Ruszyła kolejna edycja ogólnopolskiej kampanii informacyjnej "Marka Polskie Mięso. Polska Smakuje" realizowanej prze Związek Polskie Mięso. Tym razem odbędzie się pod hasłem „Pewne jest jedno – polskie mięso. Najlepsze w kuchniach świata”. W ramach kampanii zorganizowane zostało spotkanie pt. „Wszystko, czego nie wiedzieliście o mięsie, ale baliście się zapytać”, w czasie którego omówiono rolę mięsa wieprzowego i drobiowego w diecie oraz poruszono kwestie najczęściej pojawiające się w mitach na temat tych gatunków mięsa.

Jak podkreślił Witold Choiński, prezes Związku Polskie Mięso, zadaniem kampanii jest m.in. rozwiewanie wątpliwości związanych ze spożywaniem mięsa drobiowego i wołowego, wokół których przez lata narastało wiele niekorzystnych mitów. „Chcemy z nimi walczyć, dlatego postanowiliśmy zorganizować spotkanie z wybitnym dietetykiem, Anetą Łańcuchowską, żeby rozwiać te wątpliwości”, jak stwierdził. Zaznaczył również, że od wielu lat wiedzę w tym zakresie opierano na starszych badaniach, a najnowsze wyniki pokazują zupełnie inny obraz. Związane jest to m.in. ze zmianą żywienia zwierząt, sposobu uboju czy pakowania mięsa. „Przez to wszystko obecnie mamy do czynienia z innym mięsem niż mieliśmy jeszcze 30 lat temu. To zasługa pracy hodowlanej i wielu etapów wpływających ostatecznie na jakość mięsa” - podkreślił.

W spotkaniu wzięli również udział: dietetyczka, Aneta Łańcuchowska, ekspertka kampanii, prof. Agnieszka Wierzbicka, oraz ambasadorzy projektu Ola Nguyen oraz Matteo Brunnetti.

Fakty, mity, błędy

Aneta Łańcuchowska zwróciła uwagę na często popełniane błędy żywieniowe, m.in. zbyt intensywną i długą obróbkę termiczną, która ogranicza biodostępność poszczególnych składników, czy eliminację tłuszczu z diety. Jest to dużym błędem, ponieważ należy pamiętać o witaminach rozpuszczalnych w tłuszczach, czyli A, D, E i K.

Następnie Łańcuchowska odniosła się do najczęstszych mitów, które narosły wokół mięsa. W przypadku drobiu dotyczą one rzekomych pozostałości antybiotyków w mięsie, stosowania w hodowli hormonów, nieodpowiednich warunków utrzymania zwierząt oraz możliwości przejścia GMO zawartych w paszach dla drobiu do mięsa.

„Bardzo często moi klienci zadają mi pytanie „Czy w mięsie drobiowym znajdują się pozostałości antybiotyków?” Absolutnie nie, jest to bzdura. Nie ma pozostałości żadnych antybiotyków. Oczywiście są sytuacje, gdy rzeczywiście trzeba użyć antybiotyków, żeby wyleczyć zwierzęta, ale są one później poddawane okresowi karencji. Jest to czas potrzebny do usunięcia pozostałości antybiotyków z organizmu zwierząt, więc absolutnie w mięsie nie ma żadnych pozostałości antybiotyków i dobrze, gdybyśmy to zapamiętali i nie powtarzali tego mitu jak mantry” - stwierdziła Łańcuchowska.

Podobnie sprawa wygląda w przypadku stosowania hormonów. Kwestię tę regulują przepisy UE, zgodnie z którymi stosowanie w hodowli zwierząt hormonów wzrostów jest zakazane w całej UE od wielu lat. Jedynie w krajach trzecich jak USA czy Brazylia nadal można je stosować, jak zaznaczył Witold Choiński. Zaś szybki wzrost brojlerów wynika z ich potencjału genetycznego, odpowiedniego żywienia i warunków utrzymania. Te ostatnie również są regulowane przez przepisy unijne i krajowe, w związku z czym zwierzęta mają zapewnione odpowiednią powierzchnię, natężenie światła itd.

