Aleksander Dargiewicz z Krajowego Związku Pracodawców - Producentów Trzody Chlewnej POLPIG wyjaśnia, że zamiast poszerzenia zakazu, wskazana byłaby raczej kampania informacyjna wskazująca, że odstrzały sanitarne i usuwanie truchła nie są dla myśliwych relaksem tylko pracą chroniącą przed zagrożeniem ASF.

Początkowo branża hodowców z zadowoleniem przyjęła informację, że z zakazu wstępu dla lasów i terenów zielonych wyłączeni są myśliwi. 

Informowaliśmy, że zgodnie z nowym Rozporządzeniem Rady Ministrów z dnia 31 marca br. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii zaproponowana (1.04.2020 r.) w trybie pilnym zmiana rozporządzenia miała umożliwić kontynuowanie pozyskania dzików zarówno w ramach polowań, jak i odstrzałów sanitarnych, co pozostaje kwestią priorytetową w zwalczaniu afrykańskiego pomoru świń (ASF).

W sobotę Ministerstwo Środowiska jednoznacznie wyjaśniło przepisy, tłumacząc, że zakaz wstępu do zamkniętych obszarów zielonych dotyczy również myśliwych. "Od 3 do 11 kwietnia myśliwi nie mogą organizować w lesie polowań ani - tak jak każdy inny obywatel - nawet przebywać w lasach" - czytaliśmy w komunikacie ministerstwa.

Przewidziano dla nich możliwość przemieszczania „poza zamkniętym obszarem wyłącznie w celu szacowania szkód łowieckich, zabezpieczania pól rolników przed szkodami, dokonywania niezbędnych napraw lub wykonywania poleceń odpowiednich władz związanych zapobiegających rozprzestrzenianiu się Afrykańskiego Pomoru Świń, który zagraża polskim rolnikom". 

Aleksander Dargiewicz zaznacza, że interpretowano to jako możliwość dokonywania odstrzałów sanitarnych ułatwiających walkę z ASF. Sobotni komunikat Ministerstwa nie pozostawia jednak złudzeń. Zakaz obejmuje również myśliwych. Najprawdopodobniej głównym powodem wydania komunikatu było pojawienie się w mediach społecznościowych informacji, że furtka dla myśliwych jest efektem działania lobby łowieckiego, które zapewniło sobie możliwość rekreacji i wyjścia w tereny zielone. Najwyraźniej ministerstwo uległo tym naciskom pozbawiając rolników jednego z podstawowych narzędzi aktywnej walki z ASF - pisze w komunikacie prezes POLPIG. 

Jednocześnie zaznacza - O skali zagrożenia ASF mówią liczby. Tylko w pierwszym kwartale tego roku liczba ognisk była wyższa niż suma trzech kwartałów zeszłego, rekordowego, roku. Doniesienia o pierwszym ognisku ASF w Wielkopolsce oraz marcowe wydarzenie z hodowli pod Nową Solą, gdzie trzeba było zlikwidować ponad 27 tys. sztuk zakażonego stada pokazuje skalę zagrożeń.

W tej sytuacji hodowcy apelują o umożliwienie dokonywania odstrzału sanitarnego, a w miejsce zakazu proponują rzetelną informację dla społeczeństwa o znaczeniu i wadze działań. Jednocześnie branża deklaruje pomoc i wsparcie w prowadzeniu takiej kampanii. Bez aktywnych działań walki z ASF, której częścią jest odstrzał sanitarny dzików i zbieranie truchła, polskie hodowle mogą nie przetrwać - podkreśla Aleksander Dargiewicz w komunikacie.