Do serii 6D należą trzy modele: 6100 D (99 KM), 6115 (115 KM i 6130 D (130 KM), każdy z napędem na przednią oś. Dzięki nim John Deere może rywalizować teraz o klientów, dla których dotychczasowa oferta była poza zasięgiem ich możliwości finansowych. Najmniejszego przedstawiciela serii 6D można kupić za 188 tys. zł (brutto). Biorąc pod uwagę dobre wyposażenie standardowe i popularność marki, to naprawdę ciekawa oferta. Powinna ona spowodować burzę mózgów u tych, którzy właśnie myśleli o zakupie ciągnika średniej mocy w niezbyt wygórowanej cenie. Czy jest w tym jakiś haczyk? Tak. Jeśli za haczyk uznać uproszczone sterowanie, w którym – gdzie się tylko dało –  zrezygnowano z elektroniki, „skazując” operatora na obsługę maszyny dźwigniami. Tyle tylko, że tak właśnie wygląda większość tańszych ciągników. Trudno to więc uznać za wadę, zwłaszcza że wyposażony standardowo, między innymi w elektrohydrauliczny rewers i klimatyzacje, John Deere 6100 D i tak zapewnia ponadprzeciętny w tym segmencie komfort pracy. Warto zaznaczyć, że mechaniczne sterowanie może się w przyszłości okazać rozwiązaniem trwalszym niż elektroniczne sterowniki, silniki krokowe czy elektrozawory. Dla wielu rolników to bardzo ważne, bo oznacza niższe koszty eksploatacji; tam gdzie nie ma elektroniki, łatwiej przeprowadzić samodzielną naprawę.

DLA KAŻDEGO GOSPODARSTWA

To jednak daleka przyszłość. Teraz sprawdziliśmy w testach polowych praktycznie nowy, 99-konny ciągnik John Deere 6100 D. Zanim jednak przyjdziemy do wrażeń z pracy, przybliżmy nieco profil tego ciągnika. Seria 6D jest nowością w Polsce, ale już od kilku lat produkowana jest w Meksyku z przeznaczeniem na amerykańskie rynki. Egzemplarze oferowane w Europie również powstają w meksykańskiej fabryce. Jeśli budzi to u kogoś obawy co do jakości wykonania, pragniemy uspokoić – kontrola jakości jest tam równie rygorystyczna jak we wszystkich innych fabrykach. Warto też dodać, że ważniejsze podzespoły ciągnika, takie jak silnik, skrzynie biegów czy przedni most, są produkowane na przykład w Niemczech, skąd kompletne są wysyłane do Meksyku do montażu. Produkcja za oceanem skutkuje jednak tym, że do sprzedaży trafiają ciągniki o określonej specyfikacji, a klient może doposażyć je tylko w kilka elementów możliwych do zamontowania na miejscu przez dilera, na przykład: 3-sekcyjny rozdzielacz hydrauliki, przednie błotniki czy czołowe obciążniki.

Jest to z pewnością jakiś minus, ale nie ma powodu do niepokoju, bo John Deerea 6100 D jest wyposażono we wszystko, co niezbędne, aby sprostał potrzebom pracy jako główny ciągnik w małych lub średnich gospodarstwach lub jako maszyna pomocnicza pracująca na przykład z ładowaczem, w dużych przedsiębiorstwach rolnych. Do jego napędu posłużył 4-cylindrowy turbodoładowany silnik PowerTech E, wyposażony w intercooler i spełniający normę Stage III A. Zasila go system wtryskowy common rail, umożliwiający osiąganie mocy 99 KM przy 2100 obr./min. Za przeniesienie napędu odpowiada przekładnia TopShaft 9/9 z elektrohydraulicznym rewersem, który od razu przypadł nam do gustu. Jego obsługa nie wymaga użycia sprzęgła, co okazuje się bardzo wygodnym rozwiązaniem i z pewnością będzie nie do przecenienia podczas prac z ładowaczem czołowym czy częstych nawrotach na polu. Kiedy jadąc do przodu,  dźwignię rewersu przesuniemy na kierunek jazdy do tyłu, wówczas ciągnik automatycznie wyhamuje, a następnie ruszy w przeciwnym kierunku. Robi to bardzo łagodnie, ale bez zbędnej zwłoki (w mocniejszych modelach serii 6D występuje również funkcja regulacji dynamiki zmiany kierunku jazdy). Łatwy i skuteczny w obsłudze rewers to z pewnością bardzo mocny punkt tego ciągnika i poważny atut w rywalizacji z konkurencją z tego przedziału cenowego. Natomiast skrzynia biegów mogła by mieć nieco więcej przełożeń. Dziewięć biegów pokrywa swoimi zakresami cały przedział prędkości od 0 do 30 km/h, ale czasami przydałby się jakiś bieg pośredni – zwłaszcza w transporcie.

REWERS TO DUŻY ATUT

Podczas prac polowych bez większych problemów udało się nam dobrać przełożenie umożliwiające uzyskanie odpowiedniej prędkości jazdy i prędkości obrotowej silnika. Skrzynia 9/9 umożliwia kierowcy wybór jednego z trzech synchronizowanych biegów oraz trzech zakresów prędkości (przełączanie zakresów wymaga zatrzymania ciągnika). W czasie jazdy można załączyć napęd na przód, ale w praktyce i tak często trzeba się zatrzymać, aby odciążyć układ przekazania napędu, bo w innym przypadku dźwignia umieszczona z lewej strony fotela nie daje się przesunąć. Niestety, nie pomyślano o kontrolce informującej o załączeniu napędu 4x4, dlatego czasami można o tym zapomnieć i poruszać się na przykład po asfalcie, ryzykując uszkodzenie elementów przekładni.

