• Pogłowie świń hodowlanych z roku na rok spada. Ta tendencja jest bardzo niepokojąca.
  • POLSUS zwraca uwagę na konieczność opracowania i wdrożenia w życie strategii produkcji prosiąt. 
  • POLSUS zawnioskuje o to, by wprowadzić wsparcie do wielkości produkcji również w przypadku świń, tak jak jest to w przypadku niszowych sektorów roślinnych, jak len, konopie czy chmiel.

„Farmer”: Sektor trzody chlewnej podlega niekorzystnym wahaniom – niestety, te trudne okresy trwają coraz dłużej. Jak w tym wszystkim odnajduje się polska hodowla?

Anna Hammermeister: Pogłowie świń hodowlanych z roku na rok spada. Ta tendencja jest bardzo niepokojąca. Według zestawienia za lata 2003-2020 dla ras wbp i pbz pogłowie spadło odpowiednio o: 80 i 83 proc. Z kolei, jeśli weźmiemy pod uwagę okres ostatnich 10 lat, to średnio pogłowie spadło o 56 proc. Dzisiaj POLSUS zrzesza nieco ponad 200 hodowców, a ich liczba oraz liczba stad pod oceną zmniejszyły się w ciągu ostatnich 10 lat o ok. 50 proc. Skurczyła się również średnia wielkość stada, które dziś średnio wynosi 24 lochy. Aktualnie mamy ok. 6,5 tys. loch różnych ras pod oceną, a taką liczbę loch mieliśmy w 2003 r. tylko w Wielkopolsce. Dlatego dzisiaj głównym celem powinno być to, by hodowcy prowadzący hodowlę w cyklu zamkniętym nie podejmowali tak dramatycznych decyzji, jak całkowita rezygnacja z hodowli. Własna hodowla to własne bezpieczeństwo żywnościowe i hodowlane. 

Niektórzy twierdzą, że zwierzęta zawsze można sprowadzić. To prawda, ale dziś można sprowadzić po cenie wyższej niż nasze, a gdy zlikwidujemy swoje zasoby, to cena będzie jeszcze mniej atrakcyjna. Pozostanie tucz zagranicznych zwierząt i wspieranie rolników z Danii, Niemiec czy z Belgii. 

Ważnym aspektem jest również to, że COVD-19 pokazał wszystkim, jak ważne są zielone korytarze dla transportu żywności. Niemcy już zauważyli, że w większym stopniu trzeba stawiać na własną produkcję, na własnych pracowników, skracać łańcuchy dostaw oraz nie uzależniać się w całości od importu. 

Pod koniec grudnia odbyło się spotkanie z Grzegorzem Pudą, ministrem rolnictwa i rozwoju wsi, na temat problemów branży hodowli trzody chlewnej i możliwych propozycji rozwiązań, które miałyby służyć poprawie tej sytuacji. Na jakie działania zwracaliście Państwo uwagę?

Mówiliśmy o potrzebie ochrony stada loch hodowlanych, by stanowiły bezpieczną pulę genetyczną. Ważne, aby utrzymane zostały własne, krajowe zasoby genetyczne, bo to jest praca hodowlana kilkudziesięciu lat. To nasz polski, zootechniczny dorobek wpisany w Polskich Księgach Hodowlanych i to trzeba chronić. Zwróciliśmy się z prośbą do pana ministra, że aby zachować resztki polskiej hodowli, potrzebne jest wsparcie dla hodowców świń. 

Hodowcy mają dofinansowanie do usługi oceny na poziomie maksymalnie 70 proc. ponoszonych kosztów. Brakuje tych 30 proc., by obecnie wspomóc hodowców. Przykładowo w stadzie liczącym 50 loch hodowca ponosi koszty oceny hodowlanej w ciągu roku na poziomie ok. 10 tys. Pomocne byłoby zmniejszenie tego obciążenia. Wnioskowaliśmy, żeby odciążyć hodowców w taki sposób, aby ponosili tylko 10 proc. kosztów oceny zamiast 30 proc. W ciągu roku koszty takiego wsparcia wyniosłyby w sumie 800-900 tys. zł dla wszystkich hodowców w kraju.

