Jak komentuje w mediach społecznościowych rzecznik PZHiPTCh "POLSUS", Bartosz Czarniak, nastroje producentów trzody chlewnej pozostają fatalne. Pociechą jest wprawdzie to, że obniżka cen tuczników w Niemczech okazała się jednorazowa, wciąż nie można jednak mówić o opłacalności produkcji:

- Stawka ta (8,38 zł po obecnym kursie) nie daje nawet pokrycia bardzo wysokich kosztów. Wiele gospodarstw, szczególnie tych, które opierają się na paszy z zakupu stoi na progu bankructwa, a inne z kolei podejmują decyzję albo o znacznym ograniczeniu produkcji albo o jej całkowitym zaprzestaniu. W ciągu ostatniego półtora roku na palcach jednej ręki można policzyć okresy, kiedy to ten dział produkcji rolnej przynosił dochody. Do tego zapowiadane są kolejne podwyżki środków do produkcji wynikające z kolejnych raportów o niższych plonach, czy też podwyżki cen energii wynikające między innymi z wojny w Ukrainie - czytamy w komentarzu rzecznika POLSUS-a. 

Ruszy eksport na Ukrainę?

Jak dodaje, pewnym pozytywem są sygnały płynące z Ukrainy, o możliwości uznania regionalizacji produkcji wieprzowiny w Polsce w związku z ASF, co umożliwiałoby wznowienie eksportu:

-Marna to pociecha niestety, ponieważ od wielu już lat produkujemy mniej niż spożywamy, a co za tym idzie i zdolności eksportowe są ograniczone w znacznym stopniu. Dochodzi do tego fakt, że polskie zakłady mocno uzależniają swoją cenę od ceny z za Odry, tak więc na dzień dzisiejszy płacą one maksymalnie w okolicach 8,30 zł za kg w klasie E - informuje Bartosz Czarniak. 

Sprawdź aktualne ceny tuczników

Załamanie produkcji postępuje

Czy prognozowane na kolejne tygodnie podwyżki cen poprawią sytuację producentów i ograniczą spadek pogłowia? 

- Obawiam się że nie, ponieważ wzrost cen za surowiec może nie nadążyć za wzrostem cen produkcji, a stąd bardzo krótka droga do jeszcze większego kryzysu w branży trzody chlewnej w Polsce. Pamiętajmy jednak że tam, gdzie my likwidujemy produkcję, gdzie indziej jest zwiększana i przede jest tam wszystkim opłacalna... tylko jeżeli wytrwamy w produkcji to czy nie zagonimy się my, jak producenci I hodowcy, na skraj przepaści? - pyta retorycznie rzecznik POLSUS-a