Powiat piotrkowski tak jak i wiele innych regionów naszego kraju musiał mierzyć się z ASF świń. Wystarczyło jedno ognisko, by kilka okolicznych gmin (lub ich fragmentów) włączona została do czerwonej strefy ASF. Co to oznacza wiedzą najlepiej producenci którzy znaleźli się w strefie. Mówimy tu nie tylko o dużo niższych stawkach oferowanych za sprzedawane zwierzęta, ale wręcz o trudnościach z samym zbytem wyhodowanych zwierząt. Aby powiedzieć głośno o problemach rolników z obszarów na których występuje pomór do udziału w konferencji „Narodowe Wyzwania w Rolnictwie” zaprosiliśmy Janusza Terkę – producenta trzody z powiatu piotrkowskiego, a także przewodniczącego tamtejszego oddziału „Solidarności” Rolników Indywidualnych.

 Rolnicy rezygnują z chowu świń

- Nasz region przekonał się o tym jak ASF jest nieprzewidywalny. Co prawda na terenie samego powiatu piotrkowskiego nie było do tej pory ognisk ASF, wystarczyło jednak zachorowanie w sąsiedniej gminie by znaczna część producentów z regionu znalazła się najpierw w obszarze zapowietrzonym/zagrożonym, później zaś w strefie czerwonej.  Części rolników udało się sprzedać zwierzęta jeszcze przed wprowadzeniem obszaru zapowietrzonego czy zagrożonego, ale część z przyczyn niezależnych nie zdążyła tego zrobić i zostali z dorastającymi zwierzętami. To właśnie był jeden z największych problemów z jakimi musieli mierzyć się rolnicy – mówił podczas spotkania producent.

Jak dodawał, już po zdjęciu obszaru zapowietrzonego lub zagrożonego, sytuacja również nie była prosta:

- W momencie zdjęcia obszarów ustanowionych przez wojewodę, a wprowadzenia strefy czerwonej rolnicy teoretycznie mogli sprzedać te zwierzęta, ale okazało się jednak że nie jest to wcale proste. Wydawało się, że nasz powiat przygotowany jest na przyjście ASF-u, jednak życie zweryfikowało tą opinię w sposób okrutny. Na początku bardzo mało zakładów chciało odbierać zwierzęta, były także duże problemy z wydawaniem pozwoleń na sprzedaż. Ostatecznie doprowadziło to do sytuacji, w której znaczna część rolników z powiatu piotrkowskiego zrezygnowało z chowu trzody. Myślę że podobnie wygląda to w innych regionach kraju dotkniętych przez chorobę – tłumaczył Terka.

Dziurawe wsparcie

Rolnik krytycznie odniósł się do mechanizmów wsparcia, jakie prowadzone są w celu poprawy sytuacji producentów trzody poszkodowanych przez pomór:

- Jeśli chodzi o wsparcie rolników poszkodowanych przez ASF uważamy, że w dużej mierze działa ono niewłaściwie. Jako przykład podam program wyrównywania utraconego dochodu, w związku z niższą ceną skupu w strefach. Teoretycznie to wsparcie istnieje, ale traktuje rolników w sposób wybiórczy. Są tacy producenci którzy dostają naprawdę realne wsparcie, ale jest też grono producentów którzy są mocno pokrzywdzeni, bo albo wsparcie dostają w minimalnym wymiarze, albo nie dostają go wcale. Jako przykład podam jedno z gospodarstw utrzymujące niespełna 900 świń. Przyznano mu wsparcie w wysokości ok. 160 tys. złotych, czyli było ono na bardzo dobrym poziomie. Ale takie samo gospodarstwo nie posiadające dobrej tzw. historii, otrzymałoby wsparcie w wysokości maksymalnie kilkunastu tysięcy złotych. Gospodarstwa które we wcześniejszych latach nie zajmowały się hodowlą, lub prowadzona była ona na niższym poziomie mimo że poniosły takie same straty, nie otrzymają należytego wsparcia. Nie może być tak, że dwa gospodarstwa sprzedające zwierzęta w tym samym czasie, do tej samej ubojni po tej samej cenie otrzymują tak zróżnicowane rekompensaty. Bieżący system w pewnym sensie karze bowiem rolników rozwijających się, którzy w ostatnim czasie zwiększyli skalę produkcji – mówił podczas spotkania Janusz Terka.

Zwrócił także na niepokój, jaki pojawia się wśród producentów, którzy niedawno skorzystali z dotacji mającej na celu zwiększenie skali produkcji trzody:

- Szczególnie duży niepokój panuje wśród producentów którzy w ostatnich latach skorzystali z różnego rodzaju programów pomocowych prowadzonych przez ARiMR. Podpisali oni bowiem umowę w której deklarowali produkcję trzody na określonym poziomie. Z przyczyn niezależnych, taki rolnik musiał czasowo zaprzestać produkcji, co budzi obawy, że może być zmuszony zwrócić przyznane finansowanie. Istnieje wprawdzie zapis o działaniu tzw. siły wyższej, jednak nie rozwiewa on w stu procentach wątpliwości rolników – mówił Janusz Terka.

Jak podsumował swoje wystąpienie rolnik, trzeba głośno mówić o lukach i mankamentach w obowiązujących mechanizmach wsparcia. Jeżeli produkcja trzody w naszym kraju ma dalej funkcjonować, to błędy te koniecznie należy naprawić.

Zapraszamy do obejrzenia retransmisji całego spotkania!