Nie musiałoby to być dofinansowanie na stałe, ale chociaż w czasie takiego kryzysu, jaki obecnie obserwujemy. Tak, aby rolnicy nie podejmowali decyzji o rezygnacji z hodowli, bo jeśli to się stanie, to już do niej nie wrócą. Niestety, otrzymaliśmy od ministerstwa odpowiedź, która nie jest dla nas satysfakcjonująca. Podkreślono, że przepisy unijne pozwalają na dofinansowanie hodowli w wysokości do 70 proc. My to wiemy, ale zależało nam, by urzędnicy pochylili się nad tym problemem i być może znaleźli rozwiązanie tej sytuacji. 

Jakie z pozostałych działań nadal są kluczowe dla branży?

Zwracaliśmy uwagę na konieczność opracowania i wdrożenia w życie strategii produkcji prosiąt. Powinno być to przemyślane i długofalowe działanie, uwzględniające poprawę słabych elementów tego łańcucha. Od Ministerstwa Rolnictwa otrzymaliśmy odpowiedź, że POLSUS jest związkiem odpowiedzialnym za prowadzenie ksiąg hodowlanych i zarzadzanie hodowlą, ma do tego upoważnienie MRiRW i nic nie stoi na przeszkodzie, by POLSUS opracował i wdrożył taką strategię. My oczywiście mamy strategię hodowlaną, mamy programy zatwierdzone przez ministerstwo, wyznaczone cele hodowlane, metody badawcze, to wszystko mamy, ale to jest tylko jeden z elementów kompleksowej strategii produkcji prosiąt. Dlatego też nie można całej odpowiedzialności za opracowanie takiej strategii przenosić na POLSUS. Warto też przypomnieć, że pod patronatem ministerstwa w 2013 r. opracowaliśmy taką strategię, przy udziale całej branży, szeregu organizacji rolniczych. To była dogłębna analiza. Wówczas ten dokument zdobył szerokie uznanie i urzędników, i branży, jednak tylko na tym uznaniu się skończyło. Część dotycząca budynków weszła do ówczesnego PROW, ale to było za mało.

Jaki wpływ na hodowlę miał ASF?

Cały czas strefy ASF są poważnym utrudnieniem w funkcjonowaniu, czasami jest to zakaz przemieszczania świń i materiału hodowlanego poza strefę – pomiędzy hodowlami czy do Stacji Kontroli Użytkowości Rzeźnej Trzody Chlewnej. Teoretycznie można dostać pozwolenie na takie działanie, jednak w praktyce często Powiatowy Lekarz Weterynarii nie wydaje takiej zgody. Wówczas zwierzę hodowlane może trafić co najwyżej na rzeź jako zwykły tucznik. 

Kolejnym, sygnalizowanym przez hodowców problemem są badania pod kątem ASF, które należy koniecznie wykonać przed dostarczeniem zwierząt do uboju. Przepływ wyników jest dość utrudniony. Może konieczne byłoby wprowadzenie dyżurów przez Inspekcję Weterynaryjną lub przesyłanie równolegle wyników do rolnika, by mógł zaplanować tę sprzedaż na dany dzień, co jest szczególnie trudne, gdy dotyczy to poniedziałków. 

W połowie lutego zakończyły się konsultacje Krajowych Planów Strategicznych dla przyszłej WPR. Na co w szczególności zwracał uwagę POLSUS?

