Vissing Agro to duńska firma, która w niedługim czasie będzie miała swoje przedstawicielstwo również w Polsce. Tuż przed rozpoczęciem tej działalności rozmawiamy z Larsem Brunsem, dyrektorem ds. sprzedaży na kraje Europy Środkowo-Wschodniej Vissing Agro, i Rafałem Moczkowskim, oficjalnym przedstawiciel handlowym tej firmy na terenie Polski, którzy zamierzają przekonać polskich klientów do nowej oferty.

Farmer: Czym Vissing Agro chce przekonać do siebie polskich klientów?

Lars Brunse: Nie sprzedajemy wyłącznie wyposażenia, bo to robi każdy. My oferujemy coś więcej, czyli optymalne rozwiązania dla danego gospodarstwa, wysokiej jakości wyposażenie, właściwe zarządzanie, doradztwo na każdym etapie produkcji, a także duńską genetykę. Przy zdobywaniu nowych rynków, a szczególnie przy walce o uznanie klientów, ważne jest, aby wyróżniać się na tle innych konkurencyjnych firm. My wyróżniamy się funkcjonalnością i wytrzymałością naszego sprzętu, który - trzeba pamiętać - jest użytkowany w agresywnym środowisku, jakim jest chlewnia. Nasze wyposażenie nie jest najtańsze. Oczywiście możemy sprzedawać najtańszy sprzęt, ale wtedy szybko stracilibyśmy naszych klientów. Sprzedawanie tanio słabej jakości wyposażenia to jest wyłącznie jednorazowe rozwiązanie, później taki klient do nas już nie wróci. Wyposażenie od Vissing Agro jest użytkowane praktycznie na całym świecie, w różnych systemach utrzymania i odmiennym od europejskiego klimacie, jak np. w Chinach czy na Filipinach. W każdym zakątku świata dokładnie dopasowujemy nasze obiekty do tamtejszych warunków. W Polsce rozwiązania naszej firmy są użytkowane na fermach Polnadoru.

Rafał Moczkowski: Wiele osób nie liczy kosztów. Przy inwestycjach wybiera tanie rozwiązania. Niestety po 3-4 latach okazuje się, że spora część sprzętu nadaje się do wymiany. W takim przypadku za podjęcie złej decyzji płaci się podwójnie. Dlatego mnie do tej firmy przekonuje jakość oferowanego wyposażenia, które po upływie dziesięciu lat działa nadal tak samo. Poza tym wiele rozwiązań usprawnia codzienną pracę. Ułatwienie ludziom wykonywania obowiązków powoduje, że są one wykonywane dokładniej. Dzięki temu możemy liczyć na lepszy wynik. Przykładowo Vissing Agro oferuje kojce jarzmowe, które mają otwartą górę, bez dodatkowych szczebelków. Dla pracownika oznacza to łatwiejszy dostęp do lochy, szybsze wykonanie przy niej i prosiętach zabiegu i mniej wysiłku w to włożonego.

Farmer: Jak przedstawia się współpraca z Vissing Agro?

Lars Brunse: Współpraca z Vissing Agro to nie tylko sam sprzęt, ale i szeroko pojęte doradztwo w prowadzeniu produkcji świń. Przy inwestycjach zazwyczaj 20 proc. czasu poświęcamy rozmowom o odpowiednim wyposażeniu. Pozostałe 80 proc. czasu to dyskusja o właściwym zaprojektowaniu lub zmodyfikowaniu budynków, tak aby były jak najlepsze dla osób obsługujących zwierzęta, jak i dla samych zwierząt. Mamy w tym bardzo duże doświadczenie, w Danii czy też w innych krajach, gdzie korzysta się z naszego wyposażenia, przetestowaliśmy i sprawdziliśmy już wiele rozwiązań i schematów, dlatego zawsze jesteśmy w stanie wybrać optymalną opcję nie tylko dla danego gospodarstwa, ale też i potrzeb danej rasy świń.

Rafał Moczkowski: Dzisiaj prowadzenie gospodarstwa to nie tylko budynki, zwierzęta i codzienna praca, ale przede wszystkim odpowiednie zarządzanie. W dobie ciągle spadającej opłacalności produkcji zwierzęcej coraz większego znaczenia nabiera dobre zarządzanie, kalkulowanie kosztów i podnoszenie wyników produkcji. Jednak to wszystko nie jest takie proste i łatwe. Vissing Agro pomaga również na tym etapie. Firma współpracuje z duńską szkołą rolniczą specjalizującą się w produkcji trzody. Szkolenie w niej połączone jest z praktyką na fermie.

Farmer: Jak wygląda pobyt w takiej szkole?

