Jak twierdzi stowarzyszenie, nawet jeśli liczba ubojów mogłaby powrócić do normalnego poziomu, niemożliwe byłoby zmniejszenie obecnego stada w krótkim okresie. Za kilka tygodni można spodziewać się, że prosięta też będą gromadzić się w chlewniach, a hodowcy loch również znajdą się pod presją.

Jak informuje prezes stowarzyszenia, można spodziewać się, że gospodarstwa będą zmuszone do podjęcia drastycznych środków i zmniejszenia liczby urodzonych prosiąt. Chlewnie są już przepełnione, a w obecnej sytuacji hodowla tylko zwiększyłaby straty rolników. Rzeźnie i zakłady przetwórcze zaprzestały działalności. Co w krótkim okresie nie jest to możliwe dla hodowców świń.

Hodowcy zwierząt są najsłabszym ogniwem w łańcuchu wartości, w którym solidarność jest niewielka. Według prezesa, pomoc nie wystarczy do ustabilizowania sektora. Potrzebne byłoby podstawowe wsparcie systemów produkcji i porozumienie między podmiotami w łańcuchu wartości. Import musiałby być ograniczony do absolutnego minimum, a produkcja krajowa miałyby w dużym stopniu pierwszeństwo. Ponadto konieczna jest koordynacja produkcji w całym kraju.

Według Confagricoltura, kryzys można przypisać zmianie zachowań konsumentów i brakowi sprzedaży w gastronomii. Ponadto eksport spadł, a import dodatkowo pogorszył sytuację. Problemem jest również brak handlu z Chinami. Podczas gdy na przykład Hiszpania certyfikowała setki zakładów na eksport do Chin, we Włoszech jest tylko dziewięć rzeźni z odpowiednimi zezwoleniami. Prawdopodobnie teraz do Chin eksportowana będzie tylko mrożona wieprzowina bez kości.

Jak informuje  stowarzyszenie, liczba ubojów świń we Włoszech spadła o około 20 proc. Około 200 tys. świń nie zostało zabitych, przy jednoczesnym wzroście kosztów paszy dla zwierząt. Cena skupu świń rzeźnych w klasie wagowej od 160 kg do 176 kg spadła we Włoszech od początku marca do połowy maja o 45 eurocentów/kg żywej wagi, czyli o jedną trzecią.