Jest to kompleksowe, obszerne opracowanie, w którym kładzie się nacisk na zatrzymywanie ludzi na wsi, ochronę małych i średnich gospodarstw, na produkcję w systemach jakości, na cyfryzację czy nowe technologie. W planie widać też, że Polska ujęła sektory, które są obowiązkowe do wsparcia, czyli pszczelarstwo, warzywa i owoce, oraz te, wobec których może dofinansowanie uruchomić. W przypadku świń jest to słabo widoczne. W przewidzianych wsparciach, w ekoschematach wskazano dobrostan i działania dotyczące ASF. Natomiast w innych można się jedynie domyślać. Przykładowo: inwestycje budowlane – rozumiem, że będą mogły być tu budowane chlewnie, ale chciałabym, aby było to doprecyzowane. Nam nie zależy na budowie tuczarni, niech to będą chlewnie dla macior, do produkcji prosiąt oraz te bazujące na zasiedleniu obiektu polskim materiałem hodowlanym. Jednak widzimy, że ministerstwo obawia się zarzutów pod względem zachwiania unijnej konkurencji. Natomiast my ze swojej strony walczymy o to, by promować świnie z krajowych programów, bo to wpisuje się w nasze bezpieczeństwo żywnościowe. Poza tym nasze świnie są bazą do wytwarzania produktów, które można oznaczyć jako produkt polski, można produkować w systemie jakości. Rasy wbp, pbz, puławska są wpisane na Listę Produktów Tradycyjnych i wyroby z nich są tak klasyfikowane, nie trzeba tu robić żadnej certyfikacji. 

Na pewno zawnioskujemy o to, by wprowadzić wsparcie do wielkości produkcji również w przypadku świń, tak jak jest to w przypadku niszowych sektorów roślinnych, jak len, konopie czy chmiel. Zawsze ze strony ministerstwa zwracano nam uwagę, że wsparcie do produkcji świń jest niemożliwe, bo przepisy unijne na to nie pozwalają. Teraz przepisy unijne wskazują obowiązkowe sektory, ale i dobrowolność w wyborze innych sektorów do wsparcia. Polska może wybrać jeszcze wsparcie do produkcji trzody chlewnej czy do hodowli zarodowej, bo póki co jest ona pominięta. Będziemy wnioskować o uwzględnienie wparcia dla tego ważnego gatunku zwierząt gospodarskich w ramach dedykowanej interwencji „Wsparcie dochodów związane z wielkością produkcji świń”. Chcemy także zwrócić uwagę, aby była możliwość zakupu zwierząt hodowlanych do zasiedlania chlewni lub na wymianę stada podstawowego, bo to one podnoszą konkurencyjność, wpływają na wartość dodaną, podnoszą jakość produkcji. Kupowane zwierzęta powinny pochodzić ze stad objętych oceną wartości użytkowej i mieć potwierdzoną użytkowość na świadectwie zootechnicznym.

Będziemy także wnioskować o uwzględnienie działań mających na celu podnoszenie zdrowotności zwierząt poprzez dofinansowanie programów profilaktycznych, zwrot kosztów badań laboratoryjnych i stałej opieki weterynaryjnej nad stadem – podobnie jak przy wspieraniu walki z warrozą u pszczół.

W planie stawia się mocno na ochronę klimatu. Widzę, że są przewidziane wsparcia dla działań ograniczających emisję amoniaku i szkodliwych gazów, ale tylko w produkcji roślinnej. Natomiast w produkcji zwierzęcej też można podjąć działania, które będą ograniczały emisję tych szkodliwych gazów, jak chociażby dodatki paszowe. 

Jak ocenia Pani planowane dopłaty do wyższych wymogów dobrostanu?

Warto byłoby stworzyć inny, szerszy katalog tych wymogów i w zależności od ich wypełnienia naliczać dopłatę. Obecne założenie jest dość spektakularne, czyli trzeba zwiększyć powierzchnię bytową o 20 proc., ale to wiąże się ze zmniejszeniem produkcji. To nie muszą być aż tak wygórowane wymogi. W wyższy dobrostan wpisuje się również lepszy mikroklimat, czyli nowoczesne technologie sterowania wymianą powietrza, zwalczanie much, zraszacze czy stosowanie prozdrowotnych dodatków paszowych. Do tego powinno się zwracać uwagę na takie aspekty, jak ww. profilaktyka, opieka weterynaryjna, które wpływają na końcową jakość produktu i pozwalają na ograniczenie antybiotyków. W przypadku świń można również wesprzeć ochronę zwierząt. Warto zauważyć, że wymogi w praktyce można realizować na poziomie minimalnym lub w wyższym standardzie. Dlatego minimalne wymogi tak, ale jeśli jest wsparcie, to każdy byłby chętny do wprowadzenie wyższej technologii.