Systemy automatycznego smarowania najczęściej wybierane są przez duże gospodarstwa i przedsiębiorstwa, szczególnie jeżeli maszyna nie ma przyporządkowanego na stałe operatora. Sprawa wydaje się łatwiejsza, jeżeli maszyna ma jednego operatora, który jest jednocześnie odpowiedzialny za jej przeglądy. Jednak nawet i w tym przypadku istnieje ryzyko zaniedbań czy niedopatrzeń wynikających z pośpiechu lub zapomnienia. To może prowadzić do przyspieszonego zużycia elementów, ale także ich zatarcia, co w sytuacji maszyn pracujących w dużym zapyleniu, takich jak prasy czy kombajny, nierzadko kończy się pożarem. Automatyzacja procesu smarowania w znacznym stopniu temu zapobiega.

MOŻNA ZAOSZCZĘDZIĆ DUŻO CZASU I… PIENIĘDZY

Bardzo ważnym atutem przemawiającym za montażem tego typu systemu jest oszczędność czasu, który musiałby być dodatkowo poświęcony na codzienną obsługę. - System automatycznego smarowania pozwala mechanikom na skupieniu się na innych czynnościach serwisowych. Nie ma potrzeby, żeby spędzali czas nad czymś, co można zrobić automatycznie - mówi Paweł Głuchowski z firmy Głuchowski Group zajmującej się produkcją podłoża i uprawą pieczarek. - Przy naszym cyklu pracy każdą maszynę trzeba byłoby smarować co najmniej 3 razy w tygodniu; jedno smarowanie to ok. 15 min, czyli tygodniowo to dodatkowe 45 min. Ponadto automatyka daje to, że smarowanie jest przeprowadzane regularnie, dokładnie, a samego smaru też nie idzie zbyt dużo - dodaje Głuchowski.

Przeliczając podane wartości na okres roku, wychodzi, że oszczędność na czasie serwisowania to nawet 39 h. Maszyny w zakładzie pracują bowiem bardzo intensywnie przy załadunku/rozładunku słomy i procesie technologicznym produkcji podłoża do pieczarek. Każda z ładowarek przepracowuje rocznie ok. 2500 h. System smarowania został zainstalowany w dwóch spośród 7 najnowszych ładowarek, ale właściciele już myślą o wyposażeniu w podobne rozwiązanie pozostałych 5 maszyn.

Jeszcze większa skala korzyści jest przy zastosowaniu układu w przypadku większych, bardziej skomplikowanych maszyn. Według operatora ładowarki teleskopowej Merlo 4026 MCSS Roto w jednej z firm budowlanych na dokładne nasmarowanie maszyny codziennie musiałby poświęcić ok. godziny. Zakładając, że cena godziny usługi świadczonej tego typu maszyną to tylko 100 zł netto, łatwo obliczyć, że w skali miesięcznej czy rocznej układ automatycznego smarowania pozwala o siągnąć wyraźny zysk.

ILE TO KOSZTUJE?

- Systemy automatycznego smarowania wybierane są przez klientów zdających sobie sprawę z kosztów eksploatacyjnych. Relatywnie koszt doposażenia maszyny w system automatycznego smarowania nie jest wysoki; jeżeli maszyna kosztuje 300-400 tys. zł, to system taki jest niewielką częścią tej kwoty - wyjaśnia Bartosz Truszkowski, przedstawiciel firmy Agro-Szczuka zajmującej się m.in. sprzedażą systemów automatycznego smarowania firmy Groeneveld. - Inwestycja w układ automatycznego smarowania w zależności od wariantu wynosi ok. 10 tys. zł z montażem (cena dla systemu SingleLine z 15 punktami smarnymi; cena będzie się różniła w zależności od liczby punktów smarnych). W dłuższej perspektywie przynosi ona oszczędność na częściach zamiennych i kosztach eksploatacyjnych - przekonuje. Truszkowski dodaje jeszcze, że układy mogą być montowane nie tylko w ładowarkach, lecz także w prasach, kombajnach, samojezdnych wozach paszowych, przyczepach itp.

W przypadku ładowarki teleskopowej JCB 535-95 Agro z zamontowanym systemem SingleLine pracującej w firmie Głuchowski Group punktów smarnych jest 21, w innej - wyposażonej w siłownik poziomowania - jest ich 23. Przewód doprowadzający smar nie jest doprowadzony jedynie do ślizgów ramienia teleskopowego. Rocznie do smarowania jednej maszyny (ładowarka pracująca ok. 2500 h) zużywana jest ok. jedna beczka smaru Groeneveld EP-0 (18 l; cena katalogowa netto beczki plastikowej to 540 zł, metalowej - 590 zł). Zasobnik jest napełniany we własnym zakresie. Służy do tego specjalna pompka do napełniania smaru, którą również dostarczyła firma Groeneveld. Jak mówi Paweł Głuchowski, w ciągu dwóch lat użytkowania nie zdarzyła się jeszcze żadna usterka systemu oprócz uszkodzenia mechanicznego spowodowanego uderzeniem podczas pracy. - Uważam, że montaż systemu w naszym przypadku jest zdecydowanie opłacalny. Jeśli jednak ktoś ma ładowarkę dla siebie w niewielkim gospodarstwie i czas na jej obsługę, może się nie zastanawiać, czy kupić go czy nie.

SZYBKI MONTAŻ

Montaż systemu automatycznego smarowania jest stosunkowo prosty i polega na zainstalowaniu sterownika, jednostki pompującej (elektrycznej w SingleLine) wraz z rozdzielaczami i rozprowadzeniu przewodów. Serwisowi Groeneveld np. przy ładowarce teleskopowej zajmuje to maks. 1-2 dni. W zależności od tego, jak dużo smaru musi dostać się do danych punktów smarnych, stosowane są dozowniki o różnej przepustowości. Ważnym aspektem jest to, że do smaru znajdującego się w zbiorniku nie ma dostępu powietrza, dzięki czemu nie ulega on utlenianiu a tym samym nie traci swoich właściwości. System skonstruowany jest tak, że nie ma możliwości zanieczyszczenia go, a tym samym zablokowania dostępu smaru do poszczególnych punktów.

Smar może być podawany do punktów smarnych w zadanych dzięki sterownikowi odstępach czasowych (interwał czasowy jest ustawiany w minutach). Istnieje również możliwość dostosowania ilości tłoczonego smaru, dzięki czemu nie jest on podawany w nadmiarze, przez co wykorzystywany jest efektywnie i nie zanieczyszcza środowiska.