Nawet jeśli posiadamy przysłowiowy worek gotówki, nie znaczy to, że ciągnik, kombajn czy inną wymarzoną maszynę rolniczą dostaniemy od ręki. Czasy mamy jakie mamy i to, co jest jeszcze dostępne u dealerów, znika na pniu, a jeśli, drogi rolniku, zamówisz sobie jakąś specjalną konfigurację, to cierpliwie czekaj miesiącami na odbiór.

Producenci przez swoich dealerów często tłumaczą się opóźnieniami w dostawach brakiem czipów, no ale gdzie można znaleźć czipy w takich pługach czy kultywatorach?

Rozwiń swoje gospodarstwo dzięki kredytowi dla rolników!

Refaktoring sposobem na kryzys?

Brak mikroprocesorów potrzebnych do zaawansowanych (i często nikomu niepotrzebnych) technologii w samochodach jeszcze można zrozumieć. Jest tak, że fabryka pracuje, z taśmy wyjeżdżają nowiuśkie autka i trafiają prosto na przyfabryczny plac w oczekiwaniu na malutki chip odpowiedzialny za automatyczne składanie lusterek.

Bez tej innowacyjności przecież auto nie pojedzie i w ogóle żaden klient go nie zechce, więc marsz na plac, koniec kropka. Warty dolara czip kiedyś w końcu przyjdzie, to się zamontuje, a całość znajdzie klienta za 30 proc. wyższą cenę niż obecnie.

Czy używane maszyny rolnicze po fabrycznym przygotowaniu znajdą chętnych?
Czy używane maszyny rolnicze po fabrycznym przygotowaniu znajdą chętnych?

Nic więc dziwnego, że “używki” stały się modne i bardzo poszukiwane. Ich ceny wzrosły dramatycznie, co można oczywiście wytłumaczyć popytem. Takie trzy-czteroletnie auto kosztuje przecież połowę nowego, a w wyposażeniu niewiele się różni od tego z salonu. Co najwyżej nie rozpoznaje znaków ograniczenia prędkości i nie rozmawia z kierowcą.

Koncerny motoryzacyjne jednak wyczuły biznes i postanowiły, że takie kilkuletnie auta pochodzące w większości od pierwszego właściciela będą fabrycznie odnowione. Jak Europa długa i szeroka, powstają takie fabryczne odnawialnie, gdzie kilkuletnie auta doznają uroków “botoksu” i lśniące trafiają z powrotem do nowego klienta.

Wspaniały pomysł, bo ludzie mają pracę, auta służą dłużej, mniej się zużywa plastików, ślad węglowy się zmniejsza i co za tym idzie: rodzi się więcej fok i niedźwiedzi polarnych. Ekolodzy się cieszą i konsumenci radują, a producenci zacierają ręce. Co by nie mówić, to zdecydowanie dobry pomysł.

Ciągnik po botoksie?

Tylko czekać, aż rynek maszyn rolniczych czeka podobna rewolucja. Dziś kupując kilkuletni używany ciągnik czy kombajn z pierwszej, drugiej czy trzeciej ręki, liczymy na to, że był przynajmniej regularnie serwisowany w autoryzowanym punkcie dealerskim. Ta wiara czyni cuda przy zakupie, ale czasem bywa, że szybko ją tracimy.

Co jednak byście powiedzieli, gdyby dealerzy maszyn rolniczych oferowali wam takie maszyny odnowione w fabryce przez tamtejszych inżynierów. Czy mielibyście większe techniczne zaufanie do takiej maszyny, która została odremontowana i poddana ścisłej kontroli jakości producenta?
No i oczywiście czy za taką maszynę warto byłoby zapłacić nieco więcej?

Jesteśmy ciekawi waszych opinii na ten temat.