Na stacjach paliw od jakiegoś czasu znowu obserwujemy wzrosty cenowe, przy czym benzyna jest odczuwalnie droższa od oleju napędowego. Skąd taka różnica?

Drogo, coraz drożej

O cenach paliwa sprzed wojny w Ukrainie póki co nie ma co marzyć. Aktualne cenniki najczęściej oscylują w granicach 7,50-8 zł za litr.

- Jest drogo, może być jeszcze drożej i niewiele możemy z tym zrobić. 8 zł/l benzyny to pułap cenowy, jaki już teraz pojawia się na niektórych stacjach w Polsce, a wkrótce może być normą na wszystkich punktach tankowania – zaznacza Jakub Wiech (Energetyka24, Defence24).

Jak zatem zrozumieć fakt, że jeszcze chwilę temu ropa na rynkach światowych była droższa, a ceny na stacjach paliw były mimo to niższe?

Ekspert twierdzi, że błędem jest skupianie się w tym wypadku jedynie na cenie ropy oraz na kursie złotówki względem dolara.

- To trochę tak, jakbyśmy ceny chleba porównywali wyłącznie w odniesieniu do cen mąki – wyjaśnia Wiech.

Wszystko wskazuje na to, że ceny paliwa póki co nie spadną fot. Tomasz Kuchta
Wszystko wskazuje na to, że ceny paliwa póki co nie spadną fot. Tomasz Kuchta

- Analizując ceny paliwa, analizujemy tak naprawdę sytuację na dwóch rynkach. Chodzi o rynek ropy (rynek surowca) oraz rynek paliw (rynek produktów). Na te dwa rynki oddziałują różne czynniki o innych ciężarach gatunkowych – dodaje ekspert.

Co wpływa na cenę surowca?

Pytamy eksperta, jakie jego zdaniem czynniki w największym stopniu wpływają na cenę surowca.

- Na cenę surowca najsilniej wpływa wojna rozpętana przez Rosję, potencjalne ryzyko sankcji oraz już wdrożone środki, które zmniejszyły przerób rosyjskiej ropy w rafineriach na całym świecie. To właśnie te mechanizmy sprawiły, że ropa Urals (z Rosji) jest tańsza od ropy Brent (z Morza Północnego) – mniej podmiotów chce ją kupić, traderzy boją się kontraktować dostawy ze względu na polityczną niepewność. Do tego trzeba dodać również pozostałości pandemii w postaci np. wysokiej ceny przewozu drogą morską – wyjaśnia Jakub Wiech.

Jak się łatwo domyślić, cena surowca przekłada się na finalną cenę paliwa, ale poza tym aspektem rynek ten kształtuje także ogromny popyt, który zdaniem Wiecha wynika z trzech głównych czynników. Mowa tu o odblokowaniu transportu indywidualnego po zdjęciu restrykcji pandemicznych, zwiększenie ruchu samochodowego przez ucieczkę milionów ludzi z Ukrainy, czy wreszcie o wzroście zapotrzebowana wojskowego.

- To wszystko sprawia, że ceny na stacjach paliw są rekordowo wysokie, a mogą być jeszcze wyższe, wystarczy bowiem, że Unia Europejska nałoży embargo na dostawy ropy z Rosji – dodaje Jakub Wiech.

Benzyna drożeje, a diesel?

Dlaczego więc cena benzyny na stacjach odczuwalnie rośnie, a cena oleju napędowego jest w miarę stabilna, lub nawet potrafi spaść?

- Aby to zrozumieć należy wiedzieć dwie rzeczy. Po pierwsze paliwa w rafineriach produkuje się łącznie, tzn. z danego wolumenu ropy robi się jednocześnie benzynę, olej napędowy, olej ciężki itd. – zaznacza ekspert.

Jako że zapotrzebowanie na benzynę jest bardzo duże, to jej cena podąża w górę.

- Rafinerie starają się sprostać temu popytowi, więc produkują więcej benzyny, a przy okazji też inne paliwa, czyli m.in. olej napędowy. Jednak zapotrzebowanie na diesla nie rośnie aż tak szybko, jak na benzynę. W efekcie jego cena maleje – dodaje.

Na pytanie, czy jest szansa, aby paliwa wróciły do cen na poziomie ok. 5 zł/l ekspert odpowiada:

- Musiałoby się stać coś ekstremalnie dalekosiężnego jeśli chodzi o skutki polityczne – np. Rosjanie zmienią władzę i Europa wróci do handlu surowcami na przedwojennych warunkach – podsumowuje Jakub Wiech.