Nie ma co ukrywać, że jesteśmy świadkami ledowej rewolucji. W ciągu kilku lat niemal wszystkie znane nam źródła światła oparte na żarniku odeszły do lamusa technicznej historii. Co do oświetlenia drogowego, sprawa nie jest taka prosta. Wymaga dopracowania technicznego i samych przepisów oraz regulacji ustawowych. Sytuacja się zmienia, gdy z publicznej drogi asfaltu wyjedziemy na własne (patrz: prywatne) pole, bo od kilku lat obserwujemy masową wymianę starych poczciwych halogenów roboczych w maszynach rolniczych na nowoczesne lampy ledowe. Nie ma w tym nic dziwnego, bo lampy robocze oparte na diodach LED bardzo staniały w ostatnich latach, a ich zalety są widoczne gołym okiem.

Lampy LED – czy mają wady?

O tym, że takie lampy lepiej i dalej świecą oraz zużywają połowę prądu (a czasem i mniej) niż klasyczna lampa z żarówką halogenową, większość użytkowników przekonała się już naocznie. Co tu w takim razie jest nie tak z tymi lampami roboczymi LED?

Do barwy światła trzeba się trochę przyzwyczaić, a i tak może się okazać, że nie każdemu pasuje. Szczególnie te najmocniejsze przednie i dalekosiężne reflektory mogą powodować szybkie zmęczenie oczu operatora. Jest to związane z ludzkim wzrokiem, postrzeganiem barw i daleko- lub krótkowidzeniem w warunkach nocnych przy silnym punktowym oświetleniu jednolitą barwą światła. Jest to jednak kwestia indywidualna dla każdego człowieka i choć trudno ją uważać za negatyw, trzeba się z nią liczyć.

Liczyć się trzeba także z prądem wytwarzanym przez alternator, którego to prądu nie mamy w ciągniku czy kombajnie za dużo. Mam na myśli przesadę w „oblepianiu” lampami LED maszyny tylko dlatego, że zużywają mniej prądu (w amperach). W przypadku, gdy demontujemy jeden halogen, w jego miejsce trafia jedna lampa LED, a nie trzy, wtedy zaoszczędzimy zarówno na prądzie, paliwie, jak i na kosztach spalonej instalacji oraz nowego alternatora.

Czy to się opłaca?

Zanim przejdziemy do kosztów i do tego, czy inwestycja w lampy ledowe się opłaca, jeszcze kilka słów o zaśmiecaniu powietrza. Zapewne część z was zauważyła, że po zamontowaniu pary np. tylnych szperaczy ledowych coś dziwnego działo się z radiem w ciągniku. Gdy nasze nowe lampy świeciły, radio zaczynało szumieć i trzeszczeć, a nawet buczeć. Po zgaszeniu lamp odbiór wracał do normy. W czym tkwi problem? W jakości samych lamp. Rynek detaliczny zalany jest lampami, które owszem i świecą, ale także dzięki lichej i niewydolnej elektronice zaśmiecają eter radiowy wokół maszyny. Takie lampy także „sieją” zakłócenia do instalacji elektrycznej, a to bywa dla niej czasem bardzo niepożądane, a wręcz szkodliwe i… kosztowne. 

Nie są to odosobnione przypadki, a winna jest niskiej jakości elektronika takiej lampy, która może emitować zakłócenia wysokiej częstotliwości słyszane w odbiorniku radiowym, ale mogące negatywnie wpływać także na zaawansowaną elektronikę ciągnika.

Warto postawić na jakość

Mówiąc wprost: każdy szperacz LED zamontujemy fizycznie i elektrycznie do ciągnika, ale nie do każdego będzie pasować. Dlaczego? Załóżmy taką sytuację: posiadamy nowy ciągnik wart kilkaset tysięcy złotych, jest jeszcze na gwarancji i chcemy zamontować do niego szperacze LED, które kupiliśmy niemal po hurtowej cenie w internecie. Czy serwis nam je zamontuje? Zapytaliśmy o to kilka autoryzowanych serwisów producentów ciągników. We wszystkich przypadkach stanowczo odmówiono tego typu usługi, tłumacząc, że owszem, istnieje możliwość zamontowania lamp roboczych LED, ale tylko takich, które mają homologację i certyfikat jakości zatwierdzony przez producenta maszyny.

Tę ciekawą sprawę wyjaśnił Paweł Baranowski, szef serwisu New Holland w firmie Agrohandel. Okazuje się, że większość nowoczesnych ciągników wyposażonych jest w magistralę CAN. Sterowanie większością funkcji, w tym panelem świateł roboczych, odbywa się zerojedynkowo, a włączaniem świateł sterują mikroprocesory. I tu, podkreślił wyraźnie specjalista, tkwi problem, ponieważ instalacja ta jest bardzo wrażliwa na wszelkie zakłócenia, zarówno mikrowahania napięcia sterowania, jak i te radiowe generowane przez niskiej jakości szperacze LED zamontowane do nowoczesnego ciągnika. 

– Stanowczo odradzam montowanie lamp bez certyfikatu jakości do nowoczesnego ciągnika. Może się to skończyć tym, że będą wyświetlane kody błędów instalacji elektrycznej i oprogramowania silnika oraz wystąpią nieprawidłowości w jego działaniu – podkreśla Paweł Baranowski.

Słowa te potwierdził także Bartosz Tritt z firmy TT Technology specjalizującej się oświetleniu w technologii LED. – Każda lampa, czy jest nią lampa robocza, czy dalekosiężna, ale także ostrzegawcza, czy wielodiodowy panel roboczy, każda zasilana przez instalację elektryczną ciągnika czy kombajnu musi posiadać odpowiedni certyfikat i deklarację zgodności UE. Tylko certyfikowana lampa zapewnia podaną na opakowaniu jasność w lumenach. 

Z kolei dr Jarosław Figurski z SDF zwrócił uwagę także na to, że nowe ciągniki wyposażone są już fabrycznie w lampy LED IV generacji, które parametrami i długością pracy kilkukrotnie przewyższają lampy ksenonowe, do niedawna uważane za najlepszy wybór w dziedzinie oświetlenia. 

Posiłkując się powyższymi wypowiedziami, a przede wszystkim stanowczą odmową zainstalowania lamp roboczych LED do nowoczesnych ciągników w serwisach, można zdecydowanie stwierdzić, że jeśli zamierzamy wymienić lampy robocze z halogenowych na LED, to warto kupić tylko te certyfikowane i atestowane. Czyli takie, którymi cieszyć się będziemy długi czas i nie będą powodowały „skutków ubocznych”.