Zdaniem autorów analizy – Andrzeja Przepióry i Aleksandra Poznańskiego, strategia rozwoju branży trzodowej powinna opierać się na rynku krajowym. Patrząc na rynek światowy wieprzowiny, na dzień dzisiejszy można z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, że nie będziemy już tam wielkim graczem. Możemy natomiast zawalczyć o dominującą pozycję na rynku polskim i wypracowanie modelu, który da producentom trzody chlewnej godziwe i stabilne zyski. Powinniśmy, jako kraj, postawić na produkcję wieprzowiny wysokiej jakości w oparciu o rodzime rasy PBZ i WBP, ze względu na ich „polskość” oraz wysokie walory smakowe. Deficyt w handlu zagranicznym wskazuje, że mamy w tym obszarze wiele do zrobienia.

Cykl zamknięty największą szansą na opłacalność

Najlepszym modelem dla odbudowy produkcji  wydaje się ten oparty o warchlaki z własnego chowu i własne pasze:

"Ten model uniezależnia rolnika od importu warchlaków z zagranicy oraz zakupów drogiej paszy. Warunkiem powodzenia tego modelu jest postęp hodowlany oraz organizacja i logistyka. Należy poważnie rozważyć zwiększenie warunków dobrostanu i pozyskanie w ten sposób dopłaty w ramach nowego Krajowego Planu Strategicznego. Barierą podjęcia tego kierunku jest na dzisiaj ograniczenie możliwości utrzymywania macior w klatach w okresie okołoporodowym. Może to wymagać podjęcia inwestycji, które będą dofinansowywane w formie dotacji z II filara KPS. Jeśli rolnik nie ma możliwości tuczu wyprodukowanych przez siebie prosiąt to w tym modelu wręcz konieczna jest współpraca rolników oparta o model finansowy i kontrakt a nie sprzedaże na zasadzie bieżącej ceny rynkowej. Model finansowy powinien sprawiedliwie dzielić przychody pozyskane ze sprzedaży tuczników pomiędzy producenta prosiąt i rolnika, który prowadzi ich tucz. Ten drugi, pozyskując prosięta z hodowli dobrostanowej też mógłby liczyć na dopłatę do podwyższonych warunków dobrostanu dla tuczników. Wszyscy rolnicy produkujący w tym modelu powinni dalej współpracować na rynku poprzez system certyfikacji. To znaczy mięso wyprodukowane przez nich powinno być oznakowane w sieci detalicznej lub innym punkcie sprzedaży certyfikatem i znakiem handlowym gwarantującym konsumentowi jego wysoką jakość. Współpraca producentów powinna iść dalej w kierunku ujednolicenia technologii i wspólnych zakupów pasz o odpowiednich parametrach" – czytamy w komentarzu analityków.

Jak mądrze wspierać ten model?.

„Wiemy, że Komisja Europejska już od wielu lat nie jest chętna aby wspierać produkcję trzody chlewnej. Natomiast w zaprezentowanym przez nas modelu takie wsparcie jest możliwe z kilku kierunków:

  • dopłaty dobrostanowej w ramach KPS
  • dopłaty do ras zachowawczych – należałoby uznać na poziomie krajowym, że polskie tradycyjne rasy czyli WBC oraz PBW są zagrożone i powinny otrzymać wsparcie, podobnie jak rasa puławska czy złotnicka
  • wsparcie procesu certyfikacji i oznakowania produktów pochodzących z takiego mięsa
  • finansowanie kampanii reklamowych w ramach Funduszu Promocji Mięsa Wieprzowego
  • wsparcia dla grup producentów rolnych

Mamy w Wielkopolsce ciągle potencjał do zbudowania takiego modelu. Mamy bogatą tradycję produkcji trzody chlewnej w rodzinnych gospodarstwach rolnych. Mamy polskie rasy WBP i PBZ, których mięso charakteryzuje się wysokimi walorami kulinarnymi a postęp hodowlany powoduje dobre wyniki w procesie rozrodu oraz wykorzystania paszy. Mamy bardzo dużo grup producentów, które nie do końca wiedzą, co dalej mają z sobą robić. Mamy prywatny sektor doradczy, który wyspecjalizował się w organizacji grup producentów. Wreszcie potrzebne jest nam nawożenie organiczne, w sytuacji słabej jakości gleb w naszym regionie. Mam bogaty rynek konsumentów. Pomimo spadków, Polacy ciągle sięgają po wieprzowinę jako mięso pierwszego wyboru. Mamy ciągle wiele rodzinnych firm przetwórczych, które posiadają własne sieci dystrybucyjne” – twierdzą analitycy.

