Zdaniem Emila Sobieckiego, producenta świń, a jednocześnie reprezentanta grupy producentów trzody chlewnej oraz prezesa grupy „Propig” ze wsi Dawidy w pow. parczewskim silny rozwój tuczu kontraktowego ogranicza też możliwości innych, sąsiadujących gospodarstw, szczególnie wtedy, gdy na danym obszarze dochodzi do wprowadzenia stref w związku z afrykańskim pomorem świń.

- W takiej sytuacji, chlewnie w tuczu kontraktowym są traktowane priorytetowo, musimy dodatkowo z nimi rywalizować. Zakłady mięsne odbierają tuczniki najpierw z tych gospodarstw, dopiero potem rozmawiają z indywidualnymi rolnikami. Dlatego nie dość, że sytuacja jest zła przez nałożenie strefy, to dodatkowo tuczarnie kontraktowe są traktowane na lepszych warunkach - mówi w rozmowie hodowca.

Jednocześnie podkreśla, że z drugiej strony, te gospodarstwa są obciążone wysokimi kredytamii uzależnione od firmy, z którą podpisały kontrakt.

- Niby rolnik np. po 10-15 latach zostaje z tuczarnią, którą ma na własność, jednak trzeba mieć świadomość, że taki budynek po tak długim użytkowaniu do niczego już się nie nadaje. W dodatku takie gospodarstwo nie ma niezbędnej infrastruktury do samodzielnego funkcjonowania tzn. nie ma paszarni, bo to firma przywoziła paszę, nie jest w stanie też samodzielnie zasiedlić takiej chlewni na 2 tys. szt. zarówno ze względu na wysokie koszty, jak i trudności w zorganizowaniu takiej liczby warchlaków - bo wcześniej przecież firma je dostarczała - mówi.