Nośniki narzędzi powstały w Niemczech i głównie u naszych zachodnich sąsiadów zrobiły większą karierę. Czym są? To po prostu rama z silnikiem, do której można przyczepić poszczególne narzędzia, np. opryskiwacz. Oczywiście większość tego typu maszyn posiada także tylny zaczep, więc można je używać jak standardowego traktora. Nośniki jakby łączą urządzenia samobieżne z ciągnikami. 

Z zewnątrz wyglądały jakby czegoś im brakowało. Można zadać pytanie - co to za pokraka, gdzie jest silnik? Na pierwszy rzut oka w ogóle go nie widać. Motor zazwyczaj ukrywa się pod fotelem operatora i w związku z tym rzadko zdarza się by nośnik narzędzi dysponował dużą mocą. Po prostu większe jednostki miałyby problem by się zmieścić. Dlatego najczęściej nośniki wykorzystywano w sadownictwie, lekkich pracach polowych lub przy uprawach warzyw. Z tej perspektywy wydają się praktyczne, zatem dlaczego nie są już potrzebne?

Made in Germany

Zacznijmy od początku czyli od historii tych urządzeń. Pomysł na tego rodzaju maszyny powstał w Niemczech tuż przed II Wojną Światową. Pierwszy nośnik narzędzi stworzył inżynier Egon Scheuch z Erfurtu. Niestety wojna przeszkodziła w rozreklamowaniu i produkcji sprzętu.

Trzeba jednak przyznać, że Scheuch nie był jedyny. Podobne maszyny konstruowali także inni fachowcy. Wystarczy wymienić prototyp Ferdinanda Porsche z 1934 r., w którym silnik benzynowy umieszczono z tyłu obok kierowcy. Różnica polegała na tym, że w wynalazku specjalisty z Erfurtu z przodu, na ramie, tuż przed oczami operatora, można było zamontować narzędzia.

Po wojnie w latach 1948-49 Egonowi Scheuchowi udało się zaprezentować swój pojazd nazwany „Maulwurf“ Geräteträger (po polsku „Kret”) i w niewielkich liczbach sprzedać na rynku. Niestety nie była to działalność na wielką skalę, ale warta wzmianki, gdyż to właśnie „Kret” rozpoczął karierę nośników narzędzi jako takich.

Nośnik narzędzi produkcji enerdowskiej typu RS 09 pracujący zimą 1969 r. w Łodzi, fot. Grażyna Rutowska / Narodowe Archiwum Cyfrowe
Nośnik narzędzi produkcji enerdowskiej typu RS 09 pracujący zimą 1969 r. w Łodzi, fot. Grażyna Rutowska / Narodowe Archiwum Cyfrowe

Napędzany dwusuwowym silnikiem pochodzącym z DKW „Maulwurf” przeistoczył się potem w ciągnik RS 08/15 produkowany w NRD przez VEB Traktorenwerk Schönebeck. W 1957 r. do produkcji wszedł traktor, dobrze znany na naszym rynku, czyli RS 09, o którym szerzej napiszemy w drugim odcinku opowieści o nośnikach narzędzi, kiedy to przejdziemy do maszyn z bloku wschodniego.

Made in USA

Jednym z pojazdów powstałych równolegle do wynalazku Scheucha był amerykański Allis-Chalmers G wyposażony w silnik o mocy 9 KM. Pojazd zademonstrowano w 1948 roku. Podobnie jak w niemieckim projekcie silnik znajdował się z tyłu, jednak przednia rama była o wiele bardziej rachityczna. Do roku 1955 wyprodukowano ok. 30 tys. sztuk ciągników tej serii, jednak w USA lekkie nośniki narzędzi nie zdobyły wielkiej rzeszy klientów.

Amerykańska firma produkowała potem model 145 i 145T Motor Grader o mocy ponad 80 KM przypominający w założeniach nośnik narzędzi. Maszyna miała jednak swoje ograniczenia i jako równiarka podłoża bardziej przydawała się w pracach budowalnych niż rolniczych.

Unimog też był nośnikiem narzędzi

Kolejnym projektem o podobnych założeniach był Universal-Motor-Gerät (co można przetłumaczyć jako uniwersalny nośnik z silnikiem) w skrócie Unimog, którego produkcja seryjna rozpoczęła się w 1949 r. i właściwie, po wielu, wielu zmianach trwa do tej pory. Pojazd przypominał bardziej małą ciężarówkę niż traktor, ale idea była podobna do tej przedstawionej przez Scheucha. Tylko wykonanie było zupełnie inne.

