Farmer: W ostatnim czasie wiele osób, głośno komentuje sytuację, w której lekarz weterynarii podczas rozmowy telefonicznej proponował swojemu rozmówcy podmianę próbek krwi świni, pobieranych przy okazji zdejmowania strefy. Jakiego obszaru ta sytuacja dotyczyła i jakie decyzje zostały podjęte w stosunku do tego lekarza?

Krzysztof Jażdżewski Zastępca GLW: Sytuacja musiała dotyczyć zdjęcia z danego terenu obszaru zapowietrzonego lub zagrożonego. W praktyce po upływie odpowiedniego czasu, w którym to obowiązuje na tym terenie zakaz przemieszczania zwierząt wrażliwych w tym przypadku świń można przystąpić do uwalniania takiego terenu. Jest to obszar wyznaczony w promieniu min. 10 km, gdzie w promieniu min. 3 km tworzy się obszar zapowietrzony i w promieniu następnych 7 km obszar zagrożony. Czas zakazu przemieszczania zwierząt jest określony w rozporządzeniu. Standardowo jest to 40 dni na obszar zapowietrzony i 30 dni na obszar zagrożony, każdy z tych okresów można skrócić o 10 dni, jeśli nie pojawiają się nowe ogniska choroby. W chwili, gdy mija ten okres Inspekcja Weterynaryjna przystępuje do pobierania próbek od świń, znajdujących się w gospodarstwach na tym obszarze. Jest specjalny klucz pobierania próbek, zależny od liczby świń w gospodarstwie. Następnie próbki wysyłane są do analizy i jeśli wyniki są ujemne, to wtedy zdejmuje się obszar zapowietrzony i zagrożony. Wówczas zniesiony zostaje element całkowitego zakazu przemieszczania zwierząt z gospodarstwa. Niebieską strefę zdejmujemy na podstawie zasad ustalających konieczność upływu min. 3 miesięcy od ostatniego ogniska, z kolei strefa czerwona jest zdejmowana po upływie odpowiedniego czasu od potwierdzenia ostatniego przypadku u dzika na danym terenie.

Omawiana sprawa natychmiast została skierowana do prokuratury i rzecznika odpowiedzialności zawodowej, zostały też cofnięte wszelkie pełnomocnictwa temu lekarzowi.

Czy często są zgłaszane nadużycia lekarzy weterynarii na terenach, gdzie w praktyce zwalcza się ASF?

Tego typu zgłoszeń jest kilka w ciągu roku, zawsze je sprawdzamy. W większości takie zgłoszenia się nie potwierdzają.    

Jak rozumieć sytuację, gdy przy stwierdzaniu ogniska w danym gospodarstwie, w pobranych próbkach od jednego zwierzęcia wirus jest stwierdzany w narządach organizmu, a nie jest wykrywany w krwi tego samego zwierzęcia?

Nie ma reguły, że za każdym razem wirus ma się utrzymywać równomiernie w całym organizmie zwierzęcia. Wyrzut wirusa do krwi jest np. w momencie zakażenia zwierzęcia, a później wirus wnika do narządów organizmu i jednocześnie we krwi może już nie być stwierdzany. Krew dla wirusa służy do przemieszczenia się po organizmie. Jest to typowe dla większości wirusów, czyli aby dostać się do narządów i tam wywołać zmiany chorobowe wykorzystują do tego krew lub limfę. To nie jest standard, że przy chorobie afrykańskiego pomoru świń będziemy mieć zawsze potwierdzoną obecność wirusa we krwi. Pamiętajmy, że w biologii nie ma reguł 100 proc. matematycznych. Dlatego zawód lekarza nie jest łatwy. Objawy patognomoniczne sugerują nam, że to może być ta lub inna choroba, ale czasami nie jest to takie jednoznaczne. Czasami okazuje się, że zwierzęta z pewnymi specyficznymi objawami wcale nie chorują na daną chorobę. Podobnie jest z badaniami laboratoryjnymi. Nie zawsze, jeśli mamy we krwi wirusa to w narządach też musi być i odwrotnie.

Jaka jest kondycja Inspekcji Weterynaryjnej po kilku latach walki z afrykańskim pomorem świń?

Nie jest kolorowo, ale to pytanie do polityków. Jesteśmy poza czysto lekarską działalnością tylko wykonawcami prawa. Nie mamy wpływu na decyzje finansowe. Oczywiście wnioskujemy, prosimy, monitujemy o zwiększenie liczby etatów i środków finansowych, ale nie mamy możliwości podejmowania wiążących decyzji w tych sprawach

Kiedy możemy liczyć na praktyczne rozdzielenie tych dwóch chorób ASF dzików i ASF świń?

