Brony talerzowe swego czasu były maszynami popularnymi, później za sprawą m.in. pługów podorywkowych, kultywatorów ścierniskowych zwanych gruberami, praktycznie zniknęły z rynku. Dopiero szwedzka firma Väderstad, która na przełomie wieków wprowadziła do sprzedaży model Carrier, przywróciła talerzówki do łask.

Była to już jednak trochę inna koncepcja budowy tych maszyn. Dwa rzędy talerzy zostały umieszczone równolegle w stosunkowo bliskiej odległości od siebie. Kąt natarcia został ustawiony na samych, oddzielnie montowanych do ramy talerzach. Ponadto każdy talerz został wyposażony w cztery gumowe bezpieczniki. Całą bardziej zwartą maszynę wieńczył wał uprawowy. To, co działo się później na rynku, to powielanie w mniejszym lub większym stopniu oraz rozwijanie tej koncepcji przez pozostałe firmy produkujące sprzęt rolniczy. Doszło do tego, że brony nazwane krótkimi lub kompaktowymi – zaczęły wypierać kultywatory ścierniskowe.

Zobacz również test brony Mandam Gal-C o szerokości 6 m!

Kompaktowa ale masywna

Według takiej koncepcji zbudowana została też brona talerzowa Mandam Gal-C, którą Czesław Markowicz kupił w 2012 r. Maszyna ma 2,5 m szerokości roboczej, 1428 kg masy własnej, wał daszkowy i gumowe bezpieczniki każdego talerza (Mandam Tal-C jest na amortyzatorach sprężynowych).

Pan Czesław już na samym początku naszej rozmowy wymienił trzy mocne strony maszyny: agresywny krój (kąt natarcia talerza: 12º w bok i 24º do tyłu), duża masa agregatu wykonanego z wytrzymałej stali (talerze ze stali borowej) i skuteczny wał tylny.

Mocne strony

Odpowiedni kąt natarcia talerzy osadzonych na bezobsługowych łożyskach i wspomniana masa to duża uniwersalność. Zmienne i nieprzewidywalne warunki pogodowe wymagają takich właśnie rozwiązań. Przy bardziej suchych latach maszyna nie ma większych problemów (pod warunkiem dbania o stan elementów roboczych) z zagłębianiem się, w przeciwieństwie do np. kultywatora podorywkowego.

Rolnik w miarę możliwości stosuje również uprawę bezorkową – siew pszenicy po rzepaku – i tu Mandam też się sprawdza. Pierwszy przejazd w gospodarstwie po zbiorze rzepaku to typowa podorywka przeprowadzona na skos pola, po kilku dniach drugi właściwy przejazd talerzówką zastępujący pług na głębokość 15-20 centymetrów.

Wspomniany kąt natarcia, waga agregatu i duża średnica talerzy 560 mm to gwarancja skutecznego cięcia i wymieszania resztek pożniwnych z glebą. Ten efekt, zdaniem gospodarza, wspomaga znajdujący się za pierwszym rzędem talerzy ekran odbojowy. Ekran powoduje, że część masy ziemi wypadającej z pierwszej sekcji zostaje zatrzymana i skierowana w dół. W tym momencie drugi rząd talerzy jest mniej narażony na zapchanie i może lepiej spełnić funkcję rozcinania i mieszania. Oczywiście rozwiązanie to może być mniej skuteczne przy dużej ilości resztek pożniwnych np. po wysoko koszonej i niemulczerowanej kukurydzy.

Wał dobrany do potrzeb

Całości dopełnia wał uprawowy. W tym przypadku wał daszkowy. Pan Czesław zdecydował się na dopłatę za wspomniany wał, ale w jego opinii bez odpowiedniego dobrania tego elementu pod konkretne warunki glebowe nie będzie dobrego końcowego efektu uprawy.

Wał daszkowy gwarantuje naszemu gospodarzowi na ciężkich glebach głubczyckich dobre rozbicie, kruszenie i ugniatanie gleby, lepsze wschody chwastów i tworzenie odpowiedniego podsiąkania. I tu została wymieniona jeszcze jedna zaleta Mandamu – regulacja wzdłużna i wysokościowa wału uprawowego. Prosta i tania, a zarazem pozwalająca szybko dostosować maszynę pod konkretne warunki polowe. Na koniec ekrany boczne, zapobiegające przesypywaniu się ziemi i tworzeniu się kopców.

Są też minusy

Minusy…, te zawsze znajdą się jak w każdej maszynie. Pierwszy lewy talerz w pierwszym rzędzie i pierwszy prawy w drugim pod wpływem drgań mogą przesuwać się po ramie, co w konsekwencji może doprowadzić do wysunięcia się na zewnątrz z tychże z ram. Rolnik w porę jednak zauważył te zmiany i odpowiednio zareagował. W nowszym modelach bron Mandamu ten problem został wyeliminowany poprzez dospawaniu na skraju profili odpowiednio wystających zaślepek blaszanych - ograniczników.

Drugi problem to wspomniane już ekrany boczne, które są zamontowane na sztywno przez co są narażone na uszkodzenia np. w trakcie pracy przy miedzach.

W 30-hektarowym gospodarstwie Pana Czesława Markowicza Mandam Gal-C współpracuje z Zetorem 10145 o mocy 105 KM. Rolnik twierdzi, że w uprawie pożniwnej ten zestaw zadowala się zużyciem paliwa na poziomie 10-12 l/ha przy prędkości roboczej 9–11 km/h (gleby dobre, ale ciężkie w uprawie). Rolnik uważa, że praca z mniejszą prędkością jest bezcelowa, gdyż nie zostanie osiągnięty pożądany rezultat uprawy.

Dlaczego talerzówka, a nie kultywator?

Na zakończenie naszej miłej wizyty u Pana Markowicza zadaliśmy mu pytanie dlaczego brona talerzowa, a nie gruber? Gospodarz wsparty własnymi doświadczeniami spokojnie i rzetelnie wyjaśnił: – talerzówka to mniejsze opory toczenia przez co mniejsze zużycie paliwa, lepszy efekt pracy, większa uniwersalność – podorywka, lepsze mieszanie z glebą poplonów/zazieleń (gorczyca, facelia, łubin), skuteczna uprawa użytków zielonych oraz w odpowiednich warunkach możliwość zastosowania jej do uprawy bezorkowej – powiedział rolnik. – Kultywator ścierniskowy to mniejsza uniwersalność, gorsze wyrównanie pola, nie nadaje się do poplonów i uprawy użytków zielonych oraz co dla większości rolników jest najważniejsze – gruber przy tej samej szerokości ma większe zapotrzebowanie na moc.