Tym razem kabina i silnik umieszczono z przodu, a do ramy z tyłu można było zamocować rożnego rodzaju narzędzia. Pomysł wypalił. W 1951 roku pojazdy z Göppingen stały się częścią koncernu Daimler Benz i są produkowane do tej pory, choć pierwotna działalność rolnicza tych maszyn jest w tej chwili raczej marginalna, a częściej spotyka się je przy pracy komunalnej, czy ratowniczej w trudnym terenie.

Pierwsze Unimogi zostały zaprojektowane dla rolnictwa i były niczym innym jak nośnikiem narzędzi, tylko wykonanym w nieco inny sposób, fot. Erich Westendarp / Pixabay
Pierwsze Unimogi zostały zaprojektowane dla rolnictwa i były niczym innym jak nośnikiem narzędzi, tylko wykonanym w nieco inny sposób, fot. Erich Westendarp / Pixabay

Sukces Unimoga pozwolił innym firmom pójść w kierunku pojazdów użytkowych łączących zalety ciągnika i ciężarówki. Oprócz niemieckiej firmy żadna inna nie odniosła takiego sukcesu.

Przez jakiś czas podobne pojazdy produkowały włoskie firmy. Najbardziej znanym, produkowanym na większą skalę i specjalnie dla potrzeb rolnictwa był pojazd wymyślony przez firmę Same sprzedawany pod nazwą Samecar. Nieco później na rynku pojawił się Bremach, który jednak w założeniach koncepcyjnych był bardziej transporterem w trudnym terenie niż maszyną rolniczą.

Samecar łączyły w sobie ciężarówkę, nośnik narzędzi i traktor. Pomysł jednak nie chwycił i produkcja nie była zbyt okazała, fot. kh
Samecar łączyły w sobie ciężarówkę, nośnik narzędzi i traktor. Pomysł jednak nie chwycił i produkcja nie była zbyt okazała, fot. kh

 Podobny pomysł na nośnik narzędzi to też m. in enerdowski, istniejący do dziś, Multicar, który jednak zdecydowanie częściej znajdywał pracę w zadaniach komunalnych niż rolniczych.

W Polsce także próbowano sił w projektowaniu tego typu pojazdów. W FMŻ w Płocku w 1980 r. planowano produkcję czterokołowego pojazdu o nazwie GWTR, czyli Górskiego Wielozadaniowego Transportera Rolniczego. Pojazd wykorzystywał licencyjny trzycylindrowy silnik Perkinsa z Ursusa. Powstał nawet jeżdżący prototyp, ale produkcji nie podjęto. Najprawdopodobniej uznano, że wdrożenie pojazdu na linie montażowe będzie droższe niż szacowany zysk ze sprzedaży.

O pojazdach tego typu można pisać więcej. Wystarczy wymienić rzeszę ciągników górskich lub leśnych, które łączą w sobie idee nośnika narzędzi z traktorem. Przedstawicielami tego nurtu są pojazdy firm Metrac czy Goldoni T80. Pojazdy tego typu wyróżniają się nisko położonym środkiem ciężkości, szerokim rozstawem osi i przypominają bardziej quad niż klasyczny ciągnik. W Polsce przedstawicielem tego nurtu był powstały w niewielkiej liczbie, opracowany w Tyliczu, Tarpan Harnaś.

Lanz, Deutz, Eicher zaczynają produkcję nośników

Wróćmy jednak do typowych nośników narzędzi z gołą ramą z przodu (lub wyposażonych w skrzynię ładunkową), z silnikiem schowanym z tyłu, pod fotelem Kierowcy.

Mimo niezbyt udanego początku pojazdy wzorowane na pomyśle „kreta” Egona Scheucha zaczęły w Niemczech wyrastać jak grzyby po deszczu. W 1951 r. rozpoczęła się produkcja ciągnika Ruhrstahl wyposażonego w silnik marki Henschel, a rok później znacznie bardziej udanego i popularnego traktora marki Lanz o nazwie Alldog. W przypadku tej firmy rama składała się z dwóch rur poprowadzonych równolegle. Napędzane dwusuwem Alldogi utrzymały się w produkcji do 1959 r. 

Hauckepack firmy Claas zaprojektowano podobnie do pojazdu Lanz Alldog. Rama składała się z dwóch rur zamontowanych równolegle, fot. mat. prasowe Claas
Hauckepack firmy Claas zaprojektowano podobnie do pojazdu Lanz Alldog. Rama składała się z dwóch rur zamontowanych równolegle, fot. mat. prasowe Claas

To oczywiście nie wszystkie nośniki powstające w latach 50. w RFN. Wystarczy wymienić np. produkowanego od 1954 r. Ritschera Multitraca z silnikiem Deutza (na jego podstawie swoje wersje produkowały też firmy Deutz i Güldner), Eichera Kombi wytwarzanego od 1955 roku czy Wesselera WLG (od 1956 r.). W niewielkich liczbach powstawał też nośnik narzędzi firmy Claas pod nazwą Huckepack (od 1957 r.).