W przypadku mięsa wieprzowego najczęstsze obawy dotyczą rzekomej niewielkiej wartości odżywczej, wysokiej kaloryczności i dużej zawartości cholesterolu. Jak zaznaczyła dietetyczka, kwestia kaloryczności i cholesterolu jest uzależniona od konkretnego elementu – istnieją duże różnice pomiędzy słoniną a np. schabem. Podkreśliła również, że wieprzowina jest bardzo dobrym źródłem pełnowartościowego białka oraz zawiera spore ilości witamin z grupy B, które wpływają na pracę układu nerwowego i koncentrację. Ponadto zawiera bardzo dobrze przyswajalne żelazo oraz cynk mający wpływ na odporność, a mięso poddane prawidłowej obróbce termicznej jest produktem lekkostrawnym.

 – Mięso jest bardzo dobrym źródłem dobrze przyswajanego żelaza. W mięsie drobiowym i wieprzowym znajduje się żelazo hemowe, które ma bardzo wysoką przyswajalność. Żelazo występujące produktach pochodzenia roślinnego jest niehemowe, w związku z czym jest znacznie gorzej przyswajalne – mówiła Łańcuchowska.

Stopień przyswajalności żelaza hemowego to ok. 20-50 proc., zaś niehemowego jedynie 1-8 proc. Wieprzowina, a szczególnie wątróbka i karkówka, jest bogata w ten mikroelement, w związku z czym mięso to jest zalecane w przypadku anemii, jak zaznaczyła dietetyczka.

Z kolei w mięsie drobiowym znajdują się witaminy A, D, E, K oraz B1, B2 i B12, które biorą udział w syntezie białek i wpływają na szybszy powrót do zdrowia osób po przebytych chorobach serca, układu krwionośnego, układu krążenia czy udarze mózgu. Łańcuchowska zwróciła uwagę, że u osób na diecie wegańskiej bywają problemy z witaminą B12, ponieważ jest to witamina występująca wyłącznie w produktach pochodzenia zwierzęcego.

Popularne w społeczeństwie mity nie dotyczą jednak wyłącznie mięsa. Dobrym przykładem może być powszechne przekonanie o bardzo wysokiej zawartości żelaza w szpinaku. Jak wskazał Witold Choiński, aby organizm mógł przyjąć taką samą ilość żelaza jak ze 100g mięsa niezbędne byłoby zjedzenie około 30 kg szpinaku.

Zalety racjonalnej diety

Prof. Wierzbicka zwróciła uwagę na biodostępność składników odżywczych, która w dużym stopniu zależy od prawidłowej obróbki termicznej, w związku z czym nie należy przesadzać ani pod względem czasu, ani temperatury. Jak zaznaczyła ekspertka, szczególną wartością dodaną wynikającą z racjonalnej diety jest budowanie odporności. Istotne znaczenie w tej kwestii mają takie składniki jak np. cynk.

Jak podkreśliła Aneta Łańcuchowska, zgodnie z wynikami badań ponad 80 proc. Polaków zjada zaledwie 3 posiłki dziennie, zaś aż 72 proc. spożywa między posiłkami słodycze, chipsy i inne niepełnowartościowe przekąski. Szacuje się, że do 2030 roku jedna trzecia Polaków będzie otyła. „Gdyby nasza dieta była prawidłowo zbilansowana, bogata w białko pełnowartościowe, takie jak występuje w mięsie drobiowym czy wieprzowym, nie mielibyśmy ochoty na podjadanie pomiędzy posiłkami” jak podkreśliła dietetyczka. Jednak jedynie 15 proc. Polaków zwraca uwagę na wartość odżywczą produktów, które wybierają.