywnego lobbingu. Produkcja świń się do nich nie zalicza. I to każe nam wrócić do poprzedniego punktu, czyli integracji. Stabilizację rynku trzodowego w Polsce zapewnić może tylko silna, prężna i profesjonalnie zarządzana organizacja zrzeszająca wszystkich albo zdecydowaną większość producentów. I to jest klucz do zmniejszania kosztów i zwiększania dochodów w długiej perspektywie. Wszystko inne to doraźne działania w stylu „tonący brzytwy się chwyta”, a tak nie da się rozwiązać problemów. Najważniejsze przesłanie, jakie wyłania się z analizy ekonomicznej rynku trzodowego lat 2004-2022, to nie wypracowanie strategii radzenia sobie w kryzysie, tylko wypracowanie systemu zapobiegającego występowaniu kryzysu. A to może być skuteczne tylko w środowisku w pełni zintegrowanym i działającym razem dla wspólnego dobra.