Szybki koniec kariery?

W latach 60. i 70. zainteresowanie nośnikami narzędzi zaczęło spadać. Większość firm powoli wychodziła z produkcji tego typu maszyn. Jeszcze w 1966 r. Eicher zastąpił model Kombi serią Unisuper, które to po zmianie barw na zieloną oferowano także w latach 1967-68 w punktach sprzedaży firmy Deutz.

Claas Hauckepack produkowano w latach 1957-60, fot. mat. prasowe Claas
Claas Hauckepack produkowano w latach 1957-60, fot. mat. prasowe Claas

 Jeszcze w 1967 r. firma Schmotzer zaprezentowała swój nośnik narzędzi o nazwie Kombi Rekord przypominający klasyczny ciągnik. Pojazd utrzymał się w produkcji do 1974 r.

Fendt GT

Popularność nośników malała, ale tego problemu nie widziała firma Fendt, która stała się swego czasu najpopularniejszym producentem nośników narzędzi w RFN. W 1953 r. firma z Marktoberdorf zaprezentowała pierwszy model o nazwie F12 GT. Skrót GT nie pochodzi tym razem od gran turismo jak we włoskich coupe spod znaku Lamborghini, ale od niemieckiego słowa Geräteträger oznaczającego właśnie nośnik narzędzi. Produkcja seryjna tego modelu rozpoczęła się dopiero w 1957 r., a dwa lata później Fendt otrzymał za ten pojazd nagrodę od DLG.

F12 GT czyli pierwszy nośnik narzędzi Fendta, fot. mat. prasowe Fendt
F12 GT czyli pierwszy nośnik narzędzi Fendta, fot. mat. prasowe Fendt

Napędzane początkowo silnikami Deutza nośniki Fendta zdobyły największą popularność ze wszystkich niemieckich marek. Pojazdy były do tego stopnia chętnie kupowane, że z dużą ochotą produkowano je w kolejnych dekadach.

W latach 70. pojazd w modelach GT 255 i GT 275 doczekał się kabiny i amortyzowanej przedniej osi. Pod koniec lat 90. w nośnikach narzędzi Fendta pojawiła się nawet turbosprężarka. Niestety od lat 70. sprzedaż malała, a oryginalne pojazdy z silnikiem z tyłu były w ofercie chyba bardziej z przyzwyczajenia niż z potrzeby rynku. Nośniki odeszły w zapomnienie w katalogach Fendt w 2004 r. Przez jakiś czas, od roku 2000, maszyny Fendta serii GT oferowano także pod marką Tünnissen Spezialgeräte.

Dlaczego nośniki narzędzi umarły?

Pojazdy stały się w pewnej chwili popularne, szczególnie w sadach i ogrodach. Do plusów nośników narzędzi należy zaliczyć to, że do jednego traktora można zamontować nieskończenie wiele różnych i wymiennych między sobą elementów, a przy okazji wymiary samego ciągnika z założonym urządzeniem nie zmieniają się.

Fendt GT z kabiną oraz z założoną sadzarką ziemniaków, fot. mat. prasowe Fendt
Fendt GT z kabiną oraz z założoną sadzarką ziemniaków, fot. mat. prasowe Fendt

Niestety podstawowym minusem takich pojazdów było samo zakładanie i wymiana narzędzi. Ich aplikacja na pojazd nie była zbyt łatwa oraz zajmowała drogocenny czas. Poza tym narzędzia dostosowane do nośników narzędzi nie pasowały do klasycznych zaczepów w normalnych ciągnikach, a cały zestaw, czyli ciągnik plus maszyny okazywały się zbyt kosztowne. Kolejną wadą był fakt, że lekkie nośniki narzędzi nie nadawały się do cięższych prac.

W efekcie rolnicy zaczęli się rozglądać za standardowymi ciągnikami wyposażonymi w mocniejsze silniki, kabiny oraz przednie i tylne WOM i TUZ. 

Model F275 GT z lat 70. wyglądał już nowocześnie - posiadał kabinę i amortyzowaną przednią oś, fot. mat prasowe Fendt
Model F275 GT z lat 70. wyglądał już nowocześnie - posiadał kabinę i amortyzowaną przednią oś, fot. mat prasowe Fendt

W kolejnym odcinku opowiemy o nośnikach narzędzi używanych na polskich polach, pokażemy maszyny z NRD i ZSRR. Sprawdzimy także czy światowe koncerny wreszcie wymyśliły nośniki narzędzi o dużej mocy, które w gospodarstwie mogły wszystko.

Na koniec zastanowimy się czy w tej chwili istnieją jeszcze pojazdy spełniające podobne zadania w gospodarstwie co dawne Geräteträger?