Co do silnika, to początkowo mieliśmy wrażenie, że brakuje mu mocy przy niskich obrotach, ale to efekt tego, że równocześnie pracowaliśmy na nieco mocniejszym ciągniku z jednostką 6-cylindrową. Po kilku godzinach testu i współpracy z kilkoma maszynami, miedzy innymi 3-metrowym agregatem siewnym Bomet i pługiem zagonowy 4x40, stwierdziliśmy jednak, że mocy mu nie brakuje, a górny zakres momentu obrotowego jest dostępny w średnim zakresie obrotów. Umożliwiało to spokojną pracę z pełnym obciążeniem już w zakresie 1500-1700 obr./min.
Zużycie paliwa wahało się od ok. 4 l na godzinę przy pracach niewymagających dużej mocy, do 15 l na godzinę podczas pracy z dużym obciążeniem.

Tankowanie paliwa, nawet przy użyciu kanistrów, jest bardzo łatwe, bo wlew do zbiornika umieszczono w dostępnym miejscu (z lewej strony przy wejściu do kabiny) i na niewielkiej wysokości.

PODNIESIE PONAD 4 TONY

Oprócz regulacji pozycyjnej, podnośnik ma też funkcję regulacji siłowej, która sprawia, że w miarę wzrastającego oporu pracy i obciążenia silnika, narzędzie podnosi się na tyle,  by umożliwić przejazd przez trudny odcinek pola. Maksymalny udźwig podnośnika wynosi 44 kN, więc dość dużo, ale ciężkie maszyny mogą powodować unoszenie przodu na nierównościach. My nie spotkaliśmy się z tym problemem, bo testowy egzemplarz wyposażono w przednie obciążniki (500 kg). Niestety, podstawowa cena ich nie obejmuje.

Wał odbioru mocy ma dwie prędkości pracy 540 i 1000 obr./min., ale chcąc uzyskać 1000 obr./min., trzeba obrócić końcówkę wałka. W standardzie, model 6100 D wyposażony jest w dwie pary wyjść hydrauliki zewnętrznej, a opcjonalne dostępny jest rozdzielacz 3-sekcyjny. Ciśnienie w układzie dochodzi do 195 bar, a maksymalny wydatek pompy to 66,4 l/min.

KOMFORT PRACY JEST WYSOKI

Nie mamy większych zastrzeżeń co do ergonomii. Trochę niewygodne jest to, że do swobodnego wstawania z fotela konieczne jest uniesienie kierownicy, co jednak nie jest trudne, bo wystarczy pociągnąć za dźwignię, a kolumna sama unosi się do góry. Po powrocie na miejsce, kierownicę znów trzeba opuścić. Trochę to uciążliwe przy częstym opuszczaniu kabiny, jednak podczas dłuższych prac polowych pozycja z blisko przysuniętą kierownicą okazuje się bardzo wygodna. Można oczywiście ustawić również wysunięcie kierownicy.

Dźwignia rewersu jest w intuicyjnym miejscu, dobrze umieszczono również wajchę zmiany biegów. Tak naprawdę, tylko dźwignia  podnośnika, „wciśnięta” między fotel a panel sterowania wyjściami hydraulicznymi, wydała nam się zlokalizowana w niezbyt fortunnym miejscu. Podczas prac polowych trzeba używać jej często, a wtedy denerwuje fakt, że trzeba na nią trafiać, czasami uderzając ręką w fotel lub sąsiednią dźwignię. Co do samej pracy podnośnika nie mamy zastrzeżeń. System sterowania jest prosty, ale skuteczny. Przesunięcie dźwigni do przodu powoduje całkowite opuszczenie TUZ-a, do tyłu – uniesienie. W opuszczaniu maszyny na tę samą głębokość pomaga prosta blokada, którą przesuwa się po skali, zatrzymując w odpowiednim miejscu.

Warto podkreślić skuteczne wyciszenie kabiny. Jej atutem jest też dobra widoczność w każdym kierunku i ogólnie wysoki komfort jazdy. Podczas pracy w zapyleniu można liczyć na skuteczny układ filtrowania powietrza, a w cieplejsze dni nagrzewającą się kabinę szybko schładza klimatyzacja. Bardzo wygodny okazał się pneumatyczny fotel z wszechstronną regulacją, dzięki któremu nawet wielogodzinna praca ciągnikiem nie powoduje nadmiernego zmęczenia i bólu kręgosłupa. Fotel można dostosować do wagi kierowcy, przesuwać do przodu i do tyłu, ustawić pochylenie oparcia itp., ale najważniejsze, że siedzisko wykonuje ruchy nie tylko w kierunku pionowym, ale też wzdłużnym, co ogranicza wstrząsy na nierównościach.

Plusem jest też z pewnością atrakcyjny, nowoczesny wygląd ciągnika. Właściwie z zewnątrz nic nie wskazuje na to, że mamy do czynienia z wersją o niższym standardzie wyposażenia. Wykończenie wnętrza nie jest może aż tak precyzyjne jak w droższych modelach, ale pod względem estetyki wykonania trudno mu coś zarzucić, zwłaszcza jeśli porównamy je do tego co oferuje konkurencja.

Codzienna obsługa ciągnika jest bardzo prosta. Poziom oleju w silniku sprawdzamy bagnetem, a skrzyni biegów obserwując specjalny wziernik. Punkty okresowego smarowania są łatwo dostępne, podobnie jak filtr powietrza. Aby się do niego dostać wystarczy pociągnąć za zatrzask maski, która automatycznie unosi się do góry, a potem otworzyć obudowę i wyjąć filtr na przykład do przeczyszczenia. Zaletą tego modelu mają być również niskie koszty obsługi, w tym celu zwiększono interwał wymiany oleju silnikowego do 500 mth.