Walka z ASF - constans

Nie od dziś wiadomo, że bolączką krajowej produkcji świń, która dobija hodowców, tym bardziej w czasach kryzysu na rynku trzody chlewnej, jest afrykański pomór świń (ASF). Partia obecnie rządząca, miała długi czas, by zaznajomić się z różnymi aspektami tej choroby, bo pierwsze ogniska ASF u dzików i świń odnotowano w 2014 r.  Choć warto tu zaznaczyć, że zwykle pierwsze działania w ograniczaniu rozprzestrzeniania się choroby są kluczowe, co jasno pokazały doświadczenia innych krajów skutecznie walczących z ASF, jak np. Belgia i Czechy, to mimo tego nie bez znaczenia były też dalsze wytyczne rządzących. Podejmowane przy okazji kolejnych ognisk i nowych terenów dotkniętych chorobą. Miały one istotny wpływ na dzisiejszy obraz hodowli świń w Polsce oraz fakt, ile gospodarstw utrzymujących świnie zdołało przetrwać.

Przypomnijmy, w trakcie Zgromadzenia Polskiej Wsi zorganizowanego przez Prawo i Sprawiedliwość Henryk Kowalczyk wicepremier i minister rolnictwa zaznaczył, że ASF to jest choroba, z którą musimy się nauczyć żyć. - Żeby nie mówić, że ją zlikwidujemy, bo Hiszpania zlikwidowała co prawda, ale przez 3 lata nie było żadnej produkcji trzody chlewnej, więc chyba nie takimi metodami. Natomiast, myśmy bardzo wydatnie pomogli rolnikom w bioasekuracji, w redukcji populacji dzików i mamy efekty. W ubiegłym roku jeszcze było 124 ogniska ASF,  a w tym roku jak na razie tylko 14. Te liczby są miarą naszego sukcesu ale co nie znaczy, że będziemy na tym poprzestawać, będziemy dalej troszczyć się o to aby ta choroba się nie rozprzestrzeniała w Polsce – mówił.

Racją jest, że liczba ognisk ASF w stadach świń jest szczęśliwie dużo niższa niż w 2021, dramatycznie rekordowym roku. Jednak to tylko wierzchołek złożoności tego tematu. Przede wszystkim, według danych ARiMR pod koniec 2022 r. mieliśmy niecałe 60 tys. stad trzody chlewnej w Polsce. To oznacza, że od końca 2019 r., tej produkcji zaprzestało drugie tyle gospodarstw. Tak wielkiej zapaści w tym dziale rolnictwa jeszcze nie było, niewielkie też mamy pogłowie świń, bo równe 9,6 mln świń – dane GUS z czerwca br. podobnie stado loch, świadczące o sile krajowej hodowli także regularnie się kurczy – wynosi ok. 600 tys. loch. To oznacza jedno, co by się nie wydarzyło to w praktyce wirus już nie do końca ma się jak przemieszczać pomiędzy stadami oraz wnikać do nich, bo jest ich znacząco mniej. 

Dodatkowo, warto też podnieść element, stałego i regularnego wdrażania i podnoszenia standardów bioasekuracji w krajowych stadach. Począwszy od większej świadomości, chociażby w przestrzeganiu stref czysta – brudna, po większą czujność hodowców przy zakupie zwierząt, izolację i ogrodzenie gospodarstw od przypadkowego kontaktu z dzikami czy też coraz to wyższy poziom mycia i dezynfekcji, obiektów, sprzętów wykorzystywanych na co dzień w produkcji. Wiele wiedzy przekazano w ciągu tych lat walki z ASF, wiele też obostrzeń i wymogów bioasekuracyjnych wdrożono, w szczególności w strefach w różnym stopniu dotkniętych chorobą. Dlatego też w tym sukcesie niewielu ognisk ASF w Polsce nie można też pomniejszać pracy i inwestycji podjętych przez hodowców świń.

W temacie zwalczania ASF wypowiedziała się pod koniec roku Najwyższa Izba Kontroli, która przeprowadziła kontrolę w tym zakresie w latach 2019-2021.

Wskazała szereg niedociągnięć w zakresie działania Inspekcji Weterynaryjnej, jak np. niewłaściwe i opóźnione dysponowanie środkami finansowymi niezbędnymi do zwalczania i zapobiegania ASF czy niewystarczające przeprowadzanie kontroli bioasekuracji oraz monitoringu stad w regionach zagrożonych ASF. Warto przy tym pamiętać, że patrząc na działania Inspekcji, łatwo wytykać uchybienia, natomiast wystarczy spojrzeć nieco wstecz, by przypomnieć sobie z jakimi trudnościami, nawałem dodatkowej pracy mierzyli lekarze weterynarii. Mam tu na myśli w szczególności 2021 r. gdy Inspekcja walczyła z licznymi i dużymi ogniskami nie tylko afrykańskiego pomoru świń ale i wirusa grypy ptaków. Nikt nie miał wówczas wątpliwości, że jest to ogromny wysiłek realizowany bez wystarczających zasobów kadrowych jak i finansowych. 