Lars Brunse: W trakcie pracy na tym obiekcie uczestnicy są prowadzeni przez ekspertów od hodowli i zarządzania produkcją świń. Przekazują swoją wiedzę i praktyczne rozwiązania, a uczestnik może tam przebywać przez taki czas, jaki sam uzna za potrzebny. Jest to nie tylko nauka w praktyce, ale nauka z ekspertami, którzy uzasadniają dane rozwiązania kalkulacjami kosztów, fizjologią zwierząt czy też bezpieczeństwem zdrowotnym. Taka możliwość pozwala na doszkolenie swojego kierownika lub właściciela gospodarstwa produkującego trzodę chlewną. Dzięki temu osoba zarządzająca wracając do pracy z nowym doświadczeniem, lepiej i efektywniej kieruje produkcją. Sam uczyłem się produkcji w tej szkole, wielu duńskich rolników z niej korzysta, ale przyjeżdżają do nas też rolnicy z całego świata, chcąc po prostu skorzystać z duńskiego doświadczenia w produkcji świń.

Rafał Moczkowski: Na razie planujemy, że klienci, którzy podejmą z nami współpracę, będą mogli wziąć udział w tygodniowym szkoleniu w szkole w Danii. Chcemy dać im coś więcej niż dobre wyposażenie fermy. Chcemy, aby im ta produkcja po prostu świetnie się udawała, tak aby byli konkurencyjni na rynku.

Farmer: Czy warto jest inwestować, nawet w trudnych warunkach ekonomicznych, jakie od dłuższego czasu obserwujemy na rynku świń?

Lars Brunse: Jeżeli chcesz przetrwać, to musisz inwestować. Przykładowo w Danii wszystko jest obarczone wysokimi kosztami, jest droga praca, pasza, energia elektryczna, ale też dostosowanie się do restrykcyjnych wymagań środowiskowych. Dlatego tak ważne jest codzienne podnoszenie wyników produkcyjnych, tak aby nam obniżały koszty ogólnej produkcji.

Duński rolnik przy wyborze systemu żywienia i automatów paszowych nie pyta się najpierw o cenę, ale o to, jakie są straty paszy w tym systemie, jakie można uzyskać wykorzystanie paszy na kg przyrostu, jakie oszczędności z tego płyną i jak szybko taka inwestycja się zwróci - przy przeciętnych warunkach cenowych panujących na rynku. Dopiero potem pada pytanie o cenę. Nie oznacza to wcale, że cena się nie liczy, bo obecnie Duńczycy również mają sporo problemów finansowych. Banki od kilku lat przestały finansowo wspierać rolników. Uzyskanie kredytu jest bardzo trudne, a większość gospodarstw jest mocno zadłużona. Mimo tego, przy inwestycji w wyposażenie duńscy rolnicy pierwsze, czego szukają, to systemu wydajnego i oszczędnego w użytkowaniu, którego po kilku latach nie będzie trzeba wymieniać.

Farmer: W Unii Europejskiej obserwujemy systematyczne podążanie w kierunku podnoszenia dobrostanu w produkcji świń. Można powiedzieć, że Dania jest w tym temacie pionierem. Zawsze jako pierwsi wprowadzacie nowe rozwiązania i wdrażacie je przy pomocy aktów prawnych, będąc krok przed wymaganiami i prawodawstwem unijnym. Jakie są obecnie nowe trendy w temacie dobrostanu w Danii?

Lars Brunse: Od 1 stycznia 2015 r. duńskich producentów świń obowiązuje nowa regulacja prawna dotycząca utrzymania loch w trakcie ciąży. Po upływie 2-3 dni od inseminacji, lochy muszą być utrzymywane w swobodnych grupach. Na terenie UE lochy w kojcach pojedynczych mogą przebywać do 4 tygodni od momentu inseminacji, my ten czas znacznie skróciliśmy, pozwalamy im na swobodne przemieszczanie się prawie w całym cyklu produkcyjnym. Niektórzy obawiają się, że może to rzutować na zagnieżdżanie się zarodków, a później na liczebność miotów. Nic bardziej mylnego, nie odnotowujemy strat w tym systemie. Aby produkcja przebiegała bez zakłóceń, należy zadbać również o dobre otoczenie, w jakim przebywają lochy, czyli dobrą wentylację i temperaturę, dokładanie do kojców słomy, ale też - co ważne - spokojną i zrównoważoną pracę osób obsługujących, które nie będą niepotrzebnie stresowały samic. W tym systemie odnotowujemy lepszą kondycję zdrowotną ogólną organizmu i lepszą kondycję nóg. Nasz rząd zachęca również producentów, aby swobodne utrzymanie lochy miało też miejsce w czasie przebywania na porodówce. Umożliwiają to tzw. swobodne kojce porodowe. W tym systemie locha jest zamknięta w jarzmie przez ok. pierwszych pięciu dni po porodzie. Wiemy, że najwięcej padnięć i przygnieceń prosiąt ma miejsce w pierwszych dwóch dobach życia, później takie wypadki są sporadyczne. Jarzmo jest używane w trakcie wykonywania zabiegów zootechniczno-weterynaryjnych zarówno przy losze, jak i prosiętach, gwarantuje to bezpieczeństwo pracy dla człowieka. Po zakończeniu czynności jarzmo można odblokować. W Danii rząd dofinansowuje każde takie stanowisko jednorazową płatnością 1 tys. euro. Jest to właściwie rekompensata za ponoszenie nieco wyższych kosztów w tym systemie, bo np. potrzebujesz nieco więcej miejsca w budynku na takie stanowisko i jest ono trochę droższe od konwencjonalnego.