Między rokiem 2007 a 2017 w Polce wydano łącznie 986 pozwoleń na budowę instalacji powyżej 210 DJP. To oznacza, że liczba takich instalacji wzrosła o 281 proc. Tylko w ubiegłym roku takich pozwoleń wydano 202, podczas gdy w 2007r. uzyskało je tylko 53 inwestorów. Tymczasem liczba instalacji z obsadą w granicach 60-210 DJP w ciągu minionej dekady wzrosła jedynie o 65 proc. W sumie przez 10 lat wydano 2.614 takich pozwoleń, z czego w 2017r. aż 346.

W przypadku instalacji 60-210 DJP najwięcej pozwoleń wydano w województwach: mazowieckim (33,2 proc. ogólnej liczby), wielkopolskim (27,5 proc.), podlaskim (9,2 proc.) i warmińsko-mazurskim (6,9 proc.). Na obiekty pow. 210 DJP najwięcej wniosków wpłynęło z Mazowsza (44,1 proc.), Wielkopolski (19,8 proc.), Lubelszczyzny (9,4 proc.), woj. łódzkiego (6,9 proc.), Zachodniego Pomorza (5,4 proc.), woj. lubuskiego (3,5 proc.) i kujawsko-pomorskiego (2 proc.). O 178 proc. w ciągu dekady wzrosła również ilość wydawanych pozwoleń zintegrowanych, które są nieodzowne w przypadku chowu lub hodowli zwierząt o obsadzie większej niż 40 tys. stanowisk dla drobiu, 2 tys. stanowisk dla świń o wadze powyżej 30kg, oraz 750 stanowisk dla macior. W 2017r. obowiązywało już 1.103 pozwolenia zintegrowane.

Dane te pochodzą z raportu pt. „Dynamika rozwoju ferm i chlewni w Polsce”, który został zaprezentowany w ramach konferencji społecznej pod hasłem: „Polskie społeczeństwo w obliczu ekspansji ferm przemysłowych”. Odbyła się ona 9 kwietnia br. w Sejmie RP z inicjatywy Koalicji Społecznej „Stop Fermom” i posła Jarosława Sachajko (Kukiz’15), przewodniczącego sejmowej komisji rolnictwa. Wspomniany raport przedstawili poseł Marek Opioła (PiS) i dyrektor jego biura poselskiego Rafał Kossowski. Poseł Opioła jako polityk znany jest głównie z wystąpień dotyczących obronności i służb specjalnych. Jak wyjaśnił, tematem ekspansji ferm przemysłowych musiał zainteresować się z racji spotkań z mieszkańcami w swoim, płockim okręgu wyborczym. Najczęstsze problemy z jakimi zgłaszają się do niego mieszkańcy, szczególnie powiatu żuromińskiego, dotyczą właśnie lokowania dużych kurników i chlewni.

Opracowanie dotyczące rozwoju ferm i chlewni w Polsce przedstawił poseł Marek Opioła
Opracowanie dotyczące rozwoju ferm i chlewni w Polsce przedstawił poseł Marek Opioła

Z zaprezentowanego raportu wynikało, że dynamiczny rozwój ferm stanowi zagrożenie dla ludzi i środowiska ze względu na silną koncentrację dużych obiektów produkcji zwierzęcej. Koncentracja ta obejmuje zasięgiem 5 województw: wielkopolskie, mazowieckie, kujawsko-pomorskie, zachodniopomorskie i łódzkie. W tych regionach ulokowane jest 71, 35 proc. ogólnej liczby instalacji. W dodatku w każdym z regionów produkcja zwierzęca na przemysłową skalę skupia się też w 2-4 powiatach. Dla przykładu na Mazowszu są to powiaty: żuromiński, mławski, sokołowski i piaseczyński. W samym powiecie żuromińskim działa prawie 700 kurników, w których mieści się 20 mln kurczaków. Z kolei wiele starych kurników i innych budynków inwentarskich adaptowana jest obecnie
do chowu trzody chlewnej.

Autorzy raportu powołują się opinię Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Warszawie, który stwierdza: „Pomimo dużej obsady nie można tych instalacji zakwalifikować jako wymagających pozwolenia zintegrowanego (IPPC). Skumulowane oddziaływanie takich instalacji, pomimo braku obowiązku posiadania pozwolenia zintegrowanego jest takie same lub większe niż instalacji wymagających pozwoleń zintegrowanych. Na podstawie wyników kontroli szacuje się, że ocena sąsiednich instalacji według kryterium powiązania technologicznego, z pominięciem kryterium tytułu prawnego do instalacji, powoduje wzrost liczby instalacji wymagających pozwoleń zintegrowanych o około 30 – 50, tj. o 21 - 35% w stosunku do stanu obecnego.”

