Jednym z dyskutowanych tematów, który wraz z początkiem czerwca powrócił do procedowania, jest tzw. ustawa odległościowa, zgłoszona przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska, która została przedstawiona właściwie w niezmienionym kształcie w stosunku do dokumentu publikowanego na początku 2019 r. Wówczas projekt został oprotestowany przez szeroko pojętą branżę produkcji zwierzęcej.  

Jakie wymogi w przywróconej ustawie?

Przypomnijmy, że projekt ustawy o minimalnej odległości dla planowanego przedsięwzięcia sektora rolnictwa, którego funkcjonowanie może wiązać się z ryzykiem powstawania uciążliwości zapachowej, dotyczy przestrzegania minimalnej odległości w przypadku przebudowy lub zmiany sposobu użytkowania obiektu budowlanego, w którym będą lub są prowadzone chów lub hodowla zwierząt, w stosunku do którego jest wymagane uzyskanie decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach, i tu:

1) nie mniejszej niż 210 DJP – rozumianych jako duże jednostki przeliczeniowe inwentarza wyznaczane na podstawie współczynników przeliczeniowych sztuk zwierząt określonych w przepisach 

2) mniejszej niż 210 DJP, jeżeli w odległości mniejszej niż 210 m od planowanego przedsięwzięcia: 

a) istnieje przedsięwzięcie w zakresie chowu lub hodowli zwierząt w liczbie nie mniejszej niż 40 DJP

b) jest projektowane przedsięwzięcie w zakresie chowu lub hodowli zwierząt w liczbie nie mniejszej niż 40 DJP, w stosunku do którego wydano decyzję o środowiskowych uwarunkowaniach, decyzję o warunkach zabudowy lub decyzję o pozwoleniu na budowę albo postępowanie w sprawie wydania choćby jednej z tych decyzji zostało wszczęte i niezakończone lub dokonano zgłoszenia zmiany sposobu użytkowania, a łączna liczba DJP dla wszystkich przedsięwzięć wynosi nie mniej niż 210 DJP.

Minimalna odległość jest równa: 

1) liczbie DJP wyrażonej w metrach – w przypadku chowu lub hodowli zwierząt w liczbie nie mniejszej niż 210 DJP i nie większej niż 500 DJP; 

2) 500 metrom – w przypadku chowu lub hodowli zwierząt w liczbie równej lub większej niż 500 DJP. 2. Określając minimalną odległość, sumuje się liczbę DJP planowanego przedsięwzięcia oraz liczbę DJP:

• istniejącego przedsięwzięcia w zakresie chowu lub hodowli zwierząt w liczbie nie mniejszej niż 40 DJP 

lub 

• projektowanego przedsięwzięcia w zakresie chowu lub hodowli zwierząt w liczbie nie mniejszej niż 40 DJP, w stosunku do którego wydano decyzję o środowiskowych uwarunkowaniach, decyzję o warunkach zabudowy lub decyzję o pozwoleniu na budowę albo wszczęto postępowanie w sprawie wydania tych decyzji, lub dokonano zgłoszenia zmiany sposobu użytkowania – usytuowanego w odległości mniejszej niż 210 m od planowanego przedsięwzięcia.

Według projektowanych przepisów „w przypadku planowanego przedsięwzięcia w liczbie mniejszej niż 210 DJP realizowanego przez rolnika indywidualnego, w tym prowadzącego działalność gospodarczą nie należy sumować innych przedsięwzięć w zakresie chowu lub hodowli zwierząt usytuowanych w odległości mniejszej niż 210 m od tego przedsięwzięcia”. W sytuacji, gdy rolnik planuje inwestycję w odległości mniejszej niż 210 m od budynku mieszkalnego wielorodzinnego, będzie musiał uzyskać zgodę od wszystkich właścicieli lokali tego budynku. Proponuje się, by ustawa weszła w życie od 1 stycznia 2022 r. 

Nowa ustawa pokrzyżuje plany rolników?

