Mimo ciągłego wzrostu sprzedaży nowych maszyn rynek używanych ciągników w naszym kraju wciąż rozwija się dynamicznie. I nie ma co ukrywać, że największe wzięcie mają te 20-, 30-letnie, wyprodukowane w epoce "wielkiej mechaniki". Epoce, w której elektronika w ciągniku ograniczała się zaledwie do wyświetlacza zegarka na podsufitce i to w wersji “Lux” danego modelu.

Elektronika w ciągnikach to wyścig zbrojeń

Jednak rozwój konstrukcji ciągników w ostatnim trzydziestoleciu to istny wyścig zbrojeń. Z jednej strony dyrektywy i regulacje unijne dotyczące emisji spalin, norm hałasu w kabinie i bezpieczeństwa, z drugiej postępująca technologia wtłaczana do maszyn niemal na siłę. Kiedyś wystarczyło wsiąść, odpalić z kluczyka i jechać, dziś żeby tylko uruchomić ciągnik, potrzebne jest specjalistyczne szkolenie, a przeczytanie instrukcji obsługi trwa tydzień.

Popatrzcie sami na wnętrze nowoczesnego ciągnika. Wyświetlacze już nie mieszczą się w tablicy rozdzielczej pod kierownicą i lądują na podsufitce i na słupku bocznym. Wszystkie coś wskazują, mrugają i piszczą, a i sami dokładamy co nieco od siebie: tu kamera, a tu GPS czy nawet DVD. To jedna, ta widoczna elektronika w ciągniku. Jest jeszcze druga - niewidoczna.

Orka w meny ciągnika? Żaden problem. fot.AŁ
Orka w meny ciągnika? Żaden problem. fot.AŁ

 Orka w menu ciągnika

Obecnie nowoczesny ciągnik to komputer z funkcją orki w menu. Choć to właściwie kilkanaście “komputerów” współpracujących ze sobą pod jedną maską. Układy mikroprocesorowe, bo o nich mowa, odpowiadają dziś w ciągnikach niemal za wszystkie funkcje: sterowanie silnikiem, dawką wtrysku, mocą, układem wydechowym, sprzęgłem, skrzynią biegów, podnośnikiem czy nawet klimatyzacją i prześwitem ciągnika.

Za odpowiednie działanie tych systemów odpowiedzialne jest oprogramowanie, a nim z kolei zarządza serwis i producent marki, tworząc soft i wszelkie “apgrejdy”. Te wszystkie niematerialne rzeczy umieszczone są w pamięci mikroprocesorów zamkniętych w hermetycznych puszkach wewnątrz maszyny. Jednak same mikroprocesory nie działają bez tzw. elementów biernych: rezystorów, kondensatorów, cewek itp.

Elektronika w ciągniku. Tu liczy się jakość najmniejszego elementu. fot.AŁ
Elektronika w ciągniku. Tu liczy się jakość najmniejszego elementu. fot.AŁ

Strach przez elektroniką

I to właśnie te wszystkie elementy ujęte w słowo “elektronika” budzą paniczny strach wśród użytkowników. Czy słusznie?

I tak, i nie. Bo nie ma co ukrywać, że to, ile taki mikrokomputer będzie bezawaryjnie działał, zależy tylko i wyłącznie od producenta elektroniki. To on zdecyduje, jak zaprojektuje płytkę drukowaną, jakiej jakości elementy bierne w niej zastosuje, jak i czym je zlutuje i połączy, żeby działały bezawaryjnie całe lata. Jeśli będą dobre, elektroniki w ciągnikach nie musimy się bać.

Co się psuje w elektronice?

O dziwo, nie same procesory, a przynajmniej nie bezpośrednio. Psują się, a właściwie zbyt szybko starzeją, drobne i tanie elementy bierne elektroniki: kondensatory ulegają upływności, a ścieżki rezystorów się przepalają. Te drobne uszkodzenia powodują zaburzenia w zasilaniu mikroprocesorów i ich nieprawidłowe działanie.

Skutkuje to poważną awarią całego podzespołu ciągnika, jego unieruchomieniem i nieraz bardzo poważnymi kosztami naprawy idącymi w tysiące złotych.

Producenci elektroniki doskonale zdają sobie sprawę, jakiej jakości elementy stosują w podzespołach elektronicznych, a od tej jakości bezpośrednio zależy czas prawidłowego działania tych podzespołów. Dla przykładu: taki kondensator kosztujący powiedzmy 5 centów zachowuje prawidłowe parametry ok. 5 lat, a ten za 20 centów kilkadziesiąt lat. To samo dotyczy rezystorów i innych elementów kosztujących grosze.

Jeden niesprawny kondensator za 5 centów i podzespół za tysiące zł do wymiany. fot.AŁ
Jeden niesprawny kondensator za 5 centów i podzespół za tysiące zł do wymiany. fot.AŁ

Nawet sam projekt płytki drukowanej, szerokość i grubość warstwy przewodzącej jest bardzo istotny. Dodajmy do tego sposób lutowania podzespołów, jakość zwykłej cyny lutowniczej, ilość zastosowanego topnika i mamy gotowy przepis na długo- lub krótkowieczność danego podzespołu elektronicznego. I dotyczy to nie tylko tego zastosowanego w ciągniku czy innej maszynie rolniczej.

Na jakość elektroniki wpływa też jakość połączeń lutowanych. Wystarczy jeden
Na jakość elektroniki wpływa też jakość połączeń lutowanych. Wystarczy jeden

Boimy się kosztów

Czy jednak tak jest, oceńcie sami na własnym przykładzie. Strach przed elektroniką odpowiedzialną za działanie sprzętu za grube setki tysięcy czy miliony złotych jest i pozostanie. Jeśli padnie nam telewizor, kupujemy następny, jeśli padnie nam elektronika w ciągniku - mamy problem.

Mało kto dziś podejmie się takiej naprawy, a instrukcje serwisowe zalecają wymianę całego sterownika czy komputera. Nieraz za grube tysiące złotych/euro. To właśnie takich wydatków się boimy.

Dlaczego o tym piszę? Przeglądam właśnie taką elektronikę sterującą mającą już 36 lat. Kondensatory, rezystory w znakomitej kondycji, luty na płytce jakby z wczoraj. Działa i działać będzie bezawaryjnie jeszcze bardzo długo. Można?