Według Marka Opioły właśnie ów niezrównoważony rozwój jest powodem narastających protestów społecznych. W ciągu minionej dekady aż 3683 skarg i protestów mieszkańców dotyczyło uciążliwości zapachowych kojarzonych z produkcja zwierzęcą. Tylko w 2017r. na tym tle wybuchło 435 konfliktów, najwięcej na Mazowszu i w Wielkopolsce. Aż 189 razy organy prowadzące, czyli wójtowie i burmistrzowie, odmawiali wydania zgody na inwestycję z powodu sprzeciwów mieszkańców, tyle że przepisy tego argumentu nie uwzględniają. W tym samym okresie wojewódzkie inspektoratu ochrony środowiska złożyły 490 zawiadomień do prokuratury, ale - jak mówi raport – tylko 15 proc. spraw zakończyło się prawomocnymi wyrokami.

Autorzy raportu pokusili się także o zebranie opinii regionalnych i wojewódzkich inspektoratów ochrony środowiska w kwestii najbardziej pożądanych zmian przepisów. Zmiany te miałyby na celu zarówno ochronę środowiska, jak i interesów mieszkańców. Większość sondowanych inspektoratów wskazało na konieczność wprowadzenia ustawy o przeciwdziałaniu uciążliwości zapachowej, która umożliwiłaby ocenę i kontrolę jakości zapachowej powietrza, oraz zapewniła odpowiednie warunki bytowania mieszkańcom na terenach narażonych na oddziaływanie odorów. Z ustawą tą wiązałyby się nowe normy jakości powietrza i obowiązkowy monitoring emisji gazów złowonnych, jak amoniak i siarkowodór, w obiektach hodowlanych i ich sąsiedztwie.

Wiele ośrodków ochrony środowiska postuluje również nałożenie na gminy obowiązku uchwalenia planów zagospodarowania przestrzennego. Na etapie tworzenia tych planów powinna być brana pod uwagę uciążliwość zapachowa, a co za tym idzie plan winien ograniczać ilość i wielkość ferm przypadających na dany obszar. Miejscowymi planami zagospodarowania przestrzennego objętych jest obecnie niespełna 30 proc. powierzchni kraju. „W konsekwencji na obszarach nieobjętych miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego, istnieje możliwość realizacji inwestycji niezgodnie z założeniami lokalnej polityki i struktury przestrzennej gminy.” – czytamy w raporcie.

Konflikty na tle uciążliwości zapachowej rozwiązałoby zdaniem RDOŚ i WIOŚ także wprowadzenie regulacji określających minimalne odległości inwestycji polegających na chowie i hodowli zwierząt. „Jednak wyznaczenie odległości trzeba skorelować z wielkością obsady i sposobem
utrzymywania zwierząt, oraz położeniem w stosunku do przeważających kierunków wiatrów.” – uważa cytowany w opracowaniu RDOŚ Poznań, który zaznacza przy tym, że „niezbędne jest zdefiniowanie pojęcia „przemysłowego chowu i hodowli zwierząt” oraz wyłączenie ich z definicji gospodarstwa rolnego, co uniemożliwi dowolne lokalizowanie inwestycji na gruntach rolnych.”

Według inspekcji ochrony środowiska konieczne są także zmiany w regulacjach o oddziaływaniu skumulowanym. Zgodnie z obowiązującymi przepisami podmiot winien dotrzymywać
standardów jakości środowiska lub wartości odniesienia na granicy terenu, do którego
ma tytuł prawny. Nie ma również mechanizmów pozwalających na ocenę skumulowanego oddziaływania na środowisko wynikającego z zastosowania nawozów na gruntach rolnych.
Organy ochrony środowiska postulują wprowadzenie oceny skumulowanego oddziaływania wszystkich podmiotów prowadzących działalność w zakresie przemysłowego chowu lub hodowli zwierząt, zlokalizowanych w bliskiej odległości od siebie, mimo że nie powiązanych
technologicznie i mających odrębne tytuły prawne do terenów.

WIOŚ w Warszawie wskazał z kolei na potrzebę zmian w Prawie ochrony środowiska, aby przeciwdziałać sztucznemu dzieleniu instalacji (między członkami rodzin lub na spółki-córki) dla uniknięcia obowiązku posiadania pozwoleń zintegrowanych. Inspektorzy opowiadają się również, za zaostrzeniem przepisów dotyczących zagospodarowania obornika i gnojowicy, m.in. za obowiązkiem posiadania płyt obornikowych i planów nawożenia dla wszystkich gospodarstw prowadzących przemysłowy chów i hodowlę zwierząt, udokumentowaniem posiadania areału potrzebnego do zagospodarowania gnojowicy, czy okresowym badaniem gleb na zawartość azotu i fosforu.

Zarówno obecni na konferencji posłowie, jak i ekolodzy i członkowie stowarzyszeń, zrzeszających przeciwników ferm z całego kraju byli zdania, że postulowane przez inspekcje o.ś. zmiany należy w polskim prawie forsować. Niestety, nikt nie zauważył, że uderzą one zarówno w firmy budujące mega-fermy, jak i w zwykłych rolników…