To jest bardzo złożony problem. Łatwiej stawia się diagnozę, gorzej się leczy, szczególnie jak choroba jest stosunkowo nowa u danego gatunku zwierząt. Zwalczanie choroby w środowisku jest bardzo złożonym problemem. Nie jest to tylko objęcie obszaru nadzorem, wdrożenie bioasekuracji, ale to jest również zadanie, które w przypadku zwalczania choroby u dzików musi być realizowane kompleksowo przez różne instytucje i podmioty.

Choroba w sensie prawa jest rozdzielana. W praktyce polega to na tym, że występuje choroba u dzików, a nie występuje w gospodarstwach. Obszar może być uznany za wolny od ASF u świń. Niestety w Polsce choroba występuje i u dzików, i w gospodarstwach. W tej chwili Polska nie może dokonać tego rozdziału. Na razie nie mamy szans na administracyjne oddzielenie ASF dzików i ASF u świń. Nie jesteśmy w stanie, powiedzieć dzisiaj światu, że mamy chorobę wyłącznie u dzików i nasze świnie są w 100% zabezpieczone. Praktycznie będziemy mogli udzielić takiej gwarancji, jeśli tylko nie będziemy mieć ognisk, szczególnie w okresie letnim, ale póki co to w tym roku mamy ich 109.

Czy w przypadku strefy niebieskiej rasy rodzime świń mają szansę na złagodzenie obostrzeń i możliwość transportu zwierząt poza strefę, w celu utrzymania właściwej puli genów dla danej populacji?

Aby rozmawiać o kwestii zachowania zasobów genetycznych, specyficznych hodowli ras świń, to musimy rozważyć kwestie, czy są inne hodowle tych ras w Polsce, czy też są to jedyne hodowle w naszym kraju. Przykładowo mamy w kraju hodowlę gęsi białej kołudzkiej i mamy jedno stado prarodzicielskie w Kołudzie. Jeśliby przyszła w ten region grypa ptaków, to możemy stracić stada towarowe, rodzicielskie, ale stado prarodzicielskie jest skarbem narodowym. Tu trzeba by było zrobić wszystko, aby zachować takie stado.

W obecnej sytuacji nie możemy pozwolić, ze względu na rasę zwierząt aby część rygorów była pomijana i swobodniej traktowana, bo tym samym możemy stwarzać dodatkowe zagrożenie. Na razie czekamy na odpowiedź POLSUS w tej sprawie. W zależności od sytuacji, będziemy starać się znaleźć rozwiązanie, ale nie może ono stwarzać dodatkowego ryzyka.

Jak z perspektywy swojego doświadczenia ocenia Pan obecną sytuację związaną z obecnością wirusa ASF w Europie?

Sytuacja jest niezwykle trudna i choroba okazała się wyzwaniem. Nie jest prostą rzeczą, postawienie tezy, że ktoś czegoś nie dopilnował lub nie zrobił. Wówczas wychodziłoby na to, że w Belgii,  w Czechach i w Chinach, ktoś czegoś nie dopilnował i coś źle zrobił.

Jeśli chodzi o ASF w Belgii, to podobną sytuację mieliśmy w Czechach i w okolicach Warszawy. Pytaniem jest, czy ta sytuacja była przypadkowa, czy celowa. Na to pytanie ani my, ani też Czesi nie potrafiliśmy odpowiedzieć. Zobaczymy co zrobią Belgowie. Póki co nie udało się przy skokowym występowaniu zakażeń ASF u dzików wskazać, czy były to działania celowe czy przypadkowe. Natomiast, jeśli nie ma udziału ludzkiego w przeniesieniu wirusa na duże odległości, to tak naprawdę tempo rozwoju choroby jest powolne.

Czy Belgom uda się skutecznie zatrzymać szerzenie się choroby?

Tego dzisiaj nie wiemy, przede wszystkim dlatego, że nie wiemy czy to był znaleziony pierwszy zarażony dzik, czy np. znacznie później zarażony. Z tego co wiemy, pierwszy ogłoszony przypadek, to był padły dzik, a nie odstrzelony. Czy to był pierwszy zakażony dzik, czy już jeden z kolejnych, tego nie wiemy. Jak widać zostały potwierdzone kolejne przypadki choroby. Znajdują się lawinowo kolejne dziki, a może to oznaczać, że zachorowania zwierząt występują tam już masowo. Dodatni dzik był w dość zaawansowanym stanie rozkładu. Jeżeli znalezione dziki są „świeże”, to jest szansa że zakażenie trwa krótko, np. miesiąc. Jeśli dziki są rozłożone, to prawdopodobnie zakażenie populacji trwa znacznie dłużej i wtedy jest to już zupełnie inne rokowanie rozwoju tej sytuacji.