A może mniejsza skala?

Kolejnym modelem może być produkcja ekologiczna trzody chlewnej.

„Niewątpliwie jest rynek na takie produkty, w szczególności w Poznaniu ale również w pobliskim Berlinie i innych dużych miastach Wielkopolski. To może być dobre rozwiązanie dla mniejszych gospodarstwa. One również powinny z sobą współpracować na poziomie przetwórstwa i dystrybucji. Do tego modelu można stosować dopłaty do dobrostanu, dopłaty do lokalnych ras świń oraz dopłaty do produkcji ekologicznej. Są też środki finansowe wspierające lokalne przetwórstwo i rolniczy handel detaliczny. Ten kierunek wymaga nieco innych umiejętności od rolnika oraz pasji. Może być skutecznie połączony z rozwojem turystyki wiejskiej oraz gastronomii. Można sobie wyobrazić sieć foodtrucków, będących własnością rolników i sprzedających posiłki z ekologicznej wieprzowiny z dodatkiem ekologicznych warzyw, pod jedną, wspólną marką” – informuje Izba.

Presja wobec sieci handlowych

Kolejnym ważnym elementem jest wywieranie presji na sieciach handlowych. Obecnie wieprzowina jest polem walki konkurencyjnej pomiędzy największymi sieciami.

„To jest zgubna praktyka, która powoduje presję cenową na pozostałych uczestnikach łańcucha i poszukiwanie dróg na skróty, której ofiarą staja się rolnicy oraz konsumenci kupujący produkt o nienajlepszej jakości” – komentują specjaliści WIR.

Bardzo ważna będzie również komunikacja z klientem. Rolnicy muszą dotrzeć do świadomości konsumenta, że tanio to nie znaczy dobrze. Produkcja wieprzowiny wysokiej jakości, w podwyższonych warunkach dobrostanu oraz z poszanowaniem klimatu i środowiska musi kosztować. Konsument powinien to zrozumieć i wcale nie musi więcej wydawać. Wystarczy mniej marnować. Rolnicy muszą też zaakceptować, że spożywamy jako społeczeństwo zbyt dużo mięsa. Trzeba zatem postawić na jakość a nie ilość.

Skazani na tucz nakładczy

Zdaniem analityków musimy pogodzić się z tym,  że zjawisko tuczu nakładczego pozostanie na rynku i nie wyeliminujemy go:

„Wielu rolników decyduje się na taką formę ponieważ dostrzega zalety stabilności warunków finansowych proponowanych przez operatorów takich tuczy, nawet jeśli te warunki nie wydają się być sprawiedliwe. Jeśli już tak jest to pamiętajmy, że są różni operatorzy. Warto wiązać się z takimi, którzy są kapitałowo i organizacyjnie powiązani z zakładami ubojowymi. Ten model produkcji będzie źródłem tańszej wieprzowiny o standardowej jakości, na którą jest i będzie popyt w Polsce” – prognozują analitycy.

Tucz otwarty bez przyszłości

Najgorszym – według specjalistów WIR modelem produkcji jest tucz w cyklu otwartym, w którym rolnik kupuje zagraniczne warchlaki od pośrednika, paszę od pośrednika, płaci drogie pieniądze za usługi i leki weterynaryjne oraz sprzedaje tuczniki pośrednikowi. Są okresy, kiedy można w tym modelu zarobić okazyjnie pieniądze ale będą to okresy coraz krótsze i coraz rzadsze. Dodatkowo w takim modelu nie będzie można liczyć na żadne wsparcie finansowe w ramach Wspólnej Polityki Rolnej.