Ułatwienia bez strategii odbudowy pogłowia?

Jakie udogodnienia dla hodowców świń zaprezentował jeszcze wicepremier pod koniec roku w Przysusze? Podkreślił, że pomoc finansowa będzie kontynuowana. Nie będzie to pomoc tej samej wielkości, co tegoroczna należna stadom w których urodziły się prosięta. Wysokość pomocy będzie zależała od liczby zgłoszonych świń. Przykładowo, jeżeli rolnik zgłosił do rejestru co najmniej 10 sztuk, pomoc wyniesie 2,4 tys. zł, a w przypadku 600 sztuk - 70 tys. zł. Według projektu rozporządzenia, pomoc przyznana zostanie rolnikowi, który do 15 maja 2022 r. zgłosił do rejestru zwierząt gospodarskich oznakowanie co najmniej 10 świń urodzonych w siedzibie stada od 1 kwietnia 2021 r. do 31 marca 2022 r. 

Tak więc wsparcie finansowe jest kontynuowane, jak podkreślają od wielu miesięcy eksperci związani z branżą – pogłowia to nie odbuduje, ale na pewno pozwoli przetrwać części gospodarstw.

Wicepremier wyliczał następne działania, jednocześnie podkreślając: Mam nadzieję, że to w części skompensuje i przyczyni się do tego, że rolnicy będą odbudowywać hodowlę trzody chlewnej. Do tej odbudowy będziemy przestępowali. To jest obniżenie opłat za świadectwa pochodzenia zwierząt, a za kilka miesięcy całkowicie likwidacja świadectw pochodzenia zwierząt. Chcemy to zrobić przygotowując alternatywny sposób, weryfikacji przemieszczenia, czyli poprzez budowę Identyfikacji i Rejestracji Zwierząt w ARiMR, ale też chcemy wspomóc, by na wzór hodowców bydła, hodowcy trzody chlewnej mieli dodatkową pulę dopłat do paliwa rolniczego.

Na pewno zapowiedzi, chociażby likwidacji tradycyjnych świadectw zdrowia zwierząt wyglądają obiecująco. Jednak warto przypomnieć, że latem nagle te stawki znacząco wzrosły, a dopiero po zażaleniach rolników i organizacji branżowych, opłaty dla hodowców świń zostały obniżone. Natomiast, być może ich przyszła wyłącznie elektroniczna forma ma być jakąś namiastką niedoszłej Inspekcji Bezpieczeństwa Żywności, czyli uproszczenia oraz skoordynowania kontroli i nadzoru nad żywnością od pola do stołu, zmniejszenia liczby kontroli w gospodarstwach, modernizacji zbierania i przepływu danych, a przede wszystkim minimalizowaniem biurokracji. To zadanie przez lata, mimo wielu zapowiedzi, a nawet stworzenia stanowiska Pełnomocnika Rządu do spraw organizacji struktur administracji publicznej właściwych w zakresie bezpieczeństwa żywności - nie doszło do skutku.

Na koniec wicepremier podkreślił, jak ważne jest uproszczenie i weryfikacja wymogów bioasekuracji dla gospodarstw utrzymujących trzodę chlewną na własne potrzeby. - No i myślę, że największa sprawa, o którą domagali się rolnicy, czyli w bardzo uproszczonym systemie bioasekuracji chów na własne potrzeby. Praktycznie bez kontroli, bez niczego, to co w dzisiejszych czasach bezpieczeństwa żywnościowego rolnicy powinni otrzymać – zaznaczył. Trudno na razie powiedzieć jak to rozumieć ale jeszcze przed chwilą rolnicy likwidowali swoje przydomowe hodowle, bo nie spełniali wymogów bioasekuracji. Nie opłacało im się do nich dostosowywać. Zaś z drugiej strony obserwowaliśmy, jeszcze w 2021 r. znaczący wysyp ognisk ASF właśnie w tych najmniejszych stadach. Czy teraz, po tych kilku solidnych latach przekonywania do wdrażania bioasekuracji będzie przyzwolenie na utrzymanie świń „bez kontroli, bez niczego”? Brzmi to co najmniej zastanawiająco, patrząc na lata walki z ASF w Polsce.

W tym podsumowaniu i prezentacji dalszych działań niestety nie widać strategii działań, koniecznych do wdrożenia, by odbudowywać krajową produkcję świń, krajową hodowlę, tym samym odchodzić od importu zwierząt z zagranicy. Nie są to też działania, które zachęcałyby do rozwoju profesjonalnej produkcji świń w gospodarstwach indywidualnych, patrząc przede wszystkim dziś na koszty rozbudowy chlewni, koszty żywienia zwierząt i ogrzewania budynków, szczególnie tych służących właśnie do odchowu prosiąt. Produkcji, która z roku na rok w Polsce dosłownie zamiera.