Aleksander Dargiewicz, prezes Krajowego Związku Pracodawców-Producentów Trzody Chlewnej POLPIG, pytany o to, czy ustawa może zmienić plany hodowców świń w zakresie planów inwestycyjnych, podkreśla, że odsunięcie ferm od zabudowy mieszkaniowej, to nie jest coś, co by dziś przerażało producentów trzody. Nikt też nie chce komuś pod budynkiem mieszkalnym stawiać chlewni, oczywiście produkcja musi być zlokalizowana w pewnej odległości. – Proponowane 210 m, 500 m z jednej strony może ograniczyć oddziaływanie odorowe i poprawić bioasekurację stada, z drugiej należy się liczyć ze wzrostem kosztów inwestycji na niezbędne uzbrojenie terenu. Inna kwestia, że nie zawsze można znaleźć dobre lokalizacje pod budynek inwentarski, szczególnie w rejonach o większym zagęszczeniu trzody chlewnej. Największe zastrzeżenia i obawy budzi objęcie przepisami ustawy obiektów inwentarskich już istniejących. Wiele z nich bowiem nie spełnia planowanych przepisów ustawy. W związku z tym ich modernizacja, która będzie wymagała uzyskania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach nie będzie możliwa – wyjaśnia.

Ustawa może utrudnić dojście do ambitnych celów

Unia Europejska jak zwykle w skali świata śrubuje wymogi produkcyjne i to na różnych poziomach. Rosną wymogi bezpieczeństwa biologicznego, dobrostanu czy środowiskowe, jak polskie zobowiązanie się do redukcji emisji amoniaku o 1 proc. w każdym roku od 2020 do 2029 r. W porównaniu z 2005 r. zakres redukcji emisji powinien wynosić 17 proc. Dotyczy to nie tylko zmiany w podejściu do nawożenia, ale i precyzyjnego żywienia zwierząt i właściwego gospodarowania nawozami naturalnymi. – Zarówno rząd polski, jak i Komisja Europejska w odniesieniu do produkcji zwierzęcej planuje wprowadzenie ambitnych celów klimatycznych, środowiskowych, dobrostanu zwierząt. Dodatkowo wymagane są zabezpieczenia epizootyczne obiektów, które pozwolą na skuteczną ochronę przed wniknięciem patogenów do stad. Wiele z tych działań wymaga inwestycji w obiektach już istniejących, których realizacja jest powiązana z uzyskaniem decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach. Rolnicy zajmujący się produkcją zwierzęcą w związku z nowymi wyzwaniami oczekiwaliby ułatwień i przepisów, które umożliwiałyby realizację ambitnej polityki Unii Europejskiej. Tymczasem z powodu ograniczeń wynikających z przepisów projektowanej ustawy odorowej nowe wyznaczone cele nie będą mogły być osiągnięte w wielu gospodarstwach. Na pewno ta ustawa jeszcze bardziej ograniczy możliwości rozwoju. Po jej wejściu w życie branża będzie coraz bardziej gasła – podkreśla prezes POLPIG.

Ochrona zwierząt i wyższy dobrostan – co w zamian? Import?

W czerwcu Parlament Europejski przegłosował większością głosów inicjatywę obywatelską tzw. Końca Epoki Klatkowej. Teraz Komisja Europejska będzie musiała się określić, co dalej z wymogami utrzymania zwierząt. Na pewno wymogi dobrostanu ponownie zostaną zrewidowane. Co wówczas? Zakaz kojców porodowych lub wprowadzenie nowych, tzw. kojców swobodnych, uchylnych? Może nie od razu, ale przy obecnych nastrojach można się spodziewać, że zmiana podejścia do utrzymania zwierząt gospodarskich będzie postępować. Nikt nie podważa konieczności dbania o zdrowie i dobry byt utrzymywanych zwierząt, tylko trzeba pamiętać, że branża musi mieć narzędzie i możliwości, by wejść na ten wyższy, ale i droższy poziom dobrostanu. Póki co więcej mówi się o konieczności likwidacji klatek niż zaplanowaniu pod kątem finansowym tej rewolucji. Cała atmosfera w produkcji zwierzęcej przy ogromie problemów jest coraz bardziej pesymistyczna, niezachęcająca do inwestowania. Co wówczas nam pozostanie? Aleksander Dargiewicz zaznacza, że obecny kierunek działań jest jeden. – Jest wiele składowych idących w kierunku, by nie rozwijać tej branży. Wiele jest dziś założeń, które dążą do ograniczenia produkcji w branży i tym samym prowadzą do uzależnienia się od importu. Małe gospodarstwa będą zamykane z powodu wymogów bioasekuracji, a duże będą pozbawiane możliwości rozwoju. Pozostanie nam wizja utraty bezpieczeństwa żywnościowego kraju i coraz większych dostaw z zagranicy – podsumowuje na koniec rozmowy.